Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pasaż Handlowy

Go down 
AutorWiadomość
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 24

PisanieTemat: Pasaż Handlowy   Czw Lip 04, 2013 9:56 pm

Mieści się na głównej ulicy odchodzącej na południe od centrum - choć tak naprawdę na każdej uliczce tu znajdziecie jakiś sklepik. Taka norma każdego miasta.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Sob Wrz 14, 2013 8:59 pm

Campbell żwawym krokiem przemierzała szerokie ulice stolicy rozglądając się dookoła, był to jeden z jej pierwszych "wypadów na miasto", które miały odbyć się bez większych okaleczeń, przynajmniej tyle oczekiwała od siebie- w końcu jakby to było wpaść w kłopoty w pierwszy dzień w nowym mieście? Pomimo tego, iż pytanie, które przed chwilą wypowiedziała w myślach nie miało w sobie ani grama prawdy (gdyż raz- kłopoty ją uwielbiały, dwa- nie był to jej pierwszy dzień w mieście) mimo wszystko wciąż uważała się bardziej za turystkę niż lokalnego mieszkańca, który z zamkniętymi oczami potrafiłby wrócić do domu przez najgorsze dzielnice miasta. Rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu czegoś, na czym mogła zatrzymać wzrok. Tak jak prosiła, znikąd przed jej nosem wyrosła jej biblioteka, niestety jak głosiła tabliczka zwierzęta nie mogły wejść do budynku, ze smutkiem spojrzała na swoją psinę, Silence, która właśnie wlepiała w nią swoje dwa, czarne węgliki po czym urwała spojrzenie i usiadła przy drzwiach. Bell bezzwłocznie wdrapała się po schodkach i weszła do środka...
Po długim czasie, który jak dla panny Alexander upłynął niczym minuta, kobieta opuściła wielką budowlę z nową książką pod jej ramieniem, oczywiście zajęło jej to tak długo z powodu bibliotekarki, która właśnie była tak zafascynowana pasjansem na swoim komputerze, że nie miała czasu wypożyczyć jej książki. Westchnęła kręcąc lekko głową, ludzie byli na prawdę leniwymi istotami. Zerknęła kątem oka w stronę jej podopiecznej po czym lekkim ruchem dłoni przywołała ją do siebie, teraz jedyne co jej zostało to bezpieczny powrót do domu w blasku księżyca.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Sob Wrz 14, 2013 9:21 pm

Siedział, opierając podbródek na dłoni, chyba znudzony, chyba nie zainteresowany życiem, chyba słuchający czegoś - no bo kogoś? Wszak wokół niego nikogo nie było - jedynie on, pusta przestrzeń, gdy pojedyncze niedobitki o tej godzinie przemierzały miasto, nieistotni ludzie, pożywienie dla wampirów, jedynie obiadek, czy też śniadanko, jak to lubili Zarażeni określać śmiertelników. A oni byli najzwyczajniej w świecie biedni. Byli jak bydło, hodowane, dopatrywane, by potem wybierać poszczególne sztuki i przeznaczać je na rzeź...
I TY to mówisz, Pradawny..? Niedoszły poziomie A, który nie ma w sobie na tyle odwagi, by sięgnąć po najwyższy szczebel, by wspomóc właśnie te biedne koźlęta na wytracenie skazane..? Owszem, mógłbyś bez zmrużenia oka każdemu o tym powiedzieć, przecież ze szczerością nie masz najmniejszego problemu, a widziałeś wystarczająco wiele, by móc wydawać własne osądy na pewne tematy...
Jak na razie to twe myśli krążyły wokół tego, że powinieneś się udać do Dżakartu i znaleźć pewną panią naukowiec, która śmiało sobie postąpiła, napastując samego władcę wampierzy - po prostu świetnie! Wszystko idzie w coraz to dziwniejszym kierunku, bydło odwraca się przeciwko swoim pasterzom... I co ty teraz na to?
No cóż, Ty, jak zwykle, masz po prostu wyjebane. Westchnąłeś głośno, opuszczając głowę, pomiędzy palcami trzymając złożoną kartkę na kształt samolociku ze zwykłej ulotki, którą parę godzin temu wcisnęła ci jakaś studentka próbująca dorobić w czasie kończących się dlań wakacji...
Przecież z tą Memengwą trzeba porozmawiać, cała horda skrytobójców zaraz się na nią rzuci!
Uniosłeś głowę, by napotkać osobistość ciekawą i znaną ci, osobistość na tych terenach nie urodzoną - jak ona miała na imię..? No dalej, przypomnij sobie..! Przecież pamiętasz, Wschodzące Słońce nie ma aż tak wielu wojowników płci żeńskiej, by się nie dało. No, myślisz? Już? Wpadłeś na coś?
Złote tęczówki powiodły za smukłą, wysportowaną sylwetką, zastanawiając się, gdzie też ona ma broń pochowaną, jak mocno byłaby w stanie skopać ci tyłek - mimo wszystko to nadal tylko kobieta, ale unikanie przed srebrnymi kulami do najłatwiejszych nie należało... A jej pies? Zwierzęta ogólnie nie przepadają za wampirami wyczuwając w nich silniejsze od siebie drapieżniki - byłby nie fart, gdyby ta psina akurat się nim zainteresowała, a zaraz za psiną jej właścicielka... Dlatego tylko obserwowałeś tą dwójkę - a wokół ciebie, niezauważane przez nikogo, stado duchów, już rozchodzących się w swoją stronę - wszak już pozyskałeś informacje na temat tego, co wiedzieć chciałeś.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Sob Wrz 14, 2013 10:11 pm

Wysokie koturny z lekkim stukotem niczym u konia odbijały się od chodnika, który co jakiś czas potrafił spłatać jej figla w formie uchylenia się pod jej ciężarem i lekkiego wytrącenia z równowagi, jednakże pomimo tego kobieta wciąż szła z wysoko uniesioną głową patrząc prosto przed siebie, nie dając po sobie poznać jakiegokolwiek cienia zwątpienia co do swoich obecnych par botków. Do przerwania ciszy, która obecnie zagościła na pasażu dołączyło się również rytmiczne szmeranie nóg łatwo rozpoznawalne dla lisa, chodź to nie on kroczył razem z Campbell. Psina odruchowo stuliła uszy kuląc przy tym ogon, jej ruchy stały się bardziej powolne, powoli zaczęła zniżać się do parteru, jak gdyby ktoś właśnie naparł na nią całym ciałem, byle tylko zmusić ją do leżenia, wręcz czołgania się. Karmazynowa gdyby również zaliczyła się do czworonożnych, najprawdopodobniej stuliła po sobie uszy wydając z siebie głęboki, niebezpieczny warkot, obecnie jedyne co miała wspólnego ze swoją partnerką było to, iż oby dwie poczuły na swoich barkach ciężar aury jaką roztaczał owy mężczyzna, którego mogła dopiero ledwo co dostrzec z pomocą szkieł kontaktowych, w tej chwili pewnie i bez nich domyśliła się, co dzieję się wokół niej- w końcu nie każdego dnia czujesz jak włosy na karku stają Ci dęba? Zerknęła kątem oka w stronę Silence, biedna, nigdy nie lubiła tego jak wampiry wpływają na zachowanie jej psiny, tego, że czuje tak wielką presję, iż ledwo udaje jej się podążać za swoją właścicielką. Z ociągiem wypuściła powietrze z płuc wzdychając przy tym ciężko, powolnym ruchem dłoni namacała broń przymocowaną na wysokości bioder do paska, osobiście nie preferowała broni palnej ale na słabszego gatunku wampiry sam widok pistoletu wywoływał drgawki, nie sądziła, iż jest to jeden z tych słabszych, ale jak to mówią- przezorny zawsze ubezpieczony. Po upewnieniu się, iż wciąż trzyma przy sobie ostatnią deskę ratunku spuściła luźno rękę pozwalając jej bezwładnie opaść i przy tym zahaczyć o guziki płaszczu, które obecnie były odpięte. Zaczęła analizować zaistniała sytuację, krok po kroku obmyślając różne warianty gry, która była w tym wypadku nieunikniona. Niestety, jak to zwykle bywa kiedy Campbell zaczęła myśleć o niebieskich migdałach, jej podstępny wróg numer jeden- chodnik, wykorzystał sytuację i po raz setny ugiął się pod ciężarem kobiety, tym razem będąc pewnym wygranej, i tak jak myślał, tak też się stało. Kobieta jak długa wyrżnęła przed siebie wręcz przed stopami wampira. Ahh, nie ma to jak bliskie spotkanie z podłożem po całym dniu- przeszło jej przez myśl kiedy jej policzki spotkały się z zimną powierzchnią...
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Sob Wrz 14, 2013 10:42 pm

Szlag by to trafił, pioruny, ogień, w ogóle - zniknij, zapadnij się pod ziemię, stań się niewidzialny, czy coś..? Nie, nie da się? Znaczy jasne - dla ciebie jest to możliwe, tylko że zbyt się rzucała w oczy, taka teleportacja, poza tym... No chyba nie będzie do ciebie od razu strzelać, nie? Chociaż kto ją tam wie, z tymi, którzy byli w tej organizacji, co to tworzeniem Sztucznych się zajmowała, nigdy nic nie było wiadomo - zwłaszcza ciebie to drażniło. Polują na Ciebie i wampiry i oni - chore to trochę! Nie można żadnego pierdolonego zakątka sobie znaleźć, żadnego bezpiecznego kąta, w którym byłoby się zaakceptowanym... Na szczęście zdołałeś wiele, wiele lat temu się z tym pogodzić i aktualnie to po tobie jakoś spływało, wszak skoro ludziom na tobie nie zależy, tobie też nie musi zależeć na kimkolwiek. Wbrew pozorom było to banalne przynoszące profity rozumowanie - no wiecie, bo z tym zaufaniem to nigdy nic pewnego nie było, a tak? Koleś żył na własną rękę, za nikogo nie odpowiadał, o niego nikt nie dbał. Smutne? Tak, to jest smutne. To kwintesencja samotności i ludzkiego zagubienia, które, tak głęboko wyryte w duszy, przeszło głęboką przemianę ze smutku w obojętność. I sarkazm. I cynizm. I wszystkie te rzeczy, które sprawiały, że zamiast do siebie innych przyciągać, jedynie bardziej ich odpychamy...
Zawierciłeś się niespokojnie, czując spojrzenie kobiety na sobie - głupi pies, no musiał go zdradzać? No, ty też święty nie jesteś - wpatrywałeś się w tą 'znajomo-nieznajomą' nader intensywnie - Ty, Wygnaniec, żywa legenda... Ten, który sprzeciwił się Królowi i Królowej i który zniknął, który zapadł się pod ziemię, który został zapomniany i o którym nikt już nie mówi i nikt nie pamięta... I dobrze. Po to zniknąłeś, by nie pamiętali.
Zarejestrowałeś ten nieznaczny ruch- więc to tam ma pistolet... Hm, więc tą rączkę w razie czego trzeba odciąć, jeśli się paniusia jednak rzuci... A co to był za problem - zza twoich pleców wystawały rękojeści katan, na szczęście w godzinach nocnych nikt o nie nie pytał, ewentualni pijacy jedynie się interesowali... Zwłaszcza, że twoja uroda również wzrok przyciągała - niby nikt, kto krzywdę mógłby zrobić, tak powierzchownie, żaden z ciebie paker nie był, przeciwnie, byłeś dość szczuple zbudowany, delikatne, typowo japońskie rysy twarzy, czarne, lśniące włosy i te oczy, od których biła obojętność, a za którą kryła się obietnica niebezpieczeństwa, nie pozwalająca zanadto jednak podskakiwać... W każdym razie tym, co mieli trochę piątej klepki, tak?
Podskoczyłeś na równe nogi, kiedy upadła, błyskawicznie wyciągając miecz i wyciągając jego koniec ku karkowi dziewczyny - no, skoro była tak miła, że sama upadła, to wszystko ułatwiało ten maleńki teatrzyk.
- Serio? Wojowniczka Wschodzącego Słońca wywracająca się przed 'śmiertelnym wrogiem'? - Mruknął, wsuwając między wargi papierosa wolną dłonią, by pociągnąć ostatni buch i wyrzucić go na bok - stratą wszak wielką by było, gdyby podpaliły się tak piękne włosy przez przypadek. - Właśnie umarłaś. Więc ciesz się ze zmartwychwstania. - Teleportowałeś się tak, że nagle znalazłeś się za nią, z dłonią na kolbie jej pistoletu i odskoczyłeś od razu parę kroków w tył, mając nadzieję, że więcej tego badziewia nie ma.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Sob Wrz 14, 2013 11:38 pm

Bliższy kontakt z podłogą nie był niczym pięknym ani przyjemnym, jak każdy mógł się domyśleć, jednakże o całym tym upokorzeniu dowiadywałeś się dopiero kiedy przeżyłeś owe spotkanie, tak jak teraz i Campbell "przytulała" lodowate płyty całym swoim ciałem. Właśnie miała zamiar się podnieść i otrzepać kiedy to jej zamiarom przeszkodził jej mężczyzna, który z łatwością mógł jej teraz odebrać życie, a jeśli mówimy szczegółowo to właśnie jego katan zwisająca nad nią niczym ostrze kata nad przestępcą, chodź trudno było powiedzieć kto tak na prawdę w tym duecie jest zabójcą, a kto ofiarą, równie dobrze każdy z nich mógł mieć swoje własne zdanie, jednakże teraz ją to jakoś nie obchodziło. Odruchowo znieruchomiała, była w potrzasku przez swoją własną głupotę- a wszystko to, że poszła kupić tą cholerną książkę. Westchnęła w duszy czując jak całe zimno wsiąka w jej ubrania, podejrzewała, że pewnie jeśli dożyje jutra to na pewno przebudzi się z katarem i kaszlem, przez co cały dzień będzie musiała zostać w łóżku i znajdzie również wymówkę do przeczytania książki. Kątem oka zaczęła przeczesywać swoje pole widzenia w poszukiwania owej nieszczęsnej księgi, która sprowadziła ją do tej pozycji. Niestety, jak to w życiu bywa, nieszczęścia lubiły chodzić parami tak więc nie znalazła książki, za którą musiała zapłacić swoimi oszczędnościami na gaz, osobiście sądziła, iż woli marznąć i czytać niż siedzieć i nic nie robić w ciepełku, można było się domyśleć, iż jest z niej niezły uparciuch, chodź teraz to wszystko i tak poszło na marne, gorzej już raczej być nie mogło, chodź z tym też nie była pewna, zawsze mogli jej odciąć prąd, śmierć jakoś nie była taka zła w porównaniu do spania w zimnym, ciemnym pokoju, ale to też nie znaczyło, że ma zamiar dzisiaj umrzeć, co to to nie, uważała się za zbyt dobrą aby umarła właśnie przez wstrętny chodnik, na którym wciąż leżała. Cichy warkot przerwał jej rozmyślenia o niedalekiej przyszłości, jeśli przedtem była nieruchoma teraz musiała przypominać ludzki szkielet wraz z lekko wygiętymi partiami ciała, podążyła spojrzeniem za gardłowym dźwiękiem- to jej mała psina, Silence, próbowała w jakiś sposób odgonić od jej właścicielki , który wciąż swoją aurą naciskał na nią. Traf chciał, iż właśnie w tym momencie ich oczy się spotkały a następnie pies odbiegł w bok niechętnie dreptając w przeciwległą stronę. Zanim zdążyła zareagować jednym, prostym ruchem została pozbawiona swojego narzędzia do zabijania. Zastanowiła się przez chwilę, skoro wiedział gdzie szukać, to znaczy, iż obserwował ja prze jakiś czas (co nie było niczym takim), dodatkowo najwyraźniej nie wiedział, że tak na prawdę nie była świetna w posługiwaniu się bronią palną, lecz to w jakimś sensie dawało jej nieznaczną przewagę nad swoim oponentem. Słysząc świst normalny dla odskoku podparła się na łokciach podnosząc całe swoje ciało do góry. Wyprostowana zmierzyła wzrokiem swojego "oprawcy", który podobno już ją zabił.
-Nikt nie prosił o zmartwychwstanie-odparła z lekkim uśmiechem na ustach, skoro oddalił się na pewną odległość, mogła sądzić, iż nie chce walczyć, lub nie uważa Campbell za godnego siebie wojownika. Szybkim spojrzeniem omiotła całe otoczenie po czym z powrotem wróciła tęczówkami na wampira.
-Nawet najlepsi popełniają...Drobne błedy- dodała z niechęcią rozgrzewając nadgarstki u rąk, do tej pory nie znała nikogo kto mógłby wywrócić się na prostej drodze, a co dopiero padnąć na kolana przed swoim naturalnym wrogiem, chodź jak widać teraz zawsze mogła powiedzieć, "że to nie jej pierwszy raz", o ile w jakikolwiek sposób mogło to usprawiedliwić jej zamyślenie w czasie pracy.
-Tak na marginesie, wiesz może, która jest godzina?- rzekła ni stąd, ni zowąd zupełnie wybiegając z roli jaką miała prezentować jak wojowniczka, mimo wszystko na pierwszym miejscu była jej ludzka połowa, na drugim dopiero praca na pełen etat. Równie dobrze mogła w ogóle nie pracować, ale kto wtedy płaciłby za jej książki i gaz w jej domu? Oczywiście nikt inny niż Ona.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Nie Wrz 15, 2013 10:00 am

Tym razem to wampir był panem życia i śmierci, to na krańcu jego katany i jednego,drobnego ruchu zależało to, czy wojowniczkę oszczędzi, czy też nie - i widzicie? Sytuacja na całym świecie tak się przedstawiała - każdy z nich, nie ważne, czy człowiek, mutant, czy zarażony - każdy walczył o swoje prawo bytu, choć nie okłamujmy się - człowieczyny żyły tylko dlatego, że łaskawy Król i Królowa dbali o to, by te marne robaczyny, te mróweczki, tak o byt dzielnie się bijące, miały swój zakątek. Słusznie. Gdyby ich zabrakło zaczęłyby się dziać kataklizmy na tym padole, krwiopijcy zaczęłyby walczyć między sobą, pragnąc krwi, powoli by wymierały, w efekcie czego przetrwałyby jedynie karaluchy... Gdyby nie było co jeść, pewnie rzuciliby się na zwierzęta, chociaż ich krew była dlań bezwartościowa - proste. Ostrze mogłoby wejść jak nóż w roztopione masło, zapaść się w Twej szyi - jednak nie czujesz lęku. Może powinnaś? Wszak wiedzieć nie mogłaś, że ten mężczyzna wyłamywał każdy absolutnie schemat, jaki żeście Wy, śmiertelnicy, sobie ułożyli o takich jak On. To dlatego nie powstała nawet najmniejsza ryska na Twej skórze. A dodatkowo nie zastanawia Cię, skąd wie, żeś ze Wschodzącego Słońca? Hm, w sumie jesteś tutaj od robienia bójek, od rzucania się na wroga, nie od zastanawiania, dlaczego tak, a nie inaczej, od tego byli ci w bazie, tak?
Zupełnie nie przejął się psem - zwierze nie stanowiło dla niego zupełnego wyzwania, było zmiażdżone przez aurę silniejszej jednostki, kompletnie zdominowane - wystarczyło posłać mu jedno spojrzenie, by odpuścił, już nie wnikając, czy to wzrok Campbell, czy Twój tak na niego podziałał - niech się najzwyczajniej w świecie odsunie i nie wnika w sprawy 'dorosłych'. O ile tą dwójkę można tak nazwać, wszak zachowywali się jak dzieci... Bardzo zabójcze dzieci z bronią w dłoniach i możliwością wymordowania siebie wzajem.
Z zainteresowaniem wyważyłeś pistolet w dłoni, obracając ją na palcu i łapiąc zręcznie za kolbę palcami, natychmiast wymierzając w kobietę, przyjmując typowo strzelecką postawę... Jednak zaraz opuścił to cacko. Ano nie wiedział, w czym ta kobita się specjalizuje, ale nie było to istotne - on zawsze doceniał wroga, a nie ma co ukrywać, że dla kogoś takiego jak on, specjalizującego się w walce bronią białą, taka pukawka była co najmniej niewygodna, wszak jeszcze ze srebrną amunicją, to tym bardziej decydowało o potrzebie jej odebrania. Potem ją zwróci... Potem.
- Drobny błąd to nie wypolerowanie kolby. - Uniósł lekko brwi, spoglądając na kobiecinę tymi nienaturalnymi ślepiami jak dwa krążki cytryn. - To był karygodny błąd. - Za który powinnaś przypłacić żywotem, miła pani. Taka prawda, nie oszukujmy się.
Laum schował katanę do pochwy i sięgnął do kieszeni dżinsów, oddalając się od kobiety jeszcze o parę kroków, rozświetlił ekran, nawet na niego nie patrząc i ustawił przodem do niewiasty, wyciągając na prostej ręce - z tej odległości bez problemu mogła dojrzeć duże cyfry pokazujące "23:45". Nie będzie wszak ryzykował i spuszczał z tej ślicznej i niebezpiecznej laleczki oczu, mógłby jeszcze stracić i co? Byłoby mocno niefartownie.
- Jak można się przewrócić na prostej drodze... - Pokręciłeś głową z lekkim niesmakiem, pomieszanym też z rozbawieniem - no to się w głowie nie mieściło, zwłaszcza, że była teoretycznie wytrenowana, tak?
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Nie Wrz 15, 2013 12:40 pm

Lazurowe oczy jeszcze przed chwilą utkwione w twarzy mężczyzny teraz powędrowały w dół, w stronę swojej małej zabawki. Pomimo tego, iż nie ukazywała żadnej oznaki strachu nie oznaczało, iż owego bodźca nie posiadała, wręcz przeciwnie, jej własny instynkt pod wpływem bodźca nakazywał jej jak najszybsze unicestwienie potencjalnego zagrożenia i tu wkraczał do gry jej zdrowy rozsądek, który kazał jej trwać wytrwale w tej samej pozycji, wyczekiwać na ruch przeciwnika- tak o to tworzyła się kolejna wojna o "dominację" w jej umyśle. Z nagłego zamyślenia wyrwał ją pistolet wycelowany w jej stronę, każdy milimetr mięśni napiął się przygotowując do możliwego odskoku, o ile w jakikolwiek inny sposób można było spróbować uniknąć kul, zawsze były te marne dwadzieścia procent na przeżycie jednostki, pozostałe osiemdziesiąt procent jak ktoś się domyślił były czystą śmiercią. Zanim jednak Campbell zrobiła jakiś większy ruch brunet opuścił broń, co niezbyt jej przypadało, jak każdy człowiek nienawidziła kiedy ktoś próbował się z nią bawić, a raczej testować jej umiejętności. Westchnęła ciężko, chodź w rzeczywistości był to niesłyszalny wydech, jak gdyby tą jedną, nic nieznaczącą czynnością mogła spowodować, iż teraz jak za sprawą magicznej różdżki znajdzie się w swojej wannie, w spokoju relaksując się po całym ciężkim dniu. Obojętnie jak bardzo by się starała, wciąż stała tam gdzie stała przed sekundą, przemarznięta i skostniała od wywrócenia, miała cichą nadzieję, iż przynajmniej jej ciało nie okryję się płachtą purpurowych siniaków, zawsze wychodziła najgorzej z najłatwiejszych misji, chodź to co teraz rozgrywało się na pasażu nie można było nazwać "misją", w końcu kto wiedział, iż właśnie dzisiaj spotka na swojej drodze wampira, iż właśnie dzisiaj wyda wszystkie swoje oszczędności? Nie czarujmy się, nawet jeśli Campbell wiedziała o swoim dzisiejszym losie i tak poszłaby kupić ten okropny zbiór papieru dla czystej ciekawości, chcąc zobaczyć czy uda jej się zmienić bieg rzeczy. Po raz kolejny ruch, a raczej głos z Jego strony wyrwał ją z zamyślenia, swoimi czasy na prawdę za dużo zastanawiała się nad różnymi aspektami życia, była pewna, iż jeśli dalej będzie ciągnąc tą anegdotę to sama prędzej czy później pójdzie w piach- pytanie czy z ręki wroga, czy też ze swojej własnej winy? Przez chwilę zastanowiła się jakby to było zginąć przez wpadnięcie do wilczego dołu ale jedyne co w odpowiedzi dostała to cichy chichot, który mimowolnie wyrwał się na zewnątrz, tak więc zamknęła i ten temat. Kątem oka zarejestrowała ruch w swoim polu widzenia tak więc skupiła się na nim, zegarek oznajmiał, że za piętnaście minut wybije północ, tak więc miała jeszcze piętnaście minut wolności zanim zacznie swoją pracę. Owszem, może i nie traktowała tego tak poważnie jak jej przełożeni, ale co z tego? Praca to praca, jak każda inna- tak długo jak Ci płacą, tak długo pracujesz... A skoro mowa o płacy... W każdym razie, to, że nie przykładała się tak bardzo do "uratowania" ludzkości nie znaczyło, iż nie wie co się dzieje naokoło niej. Rozumiała to wszystko dobrze, możne rzecz, że nawet za dobrze jak na jej osobę. Pojmowała to, iż za każdym razem kiedy spotka na swojej drodze aludzkie istoty, za każdym razem będzie miała do czynienia ze śmiercią, to niczym gra w totolotka- raz jesteś na szczycie, aby za chwilę upaść na samo dno czeluści, gdzie jedyne czego pragniesz, to śmierć. Może i zachowywała się inaczej niż reszta wojowników, ale miała ku temu swoje własne powody, w końcu większość z wampirów na początku również byli ludźmi, chodź jej korporacja zdawała się przymykać na ten aspekt oczy, baa, nawet by pewnie nie zauważyli, kiedy Campbell zginęłaby na polu bitwy lub gdyby nie daj Boże stała się pomagierem. "Tak długo jak jesteś człowiekiem z krwi i kości, tak długo możesz u Nas pracować"- czy to nie właśnie to usłyszała na przesłuchaniu? Banda szumowin zebrana w jednym miejscu, ale co mogła poradzić niż się zgodzić, skoro nawet nie miała szansy skończyć swoich studiów? Musiała przełknąć swoją dumę i schylić głowę niczym bezpański pies, to na pewno były jedne z najgorszych przeżyć w jej życiu.
-Jak widać można- odparła z nutą naburmuszenia w głosie, chodź wciąż zostawała opanowana.
-Jeśli w ciągu piętnastu minut uda Ci się zniknąć z mojego pola widzenia, zaoszczędzisz sobie kłopotów związanych z moją osobą- rzekła bez skrupułów, otaczająca ją aurą przybrała na lodowatości, pomimo tego, iż potrafiła wyjść z kontekstu, wciąż tak jak myślał była wytrenowana. Jej osoba miała dwie różne strony, i nie owijając w bawełnę, jak na razie pokazała się z tej milszej strony.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Nie Wrz 15, 2013 1:08 pm

Po co jej godzina? Musi być istotna, skoro w takiej sytuacji ktoś przy zdrowych zmysłach o nią pyta - w takiej sytuacji wszak normalni, przeciętni ludzie powinni srać w gacie ze strachu, a doświadczeni wojownicy obmyślać, jak tutaj zabić ewentualnego wroga, jeno - tu jest ukryty haczyk. Tylko że przez fakt, że zniknąłeś, nikt tego haczyka nie zna. Musisz grać bardzo ostrożnie. Nie możesz sobie pozwolić na poniesienie się i podjęcie walki z taką jak ona, dlatego też zaryzykowałeś odebranie jej broni, co jak na razie wydawało się znakomitym posunięciem, jako że mogłeś ją w miarę bezpiecznie obserwować, a akurat w obserwacjach zawsze byłeś mistrzem... Taka twoja rola - wieczne istnienie w cieniu zarówno wiecznych, jak i tych, którzy wieczności nigdy nie zasmakują, by wkraczać na scenę w odpowiednich momentach i troszkę namieszać... Odrobinkę, wszak wystarczy tylko pociągnąć za sznurki, albo wręcz wprawić je jedynie w drganie - wtedy już wszystko samo rusz z kopyta, umysły wszystkich zaczynają działać i samych siebie pchają do robienia tego, czego byś po nich oczekiwał... No zgoda, potrafią zaskakiwać, ale ty spodziewasz się niespodziewanego, pozostając zupełnie obojętnym raczej na niespodzianki... Tak jak choćby na to przewrócenie się - dobrze, zdarzyło się - znaczy, że szczęście ci sprzyja.
Kiedy sprawdziła sobie godzinę schowałeś telefon spowrotem - trzeba zmykać i to jak najszybciej, naprawdę nie chciałeś żadnych bójek... Nie możesz zwracać na siebie żadnej uwagi... A to, żeś wampierzem..? No dobrze, no wampir jak wampir, pewnie ta laska wiele już na swojej drodze spotkała, więc raczej nie będzie mieć powodów, żeby zapamiętywać akurat ciebie... Chyba że zacznie polować i deptać ci po piętach (wątpił, by miała jakiekolwiek szanse, no ale dobrze, lepiej nikogo nie lekceważyć).
Piętnaście minut..? Miała jakiś fetysz północy, czy o co chodzi..? Bawi się dziewczynka w Van Helsinga... Swoją drogą miałeś nadzieję, że taki Van Helsing nigdy nie powstanie, miałbyś z nim ciężko, jeśli byś zrobił jakiś błąd, jeśli byś się potknął... Już nie mówiąc o przewróceniu. Wiesz, że gdy kiedykolwiek się położyć, będziesz martwy. Gardę trzeba trzymać nieprzerwanie.
- Dwie ulice stąd... - Pokazał jej palcem kierunek. - Z 500 metrów, w ślepym zaułku, dwa wampiry atakują kobietę. Zajmij się nimi. - Rzucił jej broń... I zniknął - tak, dosłownie rozpłynął się w powietrzu - sam chciałeś po tamtych obdartusów miejscowych pójść i wieńczyć ich głowami swoją kolekcję, ale jeśli jest tutaj już wojowniczka Wschodzących, niech sama się nimi zajmie - Ty zaś skupić możesz uwagę na bardziej istotnych sprawach... Jak odnalezienie Memengwy Kay i próba skrycia przed wzrokiem krwiopijców, by czasem nie odkryły, kto powrócił na scenę tej jakże cudnej i zaskakującej Maskarady...
[z/t]
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   Nie Wrz 15, 2013 2:35 pm

Podążyła wzrokiem za jego palcem mrużąc przy tym oczy, jak gdyby mogło to jej pomóc dostrzec to, czego jej ludzkie oczy nie miały prawa ujrzeć, po chwili w jej dłonie z powrotem wpadła jej własność.
-Czemu Mi to mówisz?- spytała wciąż zamyśloną obracając metal w palcach, gdy nie usłyszała odpowiedzi podniosła głowę w kierunku mężczyzny, jednakże różnica była jedna- już nie było tam żadnego mężczyzny. Stała tak osłupiała przez dłuższą chwilę, jak gdyby nie godząc się z porażką, chodź tak na prawdę była to prosta gierka w razie gdyby ktoś z jej przełożonych ją właśnie obserwował. Uśmiechnęła się pod nosem, mimo wszystko owy wampir pomógł jej wypełnić zadanie na dzisiejszą noc, a wszyscy mówią, iż wampiry są niepożytecznymi stworzeniami...Zaśmiała się w duchu po czym rozejrzała się za swoją partnerką. Silence, jak na gwizdek podbiegła do Campbell, dumnie trzymając w pysku "przeklętą" książkę. Ruda przykucnęła przed psem.
-Dobra Silence- rzekła czule pieszcząc po głowie suczkę. Odebrała książkę po czym ruszyła w wyznaczonym kierunku rozgrzewając kark...
Tej nocy również, krzyki przerwały ciszę na pasażu handlowym...

Zt.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pasaż Handlowy   

Powrót do góry Go down
 
Pasaż Handlowy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Noire :: Centrum-
Skocz do: