Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Syrenia Fontanna

Go down 
AutorWiadomość
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 24

PisanieTemat: Syrenia Fontanna   Czw Lip 04, 2013 9:33 pm

Marmurowa, okrągła fontanna, na której środku stoi rzeźba syreny z uniesionym mieczem, z której ust leci ku górze woda, tworząc nad jej głową kopułę. Przyjemny szum wody i chłód zeń bijący zachęca do odpoczynku.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 4:36 pm

Kogo do odpoczynku zachęcał, tego zachęcał. Kay w żadnym razie nie mogła powiedzieć, że czuła się zrelaksowana. Siedząc na ławce z nogą założoną na nogę i wlepiając skryty za ciemnymi okularami wzrok w iglicę miecza marmurowego posągu, podrygiwała rytmicznie jedną stopą, jakby oczekiwała kogoś zniecierpliwiona. Rzecz jasna nie oczekiwała, zwyczajnie potrzebowała chwili na świeżym powietrzu, zanim uda się w dalszą podróż do schronu zapewnionego jej przez Organizację. W Noire była jedynie przejazdem, zaufany transporter sugerował Kay, by nie zwlekać z dotarciem do celu, lecz Menny nie lubiła Sorresii i wolała jak najbardziej opóźnić moment wyjazdu. A może udałoby się jej załatwić kryjówkę w stołecznym oddziale instytutu?
Nad tym między innymi myślała, nonszalancko usadowiona naprzeciw syreny. Ubrana była pospolicie, w pstrokaty kwiatowy podkoszulek, długi sweter i szare bojówki, tuż obok jej biodra leżał niewielki sportowy plecak. Duże oprawki okularów zasłaniały większą część jej sercowatej twarzy, włosy puszczone były luźno i trochę oklapnięte, chyba przejmując chmurę negatywnej energii kłębiącej się w kobiecie.
Wszystko ostatnio działo się tak szybko...
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 5:10 pm

Panna Memengwa była dla niego naprawdę trudną zdobyczą, ciągle się przemieszczała, non stop, a kiedy już się zatrzymała, to w takim miejscu, że nijak nie mógł się do niej dostać - to było frustrujące! Owszem, miał nietypowe możliwości przemieszczania, ale nie był w tanie zdziałać cudów - niestety... Tak samo, jak nie potrafiłeś być niewidzialny, tak samo nie byłeś w stanie dotrzeć wszędzie - to właśnie dlatego tak istotnym było dorwanie jej, kiedy będzie w jakimś miejscu, które byś znał. Szkoda tylko, że w dzień, to naprawdę bardzo utrudniało sprawę... Siedziałeś w kawiarni, zza przeciwsłonecznych okularów patrząc na rozświetlone niebo - pomimo, że nie paliło cię tak, jak normalne, niższe poziomy, to nie było jednym z przyjemniejszych doświadczeń wychodzenie na zewnątrz, zwłaszcza w dzień. Jesteś nocnym potworem i już się... ach nie, wybacz, nie pogodzisz się z tym nigdy... Poniekąd. Bo z drugiej strony zdolności, jakie aktualnie posiadasz, bardzo ułatwiają mieszanie w garnczku goryczy, który sobie wzajem napełniają jednostki intensywniej, lub mniej myślące...
Jak zamierzasz podejść panią laborantkę? Głupio chyba trochę będzie podejść na wprost z tekstem: "siema, jestem wampirem, przyszedłem tutaj, bo masz zajebistą krew samego Króla i, no wiesz, tak z ciekawości, chciałem zapytać, co zamierzasz z nią zrobić, bo śmierć już przygotowała dla ciebie w piekle łóżeczko do spania"... No... zdecydowanie głupio by to brzmiało.
Dlatego zrobił coś zupełnie innego.
Wychudły, wybiedzony kundel dreptał pomiędzy nogami przechodniów z kartką przyczepioną do obroży - nikt na niego zbytniej uwagi nie zwracał, parę dzieci wyciągnęło rączki, ale szybko umknął przed nimi, nie zainteresowany pieszczotami, ani możliwością zabawy... Zwierze zatrzymało się przed specjalistką swej dziedziny i zaszczekało, machając ogonem, podchodząc bliżej i ustawiając bokiem, żeby podstawić jej pod dłoń przyczepioną do obroży kartkę z numerem telefonu i krótkim napisem: "Krew samego Pana Wampirów..? Brawo, Memengwo Kay... Zadzwoń, proszę. -Kruk".
Obserwowałeś kobietę zza szyby kawiarni, mając przed sobą położony tymczasowy telefon - tak będzie lepiej, jeśli nigdy się nie spotkają i nie zobaczą, zapewni to ci bezpieczeństwo... Jako takie w każdym razie. Sytuacja pani Kay nie była jeszcze taka tragiczna, przynajmniej duchy nie doniosły mu żadnych nowych, ciekawych wieści o ustaleniu jakiegokolwiek pościgu - JESZCZE. Była to przecież kwestia czasu. Aż za dobrze znałeś sposób rozumowania tych na górze, by wiedzieć, że będą zmuszeni natychmiastowo zlikwidować Memengwę... Nie dość, że posiadała krew ich władcy, to jeszcze znała teraz jego rysopis...
Jak zwykle wróciłeś w idealnej porze, Kruku...
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 5:26 pm

Zauważyła kartkę, nim poczyniła cokolwiek, by przepędzić przybłędę. Nie to, żeby nie miała szacunku dla istot żywych (...hmmm...), ale uliczne zwierzęta niewiele miały wspólnego z higieną i zdrowiem, czasem roznosiły nie tylko pasożyty skóry, ale znacznie groźniejsze bakterie i wirusy.
A czasem były posłańcami podejrzanych typków.
Menny powoli, ale stanowczo, okazując psu pewność siebie, sięgnęła po karteluszkę i przeczytała ją dokładniej, za pierwszym razem bowiem dostrzegła tylko litery składające się na jej nazwisko. Na twarzy nie drgnął jej nawet jedne mięsień, na czole nie zapulsowała najmniejsza żyłka, czy drgnęła powieka - nie wiadomo, plastikowe szkiełka "much" zasłoniły to starannie; ale za to pierwszego wewnętrznego ukłucia niepokoju nie dało się uniknąć.
Świetnie. Więc Sahir szybko zaalarmował swoją brać, nawet tutaj, czterysta kilometrów od Dżakartu już wiadomo było o jej dokonaniu. Memengwa uśmiechnęła się do siebie. Panno Kay, twoja sława cię wyprzedza. Rzecz jasna świadomość, że miało się na swojej głowie wampirze kundle w bliżej nieokreślonej liczbie, nie była powodem do radości, natomiast fakt, że po tylu latach ciężkiej pracy wreszcie faktycznie i całkiem realnie nadepnęło się im na odcisk... rany, to smakowało wręcz cudownie!
Kay nawet się nie rozglądała, podejrzewała, że ktoś, kto wysłał jej wiadomość, mógł być w pobliżu i obserwować ją z ukrycia. Podniosła się więc powoli, jakby nic się nie stało, przeciągnęła się rozkosznie i nałożywszy na jedno ramię plecak, ruszyła przed siebie, zostawiając kawiarnię i Lauma za swoimi plecami. Skręciła w pierwszą uliczkę po lewej i zniknęła mu z oczu.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 5:46 pm

Skłamałbym, gdybym powiedział, że Laum był ciekaw, co kobieta zrobi - nie był. Chciał, żeby wykonała ten przeklęty telefon i żeby miał to już za sobą - ale nie, bo i po co? W końcu lepiej sobie pójść, zignorować karteluszkę i zmusić się do działań agresywnych...
Matko, czasami mu się wydawało, że ludzie to totalni idioci...
Niech jej będzie, niech stąd idzie, co Ci tam zależy - tylko że niestety pójść jej nigdzie za daleko z tą kartką nie pozwolisz, bardzo przykro, ale byłoby niefartownie, gdyby numerem podzieliła się z kimś do tego nieodpowiednim. I żeby potem go namierzali.
Wstałeś z krzesła, złapałeś telefon, i odszedłeś na bok, szybko wpadając do łazienki, z której zniknąłeś - tak po prostu - zjawiając się na płaskim dachu bloku uliczki, w którą panna Memengwa weszła, spoglądając w dół, w poszukiwaniu jej, zarzuciwszy kaptur czarnej bluzy na głowę - matko, naprawdę nie chciało ci się za nią ganiać... A może lepiej od razu ją zabić? Hm, no tak, problem w tym, że ona myśli zapewne, że jesteś jednym z posłańców Sahira... Super...
Idioci, idioci wszędzie!
A tak naprawdę całkowicie ją rozumiałeś, sam innych podejrzeń byś nie miał.
Dusza, która opętała psa, ciągle w ciele zwierzęcia szła za Memengwą, ujadając wesoło, że oto ma przed sobą fajny tyłek - nie, nie planował się wbić w niego zębami, chociaż kto go tam wie - zmarli byli tacy pokręceni, że samemu czasem nie wiedziałeś, czego się po nich spodziewać...
Hm, oto i jest panienka odważna...
Wyciągnąłeś pistolet z nabojami usypiającymi, przypatrując się jej, w myślach powtarzając intensywnie: "zadzwoń! zadzwoń do jasnej cholery, bo nie chce mi się z tobą bawić!".
Ta zdolność też by ci się przydała - czytanie w myślach i możliwość manipulowania nimi, o! Przerażały cię krwiopijcy, którzy mogli tak o, bez przyczyny, zacząć babrać ci w umyśle - ogólnie większość tych wstrętnych typów cię przerażała na pewien pokrętny sposób. Te wszystkie moce... Nienormalne... Coś takiego nigdy nie powinno powstać na ziemi.
Paradoksem było to, że w przeszłości Ty przerażałeś ich, mogąc zdobyć dowolną informacje w trybie natychmiastowym... Straszne tak, prawda? Mieć wszędzie niewidocznych szpiegów, których nie można zranić, usłyszeć, jakkolwiek im się oprzeć. Można potem wpaść w paranoję, gdy się wie, że jest się na każdym kroku obserwowanym. O, tak jak teraz Memengwa była, chociaż nawet nie mogła na sobie wyczuć ich wzroku - kilka duch unosiło się przy niej bezszelestnie, bezczuciowo... Odsunąłeś się od brzegu budynku i podszedłeś do drugiego kantu, by po drabinie błyskawicznie zsunąć się na dół w bocznej uliczce.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 6:03 pm

Kay miała zamiar wyciągnąć podglądacza z jego kryjówki, to było dość logiczne, zatem nie wiem, dlaczego śledzący ją mężczyzna nie pozostał w kawiarni i nie poczekał na telefon... Dał się wywabić na otwartą przestrzeń, idioci, idioci wszędzie.
Idąc ulicą, Memengwa grzebała w plecaku, przebierała pomiędzy zapasowymi modelami telefonów. Jeśli miała zadzwonić, nie zamierzała potem dać się wyśledzić po sygnale. Jako człowiek próbowała zachować maksymalną ostrożność na tyle, na ile zdolni byli robić to ludzie, nie gdybając, co by było, gdyby... w tym posranym świecie, gdzie co trzecia napotkana istota mogła próbować szperać ci we łbie na odległość lub próbować poderżnąć gardło wysuwanymi paznokciami stóp, roztrząsanie, co mogło grozić ze strony przykładowo wybranej na ulicy osoby mogło skończyć się co najmniej schizofrenią. Fenomena natury z mocami chodzenia po ścianach, rzucania górami skał albo otwierania sejfów od wewnątrz... spróbowalibyście przeżyć trzy dni na Bronxie bez używania tych swoich pierdolonych mocy, przebrzydłe pijawki!
W jednym z telefonów zapisała numer Lauma w smsie, kilka sekund później wyciągnęła najstarszy model, jaki ze sobą wzięła, i przytykając komórkę do ucha, weszła do sklepu z elegancką damską bielizną w momencie, kiedy Laum za pomocą drabiny schodził z dachu. Uprzejmie przywitała się z pulchnawą brafitrką, która robiła tu za sprzedawczynię i weszła w dział koronkowych podwiązek, tam skryła się za wieszakiem, mając oko na przeszkloną wystawę sklepu, ulicę, rząd budynków po drugiej stronie wąskiej promenady i ludzi urządzających sobie po nim spacery w ten szarobury dzień.
Jeszcze raz sięgnęła do plecaka, wyjęła z niego broń i odbezpieczyła ją, a lewą dłonią wcisnęła klawisz w starym gruchocie, by wybrać nieznany dotąd numer.
W słuchawce usłyszała monotonne pipnięcie nawiązywanego połączenia.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 6:25 pm

Czyżby? Otwarta przestrzeń to jest, owszem, ale bynajmniej dla Ciebie wszędzie zamknięta - przynajmniej na razie, dla niego zaś otwarta w bardzo dosłownym znaczeniu, kiedy można było się teleportować do niemal jakiegokolwiek miejsca... W dodatku tylko idiota nie poszedłby za kimś, komu dał swój numer telefonu...
Uderzyłeś nogami o beton, rozglądając się na boki i sprawdzony pistolet na wszelaką ewentualność chowając za pasem - paradowanie z takim na wierzchu w tłoku raczej nie było najlepszym pomysłem... Dlatego też nie miałeś przy sobie swych ukochanych katan, z którymi po zmroku mógł cię ujrzeć każdy, gdy już nie było zbyt wielu godnych obywatelów, których taki widok kolesia z egzotyczną bronią mógłby nie dajcie bogowie wprawić w rozdrażnienie.
Telefon zabrzęczał.
- Nie, nie jestem jednym z chopków Sahirzastego. - Westchnąłeś, tak na dzień dobry - o zmianę głosu się nie pokusiłeś. Postawiłeś tą rozmowę na jedną kartę nazywaną "szczęściem", licząc na to, że wszystko pójdzie po twojej myśli, chociaż z tą przezorną panią to cholera wiedziała... Nie lubił, kiedy ludzie za dużo myśleli, kiedy próbował ich pochwycić, drażniło go to, że nie może powiedzieć po prostu 'eeej, jetem ten niby dobry, okej?", a oni by z otwartymi ramionami cię przyjęli - kolejna rzecz, która cię nie dziwi - ach ta hipokryzja przez ciebie przepływająca, jak zawsze jesteś w idealnej kondycji! - Czy Ci się to podoba, czy nie, jesteś dla mnie bardzo ważną jednostką, więc możesz pogodzić się z myślą, że od tej pory będę deptać ci po karku. - Nie dawałeś jej jak na razie dojść do głosu, musiałeś najpierw wygłosić monolog, który do przekazania jej miałeś. - Sahir Nailah jeszcze nikomu o tobie nie powiedział z tego, co mi wiadomo, ale to się niedługo zmieni i jak pewnie wiesz, będziesz bardzo martwa... Wampiry mają wszędzie swoich szpiegów, jeśli zechcą, z łatwością do Wschodzącego Słońca również wejdą. - Skąd wiedział, że to ona, a nie ktoś inny? Cóż, ten telefon zamierzał zniszczyć razem z kartą już po tym użyciu, była jedyną, która ten numer miała - niestety chociaż chciał, nie mógł jej ufać. Mogłaby zrobić jakąś głupotę, która by nie była na twoją korzyść i jeszcze bandę Wschodzącego na Ciebie zesłać, a razem z nimi wampirów... - Wiem, że nie masz żadnych powodów do zaufania mi, na nieszczęście ja tobie też ufać nie mogę, ale powiem tą jakże nudną i oklepaną formułkę, że jestem po twojej stronie. - Oparłeś się leniwie o mur budynku, niby przymykając oczy - w rzeczywistości obserwowałeś uważnie pustą uliczkę. - Mam możliwość ochronienia cię.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 6:40 pm

Gadał, gadał, gadał... gadał. Do znudzenia. Trzepał z rękawa frazesami, które padały z ust każdego kombinatora, tak charakterystycznymi dla podobnych sytuacji. Ciężko powiedzieć, czy Kay jarały tego typu sceny, zabawy w chowanego, przeciąganie liny w negocjacjach i szantażach, mydlenie sobie wzajemnie oczu, stawianie warunków, kluczenie polegające wyłącznie na jednym: dopadnij przeciwnika, zanim on dopadnie ciebie; może jednak nie, skoro zamiast sekcji detektywistycznej i kariery wojskowego inspektora wybrała naukową stronę organizacji, ale czasem zdaje mi się, że była w tym dobra. Rzecz jasna, uprzedzam kąśliwe komentarze wystrzałowych nadnaturalnych, dobra jak na człowieka.
- I oczywiście zamierzasz narzucić mi tę możliwość siłą - parsknęła z powątpiewaniem, sięgając po wieszaczek z czerwonymi stringami. Rany, równie dobrze mogłaby związać ze sobą trzy sznurówki, ciekawe, czy one też poszłyby za taką forsę. - No, proszę. Czekam. Co masz mi do zaoferowania?
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 7:04 pm

Mógłbyś teraz ciężko westchnąć - nie bardzo przywykłeś do kontaktów międzyludzkich, troszeczkę podczas tułaczki po świecie zdziczałeś, jeśli tak to można ująć, bo chyba pogaduszki z duszami zmarłych trudno uznać za normalne konwersacje, prawda? Dlatego ta rozmowa ci jakoś opornie szła - najchętniej byś po prostu jej natłukł do łba, że spróbujesz jej pomóc i na tym skończył, a nie się bawił w takie podchody... Jak już nawet z kimś gadałeś, to kończyło się to na "Kogo mam zabić i ile płacisz?".
- Słuchaj, nie jesteś jedyną, która może stworzyć Sztucznych z tej krwi. Ty ją jednak najlepiej spożytkujesz, jak sądzę... Dlatego jak nie chcesz, to po prostu cię teraz zabiję, żeby ci zaoszczędzić kłopotów z krwią i żeby się wampiry zastanawiały, gdzie są teraz próbówki... - Brak skrupułów? W tej sytuacji - oczywiście, że tak, chociaż bardzo tą kobietę szanowałeś, dzięki temu, że jako pierwszej udało jej się stworzyć wojowników do walki z pijawkami, których nie mogłeś znieść, nie mogłeś na nich nawet patrzeć... Przeklęta zaraza ziemi...
Hipokryyzja, kochany, hipokryyyzjaaa.
Mógłbyś teraz właśnie dodać, że ją szanujesz, że nie chciałbyś ją zabijać - ale nie chciało ci się. Masz wyjebane, co o tobie będzie sądzić, byle zaakceptowała to, że spróbujesz zadbać o jej dupsko. I naprawdę, pobłogosław Boże, żeby nie poleciała do Wschodzących i nie wypaplała im o nim... Kiedy to zrobi, on będzie im musiał wypaplać o krwi... Rany, całe koło porażek wtedy się zacznie, nie miałeś pojęcia, co wtedy miałbyś zacząć robić... Poczekać, aż wampiry włamią się do siedziby Słonecznych? Nie, zbyt ryzykowne, trzeba je wszak trzymać z dala od tego miejsca... Lepiej o tym nie myśl... Niestety jakoś pozytywne myślenie zawsze kiepsko ci szło. Wszak lepiej próbować przewidzieć wszystkie scenariusze i być gotowym na najgorsze, niż dać się zaskoczyć i rozczarować. Potem trudno się było pozbierać, a musisz być w ciągłej gotowości do robienia następnych ruchów i przestawienia następnych pionów na szachownicy. Tylko tak, żeby nikt nie zauważył, że wróciłeś na scenę, by znów napsuć wampirom krwi...
- Jestem w stanie zdobyć niemal każdą informację, dlatego dokładnie wiem, co Rada Wampirów kombinuje. Sahir jeszcze nie wysłał pościgu za tobą, ale już wrócił do Pałacu i na pewno to zrobi. Będę się z tobą na bieżąco kontaktował, żeby cię o ich ruchach informować. Mam tylko jeden warunek - nie mów o mnie nikomu. Nie chcę mieć Wschodzących i wampirów na karku. A - i nie radzę za długo przebywać w siedzibie Wschodzących.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 7:27 pm

No i udało mu się ją zdenerwować. Gratulacje. Nieczęsto zdarzało się, by pani doktor, zimna suka, ujawniała się ze swoimi emocjami, a w tym momencie nie mogła przetrawić przekleństw cisnących się na jej usta, nie mogła ich cofnąć, nie mogła zdławić... więc nim wylała je z siebie, zakryła połą swetra ukrytą za paskiem broń po czym machnęła na ekspedientkę, pokazując jej trzymane majtki. Kobieta żarliwie pokiwała głową, dobry wybór, proszę pani, ukochany oszaleje z zachwytu, i wtedy Kay szybkim krokiem podążyła do przebieralni.
- Uważasz, że kim ty, kurwa, jesteś, żeby mnie szantażować? - spytała głosem zimnym i ostrym jak żyleta. Zwiodła na manowce i obezwładniła samego szychę wampirzej populacji, jak można szanować rasę, która kogoś tak słabego obiera sobie za króla...? A może na odwrót: zacznijcie wreszcie, krwiopijcy, doceniać siłę robaków? Nie pozwoliła sobie przerwać i kontynuowała, skryta w rogu bocznego pomieszczenia. - Ty sam, kochasiu, możesz się teraz zastanawiać, gdzie są probówki, i niech cię chuj strzeli, jeśli zgadniesz, co się z nimi stało. Nie jestem jedyna, hmm? W porządku. Czekam na konkurencyjny wypust Syntetycznych, i wiesz co? Gówno mnie to obchodzi. - Powiedziała to powoli, tonem dziwnie rozbawionym, zupełnie innym, niż ten, którym wygłaszała całą tę tyradę. To mogło zabrzmieć trochę niepokojąco. Czyżby zamierzała pokrzyżować plany wampirów w sposób, jakiego nikt się po niej nie spodziewał? - Zdaje mi się, że naprawdę nie macie zbyt wielkiego pojęcia o świecie, w którym przyszło wam się rozgościć. Chociaż, wróć - kto wie, może ty jeden coś o nim wiesz. W końcu jeśli twoje słowo cokolwiek znaczy, to czy tego, co robisz, nie można nazwać zdradą...?
Kay uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze. Jeśli sms z numerem Lauma już dotarł do odbiorcy, potrzebowała jeszcze tylko kilkunastu sekund prowadzenia tej idiotycznej rozmowy, nie wnoszącej absolutnie żadnego wkładu w ewentualne zaufanie pomiędzy rozmówcami.
Oj, Menny, gdybyś tylko wiedziała, że naprawdę masz do czynienia z kimś, kto potrafi się przylepić do ludzkich stóp jak cień.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 7:59 pm

Wiedział o sms'ie.
Wszak grupa sterczących na Memengwą dusz robiła swoje, nie dało się przegapić czegokolwiek - tylko że, no właśnie... Wcale mu się to nie podobało...
- Nie rób scen, proszę. - Odparł ze spokojem, nie mając we wnętrzu czegoś takiego jak gniew... Taak, no jasne, była ważna, dlatego ta próba kontaktu... Ale dlaczego ci wszyscy ludzie są tak porąbani..? Zwłaszcza ci mający siebie za ważnych... - Wywiodłaś wampirzego, głupkowatego króla w pole? Łaaał, normalnie gratulacje, aż zacznę ci bić brawo! - Mruknął bez większych emocji. Nie masz teraz jak z tego wybrnąć, panienka źle cię zrozumiała, bynajmniej nie chciałeś jej grozić, stwierdzałeś po prostu fakt... Rany, rany, trudna ta komunikacja międzyludzka, czarna magia normalnie... - A chciałabyś zostać wampirem, żeby przekonać się, jak to jest być bestią? Nie sądzę, o wielka, broniąca swej dumy, pani naukowiec... Jesteś niemądra... Pogrywasz ze mną, chociaż mógłbym zabrać ci te próbówki, zanieść do Sahira i podać mu ciebie na tacy... Szkoda, Memengwo, wielka szkoda... I żebyś znowu tego opacznie nie zrozumiała - to nie była groźba. - Rozłączyłeś się.
Trudno, najwyraźniej nie możesz zbawić całego świata - pierwsza twoja próba nie powiodła się, wampiry zawsze były za silne, teraz była na to taka świetna okazja..!
Wątpiłeś, że dotrzesz tam, gdzie ona je schowała, po niej.  
Wytarłeś pieczołowicie chusteczką telefon z każdej strony, by nie zostawić na nim swoich odcisków palców (dzisiejsza technologia naprawdę była denerwująca, utrudniała ci całą pracę) i wyrzuciłeś go do kosza - niepotrzebny złom, ot co.
Zarzut zdrady- o tak, zdradzałeś wampirze społeczeństwo na całej linii, polując na nie, wyrzynając i nienawidząc całym swoim sercem, tylko że ludzie, w twoim spojrzeniu, byli naprawdę słabi... Może nie tyle psychicznie, co fizycznie. Nie mieli żadnych mocy, żadnych możliwości, w dodatku potrafili wszystko psuć, tak jak ta cała laborantka... Szlag by to trafił... I co teraz? Zabić ją? Niebezpiecznie byłoby też w sumie tak naprawdę zostawiać tą krew w jej dłoniach... kurde, czemu ona cię tak opacznie zrozumiała? W ogóle czemu tak fatalnie poszła ta rozmowa?
Do dupy, totalnie do dupy...
Westchnąłeś ciężko, już ci się to wszystko nie podobało... Wszystko się zjebało... I teraz ani jej zabić, ani pozwolić pracować... No najgorsze było to, że mimo wszystko Memengwa była bardzo istotna, bo nie wierzyłeś najzwyczajniej w świecie, że ktoś stworzy lepszych sztucznych, niż ona. To takie trudne i takie proste zarazem...
Cóż, nie trzeba mówić, że na biurku Memengwy Kay w instytucie czekała na nią poczta, a pośród nich jeden list, nie mający żadnych odcisków, żadnych liter własnoręcznie pisanych. Wszystko wydrukowane na jak najbardziej popularnym papierze, jak najbardziej popularnym tuszem:
"Wiem, gdzie są. Poszperaj w historii na temat Wygnańca. Może cię to zainteresuje... Powodzenia w badaniach. - Kruk."
[z/t]
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   Nie Wrz 15, 2013 8:26 pm

Jeśli nie groźba, to co to niby miało być? Ostrzeżenie? To dokładnie to samo. Kiedy rozmówca rozłączył się, Kay mogła powiedzieć o nim bardzo wiele, ale po prawdzie nie wiedziała, co myśleć. Chyba trafiła w czuły punkt - czyli zdrajca, a przynajmniej za takiego chce uchodzić po to, by uśpić jej czujność. Cholerny zarozumiały bubek...
Memengwa wyszła z przymierzalni i opuściła sklep, uprzednio rzuciwszy paskudnymi gaciami o ladę, ku widocznemu zawodowi sprzedawczyni, która niezadowolenie klienta poczytywała sobie jako osobistą życiową porażkę. Mimo że ambicje Menny raczej dalekie były od wciskania koronkowego szmelcu klientom, potrafiła się w tym momencie zjednoczyć z ekspedientką w poczuciu beznadziei. Po raz kolejny była zmuszona zdusić w sobie poczucie, że nie jest pewna, co dalej powinna zrobić i po prostu wziąć się do roboty, zamiast zbyt długo o tym myśleć. Zwłoka nie przyniesie jej niczego dobrego.
Z Berettą na srebrne naboje, wsadzoną w bojówki, Kay spiesznie przeszła bulwarem, zupełnie nie bojąc się tego, że gość, który sam siebie obwoływał Krukiem wciąż może ją obserwować i wbrew zapewnieniom szykować zasadzkę; jeśli Kay coś by się stało, to oznaczałoby tylko wybuch wojny totalnej pomiędzy wampirami a ludźmi, w tym doskonale przeszkolonym Wschodzącym Słońcem. Być może faktycznie istnienie naukowiec nie miało żadnego znaczenia...? Być może faktycznie powinna zostawić organizację w tyle i wprowadzić w życie to, co tak bardzo ją korciło, a czego wciąż skrycie się obawiała...?
Niewątpliwie wiadomość pozostawiona przez Lauma naprowadziłaby Kay na dobre tory, ukierunkowała jakoś energię badaczki, lecz problem w tym, że Dżakart był teraz zbyt niebezpiecznym miejscem, by do niego wrócić i tak pomocne informacje zostaną wykorzystane dopiero wtedy, gdy Kay przestanie ukrywać się w Sorresii.
...lub kiedy Laum skontaktuje się z nią po raz kolejny.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Syrenia Fontanna   

Powrót do góry Go down
 
Syrenia Fontanna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Fontanna [SW]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Noire :: Centrum-
Skocz do: