Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jeleni las

Go down 
AutorWiadomość
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Jeleni las   Pią Lip 05, 2013 1:51 pm

Nazwa mówi sama za siebie - las ten jest czysty i uważany za w miarę bezpieczny - nie ma tutaj stad wilków, jedynie sarny. Mieści się zaraz obok Pałacu, rozciągając wzdłuż jak magiczny mur, który chcialby opatulić okręgiem całą Dżakartę.
Las liściasty, rzecz jasna - uwaga na kleszcze i komary.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 12:16 am

Kay ostrożnie zsiadła z motocykla, wciąż jeszcze drżąc po przejażdżce, ale nie z zimna - raczej z ekscytacji. Sahirowi udało się choć na kwadrans oderwać badaczkę od rozmyślania o pracy i w pewnym momencie jazdy Menny z ulgą stwierdziła, że w jej głowie wszystkie skołatane myśli zastąpił szum wiatru i migające przed oczami plamy zieleni na tle szarawego nieba. Tak, to było naprawdę przyjemne. Ale jutro, przysuwając magnetyczny pasek do zautomatyzowanego zamka w sterylnie białym bloku C, kompletnie o tym zapomni.
Zaraz... czy dla niej będzie jeszcze jakieś jutro...?
Przeczesała włosy palcami i rozejrzała się wokół: zatrzymali się na poboczu mało uczęszczanej drogi, zamiast asfaltu wyłożonej kamiennymi płytami. Kay wątpiła, by ktokolwiek jeździł akurat tędy (i owszem, nie była głupia, uważała to za dużą niedogodność przy obecnym towarzyszu wycieczki), lecz na szczęście wiedziała, gdzie są.
- Gdzieś tu nieopodal jest ten zamek, prawda? - zagaiła, rozglądając się to na boki, to ponad korony drzew. Może uda jej się dostrzec wieżyczki starej rezydencji. - Tyle lat mieszkam w Dżakarcie, a nigdy nie zwiedziłam wnętrza tego pałacyku. Ty tam bywałeś? - odwróciła się wreszcie przodem do Nailaha i przyglądała się przez chwilę lego ruchom.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 12:42 am

Jazda, prędkość - rzeczywiście, to tak jakby dostać w prezencie skrzydła, które nagle udało się rozwinąć - obojętnie, jak bardzo by nie lubił maszyn, to lubił jeździć na motorze, bo było to przeżycie jedno z nielicznych, które wywoływało aż tak silne poczucie zapomnienia i zatracenia, w którym nie liczyło się wczoraj, dziś, czy jutro - można się było zupełnie oderwać zarówno od samego siebie, jak i od wszystkich wokół. Można było posmakować wolności - cóż z tego, że złudnej i chwilowej. Prowadził motor pewnie, płynnie, wprowadzał maszynę w drżenie silnika, wymuszając na niej prędkość i posłuszeństwo tej martwej istoty, której nic nie jest w stanie do życia powołać, chyba że boski cud; mięśnie pracowały zgodnie z każdym ruchem - dla niego nie był to żaden większy wysiłek, nie był pewien, jak z jego pasażerką,chyba nie przyzwyczajoną do większego wysiłku fizycznego, dlatego raczej nie szalał jakoś strasznie - szkoda by było stracić taką, jakby spadła nagle z siodełka. Śmierć na miejscu i dawczyni nerek, hehe... Przynajmniej zrobiłaby coś dobrego dla innego człowieka, dzieląc się organami - gdybyś tylko wiedział, ile on już zrobiła... Wtedy prawdopodobnie sam byś ją zepchnął, a potem zawrócił i cieszył się, jeśli by przeżyła. Można by tą, która zagroziła jego rasie i wprowadziła niejakie 'zagrożenie' na jego ziemie trochę pomęczyć... Upoić się krwią... A byłeś wszak spragniony...
Wyjechałeś z miasta i skierowałeś się do tego lasku, który dobrze znałeś, często tutaj bywałeś na konnych rajdach - tereny były wręcz przepiękne, czyste, nie tknięte ludzka ręką - no właśnie tknięte, bo czasem tutaj przyjeżdżali spacerowicze, ale zawsze zadbane, w dodatku przesiąknięte dzikością pozytywnej natury.
- Wysiadka. - Kobieta bardzo dobrze łączyła i godziła uczucia w swym wnętrzu - była chyba pierwszym istnieniem, u którego nie wyczuł strachu, u którego nie domyślił się, że ta osoba już wie, że jest wampirem - łączyła takie sprzeczności, jej pokręcona psychika zwyczajnie wywodziła w pole jego instynkt, któremu tak ufał - nawet poczucie, że powinien uważać go opuściło. Bardzo dziwne, bardzo podejrzane, bardzo... niebezpieczne. Niestety Nailah był tego wszystkiego nieświadom. Zgasił sprzęt i nastawił nóżkę, zsiadając zeń, kiedy uprzednio ona to zrobiła - kluczyki rzecz jasna do kieszeni, wolał nie sprawdzać, czy ma nadnaturalnego skilla do gubienia przedmiotów.
- Byłem tam raz, w gościnie, z siostrą... Jeszcze kiedy był tylko połowicznie dostępny do zwiedzania. - Kiedy mieszkała w nim ostatnia wampirzyca z tego rodu, zabita przed jakimiś dziesięcioma laty. - Już bardziej podobało mi się w twoim apartamentowcu. - Ściągnął okulary, złożył je i włożył do futerału, by następnie otworzyć pusty mały bagażniczek motoru i tam je zostawić. W lesie będą zbędne. W bloku pani naukowiec przynajmniej były palmy. I fajnie dzwoniące windy. Normalnie te windy takiej melodyjki nie mają... Może wykupi cały apartamentowiec i windę sobie weźmie..? I tyle palm w nim jest..! Hm, kuszące...
- Dobra, pani doktor. - Znów na jego wargach ujawniła się nonszalanckość. - Pokarzę pani moją dzicz. - Ruszył do przodu, spoglądając na korony drzew, czy czasem nie ma nań jakiś wiewiórek - a były, były - te rude i te czarne też, już nawet ptaki się zlatywały, trzepocząc na gałęziach skrzydłami. Dawno nie widziani przyjaciele. Sporo czasu cię tutaj w sumie nie było.  Zatrzymał się w pewnym momencie i obrócił półprofilem do niewiasty, wyciągając do niej dłoń. - Radziłbym uważać, tutaj jest więcej jeszcze przeszkód niż w windzie, one tylko czekają na pochwycenie takich niezdar. - Wyszczerzył zęby w bezczelnym, drapieżnym uśmieszku.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 8:07 am

Och, jasne. Założę się, że jedna z tych "przeszkód" jest dwunożna, płci męskiej i o obłędnie przystojnym obliczu, pomyślała.
Sama nie wiem, jak Kay właściwie to robiła, że obcując z niebezpieczeństwem i będąc go najzupełniej świadomą, nie zdradzała żadnych oznak stresu. Bo czy bała się? Oczywiście, w pewien pokrętny, ciężki do opisania sposób, wcale nie tak typowy dla ludzi, obawiała się, i o siebie i o powodzenie planu. Jej chorobliwie nastawione na sukces wewnętrzne "ja" nie zniosłoby bowiem, gdyby w razie jej niedyspozycji ktoś musiał przejąć jej projekt, jej pomysł, coś, czemu oddała zimne jak laboratoryjne ampułki serce. Jednocześnie doświadczała jakiegoś dziwnego oderwania od ciała; była w takiej ekstazie, że, gdybym miała to wyrazić słowami, organizm zupełnie nie nadążał za umysłem, był bierny, poddawał się pełnej determinacji i niebezpiecznie sprytnej głowie jak statek poddaje się wprawnej ręce kapitana, stąd chyba całkowita naturalność w jego ruchach. Podła dusza poprzełączała mu wajchy i wyłączyła zarówno potencjalne objawy somatyczne, jak i emanujące ciemnością myśli.
Bez obaw, to, że Sahir dał się zwieść nie było dla niego absolutnie żadną obrazą, choć sam zapewne tak by uważał, w końcu oszukał go człowiek, istota niedoskonała, ba! podistota, robak... Jest jednak pewien przymiot ludzkiej rasy: pomimo swego marnego, krótkiego żywota, często rujnowanego przez żądzę pieniądza i uzależnienia od rzeczy materialnych czy doznań cielesnych, ludzie nauczyli się bardzo skrzętnie wykorzystywać ten wąski zakres czasu dany im przez bogów na tej ziemi. Bardzo szybko uczyli się siebie i swoich możliwości, kierując się zasadą, że najsilniejszym wiedzie się najlepiej. Memengwa była silna. Uparte dążenie do celu, przeskakiwanie przez kłody rzucane jej pod nogi, obcowanie z trudnymi ludźmi i z jeszcze trudniejszymi Sztucznymi, za których czuła się odpowiedzialna, wyszlifowało ją jak diament. Nadal była tylko człowiekiem. Ale jakim...!
A to, że jej ostry intelekt czasem nazywano zupełnie opętanym... to już kompletnie inna sprawa. Na razie zbądźmy to machnięciem ręki, "dawno i nieprawda".
Teraz liczyła się tylko wyciągnięta dłoń i uśmiech, który przyciągał lepiej, niż magnes opiłki żelaza.
- Nie martw się, nie będziesz musiał mnie nosić - parsknęła, powoli, nieśmiało podając mu rękę. Miała tak delikatne, zimne palce.
No dobrze, wampirze. Pokaż mi kawałek swojego świata.
Pokaż mi kawałek siebie... piękna istoto.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 10:03 am

Palce zacisnęły się łagodnie, ujmując jej dłoń w nic nie znaczącym uścisku - wszak mówi się, że ludzie są jak porcelana - tak łatwo ich życie zakończyć - więc co mają powiedzieć wampiry o delikatnej skórze, którą zwykłą kartką papieru można bardzo doświadczalnie pokaleczyć..? Każda z ras mimo wszystko miała swoje niedoskonałości, co do tego nie ma wątpliwości... Tu i teraz było to nieistotne. Nie ruszył od razu do przodu, wpatrując przez dłuższy czas w jej egzotyczne oczy, szukając tam jakiegoś skrawka dla siebie, przeglądając w lustrach zwanych 'zwierciadłami duszy', które tak sprawnie go oszukiwały i zwodziły na manowce. Dla niego to była wielka obraza, jednak zawsze powtarzał, że jedynie najsilniejsi przetrwają i nie istotne, czy ta siła objawiać się będzie w potędze umysłu, czy też siły fizycznej. Nie ważne, czy grasz jak lis, czy jak lew - wszystkie chwyty są dozwolone, więc walcz o swoje, spróbuj wyrwać kawałki, na których ci zależy i wyjść z tego żywym - oto sztuka przetrwania! Jeszcze do tego bądź szczęśliwy, bo zbyt często ten aspekt uciekał gdzieś w bok i nie chciał do nas powrócić.
Ruszył, ruszyła i ona - w las, piękny, czysty, tętniący życiem różnym od ludzkiego, czy wampirzego - fauna doskonale się tutaj zadomowiła i było to widać w każdym rogu, gdzie tylko nie obrócić głowy, tam jakiś pajączek tkał sieć, tu jakaś wiewiórka przyglądała się spacerującym malutkimi ślepkami, tu kukułka dała głos, dopominając się o bycie zauważoną. Przyroda kwitła i nabierała barw, chcąc pokazać się z jak najpiękniejszej strony - przynajmniej w tym miejscu, gdzie rozpaczliwa walka o życie tak się w oczy nie rzucała. Paradoksik, zważając na to, że właśnie, trzymając się za dłonie, przemierza tą przestrzeń Pan Zarażonych i Stworzycielka Sztucznych. Las, do którego Nailah zabrał naprawdę niewielu ludzi - tylko takich, którzy wyjątkowo wpadli mu w oko i nie stanowili jedynie odzwierciedlenia pustej nazwy 'obiad'.
Ciągle badał ślady na ziemi wzrokiem, szukając śladów sarnich odnóży - chyba były tam, gdzie zawsze, nad strumieniem. Dobrze im tu, cholerom, musiało być, w tych czasach, gdy zabroniono polowań na nie - jedynie w sezonie, gdy zbyt duża ich ilość zakłócała naturalne funkcjonowanie lasu, ale poza tym? Nie mieszkało tutaj żadne stworzenie, które mogłoby im zagrozić.
Wyprowadził ją na pas niewielkiej, otwartej przestrzeni nad strumykiem, po którego przeciwnej stronie pasło się stado właśnie tych zwierząt - zatrzymał się na linii lasu, jeszcze w cieniu drzew, przystając na krótki moment.
- Według Ciebie motor jest od nich piękniejszy? - Tak, właśnie dlatego chciał z nią tutaj przyjechać - przecież to nie możliwe, żeby jakakolwiek maszyna była od zwierząt wspanialsza... Puścił jej dłoń i wyszedł w słońce, które wyjrzało nieśmiało zza ciężkich chmur obiecujących kolejną ulewę; miękka trawa uginała się pod każdym jego nieśpiesznym krokiem, sarny poderwały łby, obserwując go wielkimi ślepiami... Lecz nie uciekły. Co więcej, nie wyrażały nawet najmniejszej takiej chęci. Co więcej - mała sarenka, wraz najwyraźniej z jej matką, przeszły przez wartki, krystaliczny strumyk i z wyraźną ufnością zbliżyły do Władcy Nocy, podstawiając pod jego dłoń do pieszczot.
- Przedstawiam ci moją dzicz. - Odezwał się, odwracając do niej profilem i kierując ku niej twarz z łagodnym, ciepłym wręcz uśmiechem.
Zwierzęta... Jedyne istnienia, które potrafiły napoić go spokojem.
Przyjaciele.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 10:28 am

Nie, oczywiście, że nie był, a ona jako biolog potrafiła to docenić, trochę inaczej niż inni. Jednak dla Kay wcale nie chodziło tu o to, co wygrywało w plebiscycie, bo piękno to piękno - jest jedno, wspólne i dla natury, i dla techniki. Wytwory ludzkich rąk wielokrotnie czerpały swą inspirację z przyrody, niedoścignionego, idealnego wzorca... Dusza naukowiec sprawnie spajała w sobie te dwa światy, łączyła je, uważała, że powinny współpracować.
Niestety, to jedynie pogląd utopistów. Świat szedł w złym kierunku i nie dopuszczał do siebie takiej możliwości.
Kobieta bała się odezwać, by nie spłoszyć saren, w końcu jej osoba, głos i zapach były im obce, ukucnęła zatem i z bezpiecznego dla sarniego poczucia "intymności" dystansu obserwowała Sahira, czując, że ten coraz bardziej jej imponuje. Niektórzy mężczyźni ujmowali kupnem czekoladek, inni czułymi słowami, byli tacy, którzy nie bali się pokazywać swojej wrażliwości i łez, ale to, co Nailah pokazał badaczce przekraczało wszelkie ludzkie pojęcie. Coś w niej drgnęło, gdy zarozumiały uśmieszek na jego twarzy przetransformował w ten prawdziwy, szczery... Nie był to jeszcze bodziec na tyle silny, by Kay zastanowiła się teraz, "Co ja właściwie wyprawiam?", ale będzie zdecydowanie jednym ze wspomnień, które złożą się na późniejszy niespodziewany przebieg wypadków.
- Jesteście niesamowici... - Celowo czy przez przypadek, szepnęła jedynie. Nie dobiegłoby to uszu człowieka, ale wrażliwe wampirze zmysły śmiało mogły pochwycić nikły szelest słów.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 11:21 am

Miękkie futro przyjemnie pieściło skórę dłoni, kiedy delikatnie przesuwał nią po maleńkim łebku sarny, koślawie stojącej na nóżkach, jak to każde naprawdę młodziutkie stworzonko, które biegać umie, ale komiczność swojej postawy nadal potrafiło nieświadomie prezentować. Wszak czyż ludzie tak nie mieli? Ludzie to w ogóle inna kategoria - gdy się rodzili byli tak bezbronni, tak nieporadni i to przez tak długi okres czasu! Owszem, takie młode również świata nie zdobędzie, jest słabe, tak, to prawda, ale przynajmniej może uciekać, jeśli ktokolwiek będzie je gonić, zaś bobasy? Mogą tylko leżeć i są na tyle ułomne, że nawet nie posiadają jakiegokolwiek instynktu. Mogą się cieszyć, kiedy ktoś podejdzie do nich z nożem, by im poderżnąć gardło. Smutne w sumie. Może to po prostu konieczność zachowania równowagi, skoro potem tak intensywnie się rozwijały, stanowiąc najmądrzejsze stworzenia na tym padole - pewnie łatwiej by to było biologom wytłumaczyć, Sahir wiedział jedynie tyle, że obojętnie, jak nieporadni by od początku nie byli, rozwijali się diabelnie szybko i niszczyli wszystko wokół siebie, każdy, najpiękniejszy nawet zakątek ziemi, który kiedyś kochał, a który stał się miejscem do postawienia fabryk... Za postęp technologii trzeba płacić i jak dotąd nie udało się udowodnić, że można ją podzielić z dobrem natury. Byłoby łatwiej, gdyby zamiast przybywać w społeczeństwie jednostek, ubywało ich, niestety jak widać wszyscy robili wszystko, aby temu zapobiec i by niedługo na kuli ziemskiej w ogóle nie było miejsca.
Drgnął lekko zaskoczony, przemieniając uśmiech na rozbawiony.
- Takie komplementy od początku, no proszę proszę... Tylko uważaj, bo zawstydzisz sarny. - Znów uśmiech z rodzaju złośliwych, kiedy ruszył ku niej - bez przesady, ileż ona może się tam chować, skoro już ją tutaj przyprowadził, to ma poznać jego przyjaciół, koniec i kropka! Wszak każde dziecko lubiło chwalić się, kiedy miało przyjaciół z prawdziwego zdarzenia, którzy nigdy go nie zdradzą i którym może zaufać.
Nie wyczuwał od niej niebezpieczeństwa. A kiedy zwierze nie wyczuwa niebezpieczeństwa, jest nader ufne, nader łatwo je oszukać...
Podszedł do niej i pochylił się, by ją objąć... i unieść, zarzucając ją sobie z godnością worka ziemniaków przez ramię.
- Nie ma lenienia się, sarny cię nie zagryzą! - Mruknął iście zadowolonym z siebie głosem, wychodząc z linii drzew, by postawić ją przy sarnach - rzeczywiście, na początku odskoczyły na bok, ale czarnowłosy potrafił je wystarczająco dobrze oczarować, by do nieznajomej istoty dały się przekonać - kilka innych czworonogów ośmieliło się i również przekroczyło wąski pas wody ku nim. Świat jak z bajki, czyż nie?
- Nie udawaj takiej nieśmiałej. - Uniósł prawy kącik ust, gestem dłoni zapraszając, by kobieta zajęła się jego towarzyszami, wyraźnie nią zainteresowanymi - o, najmniejszy z tej malej społeczności już ząbkami próbował złapać kraniec jej bluzki.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 11:42 am

Rany boskie, co też Ty wyprawiasz, uroczy krwiopijco? Kay trochę się szarpnęła, gdy tak ją objął, co łatwo można było wytłumaczyć wstydem, nieprzyzwyczajeniem do tak spontanicznych zbliżeń, ale kiedy niósł ją dalej, zniosła to bez żadnych protestów. Chyba nawet pogładziła Nailaha po plecach, niby przypadkiem...
- Czuję się zupełnie, jak w "Czerwonym Smoku" - odezwała się nareszcie, kiedy kucnęła i powoli wyciągała dłoń do najmłodszego z osobników, koźlątko obwąchało jej palce wilgotnym nosem. - Dolarhyde zabrał Rebę McClane, by mogła dotknąć tygrysa... była zachwycona. Tym tutaj trochę brakuje do wielkich kotów - parsknęła pogodnie - ale atmosfera jest tak samo magiczna. - Menny nie bez powodu skojarzyła tę sytuację z fabułą książki, istniały również inne podobieństwa: Dolarhyde był wielokrotnym mordercą, natomiast Reba była niewidoma. Idealna analogia wobec pana wampirów i "niewinnej" śmiertelniczki mogącej skończyć jako puste, wyssane do cna naczynie.
Nie zapomniała o ostrożności. Po prostu nie wiedziała, jak to rozegrać dalej. Pozwoliła więc, by na razie to on przejmował inicjatywę.
- Nie wyglądają, jakby miały się zarumienić. - To chyba komentarz odnośnie tego onieśmielania saren. Zatapiała opuszki palców w futro najbardziej ciekawskiej z nich. - Za to ja chyba wkrótce zacznę.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 12:23 pm

Niestety Sahir oczytany nie był, więc w ogóle nie załapał tej analogii, tytuł mu się w ogóle nie kojarzył - no bo niby tak dużo tego czasu nieśmiertelni mają, a mimo wszystko przecieka on pomiędzy palcami i trudno go pochwycić, by zrobić wszystko, co się chce... I jakoś mu właśnie tego czasu na to czytanie zawsze brakowało. Nie przepadał za czytaniem, ale kto wie, może się jeszcze do tego przekona, o ile wystarczy mu do tego życia... Przecież każde rządy powinny mieć swój koniec, a jego trwały stanowczo zbyt długo... przynajmniej w pojmowaniu ludzkim; jak powiedziane zostało - czas jest względny.
- Tygrysa nie mam, ale hoduje lwicę. - Kolejne rozbawienie - jednak nie zabierze jej do zamku, to było pewne... Ale może, jeśli się nie obrazi zanadto faktem, że zamierzał ją podgryźć, kiedyś jej tą lwice pokazać, cóż za problem. - Tak leniwego stworzenia jeszcze nigdy nie widziałem. - Pokręcił głową, krzywiąc się. - Na szczęście dogadujemy się co do tego lenistwa. - Nie tak rozumianego, jak ogólnie, w końcu ciągle razem biegali po lasach, jak skończone dzikusy (trudno tak mówić o wielkim kocie, y...). A jeśli jednak się wystraszy i już więcej nie zobaczy tej dziwnie wyglądającej przedstawicielki niedorozwiniętej rasy?
Zapadł się w tych myślach, milknąc, gotowy wiercić się zaraz z roztargnienia - z jednej strony ostatnio podświadomie szukał kontaktu ze śmiertelnikami, z drugiej pragnął zanurzać kły w ich szyi - co za idiotyzm... Nie miał zielonego pojęcia, co powinien ze swoim umysłem robić w takich sytuacjach, drażniło go to niezdecydowanie - wszak nigdy nie miał tego typu problemów...
Jak widać czas ma władzę nawet nad tymi, którzy pysznią się swoją nieśmiertelnością. Zmienia ich, wpływa na ich umysły, nie pozostawia obojętnym.
Jedna z tęczówek czarnowłosego, ta nie osłonięta szkiełkiem, zabarwiła się czerwienią, pożerając lód jeziora - stał za jej plecami, więc jakże ona mogłaby to zauważyć.
Instynkt i naturalne odruchy był silniejszy, niż strzępki ludzkości, które dziwnym trafem coraz częściej się w nim odzywały.
Kucnął za jej plecami - to była krótka chwila, jeden przebłysk bólu, który zaraz się rozmył - objął ją znów ramionami, tak, by przytrzymać jej ręce przy tułowiu i wbił kły w miękką szyję.
Fuuj, perfumy... one zawsze tak śmierdzą...
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 12:42 pm

I tak właśnie kończy się oddawanie inicjatywy mężczyznom. Wszystko prowadzi wyłącznie do jednego: do wykorzystania.
Ale nie mów, bezwzględna pani doktor, że podświadomie tego nie pragnęłaś? Nie mów, że nie ciągnęłaś do tego momentu, jak ćma do ognia... czekałaś na niego w napięciu i proszę, masz, czego chciałaś, zdrowie, jeśli nie życie, zawisły teraz nad przepaścią, przywiązane do skały cieniutką, mikroskopijnej średnicy nitką. Przyznaj się, mało brakowało, co? Przez sekundę byłaś nawet gotowa dopuścić do siebie możliwość, że dotrzesz spokojnie do domu, nie robiąc Nailahowi żadnej krzywdy... lecz niestety, to nie ta bajka. W twojej są tylko nieprzyjemne zwroty akcji i ból, któremu uparcie stawiasz czoła.
Skoro Nailah dał jej powód do działania, teraz już nie musiała się martwić wyrzutami sumienia.
Ręce przyciśnięte do tułowia przez męskie ramiona nie miały prawie żadnego pola manewru... no właśnie. Prawie. Po to przecież założyła tę a nie inną torbę, która zwisała na wysokości bioder i luźno puszczonych dłoni, dokładnie tak, by móc prędko sięgnąć do jej środka. Zdjęta zaskoczeniem i trawiona wstrząsem bycia ugryzioną, jęknęła głośno, ale... nie próbowała się wyrywać. Tylko prawe ramię jej drgnęło, gdy ruchem samego nadgarstka wyciągnęła coś z łatwo dostępnej, bocznej kieszeni torby i wbiła przedmiot trochę na oślep, tak, jak udało jej się sięgnąć, w dotykające ją od tyłu udo Sahira.
Zapadka w szklanej ampułce została odblokowana.
Igłą do ciała wampira popłynął 92% roztwór kolargolu.
Koloidalne srebro.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 1:08 pm

Przecież nie potrzebował dużo krwi - to tak jak z ludźmi - oni zabijają zwierzęta, by się najeść, ale wampir nie musi zabijać człowieka, by napoić się krwią.
Jeden łyk, drugi, trzeci - miała dobrą krew... Dobrą krew, przyjemnie miękką skórę, była ciepła - sam trochę zmarzłeś na tym motorze, jako że powierzyłeś jej swoją kurtkę, której jak dotąd nie zwróciła - nie szkodzi, jak się traci krew można zmarznąć, więc lepiej niech ją ma.
Lekko spłoszone sarny cofnęły się, by zaraz jednak znów powrócić do gryzienia trawy, niepomne na to, co się z tą dwójką dzieje - w końcu rozumiały, że drapieżnik, który im nie zagraża, musi się pożywić - nic im do tego... Może i by było, gdyby nie fakt, że tak jak ludzie, tak i one miały priorytety - a dla nich niejaka "Menny" była nikim, jedynie ciekawym obiektem, pachnącym miastem, któremu można się przypatrzeć i spróbować, czy nie da się czasem zjeść jej ubrań, tudzież wykorzystać ich w jakiś inny, równie ambitny sposób.
Instynkt podszepnął: "uważaj..."
Czarnowłosy oderwał się od szyi niewiasty, zaciskając palce na jakimś chłodnym przedmiocie i wyrywając go z nogi, zanim ampułka opróżniła się do pełna, odrzucając na bok - patrzył na kobietę dwukolorowymi tęczówkami, wzrokiem dziwnym, jakimś bez wyrazu, czując, jak od uda rozpływa się odprowadzające od zmysłów gorąco po całym jego ciele, jak wrzątek powoli trawi ciało...
Odwrócił jej twarz do swojej, paraliżując każdy jej ruch, wpatrując się głęboko w oczy, które mu się spodobały - widzisz? Kolejny dowód na to, że po prostu nie możesz ufać nikomu, tylko swojej siostrze...
- Niepotrzebnie cię tutaj zabierałem... - Powiedział w końcu, chyba zbyt długo w te piękne, egzotyczne oczy spoglądając - z takiego bliska dało się zauważyć, że na jednym oku ma soczewkę. Na tym prawym.
Puścił ją, dźwigając się ciężko na nogi, chociaż w głowie coraz mocniej mu ćmiło, a palenie od wnętrza wyciskało z oczu łzy, wymuszało na gardle krzyk.
Przetrwają najsilniejsi, nie ma tutaj miejsca na słabość.
Chwiejąc się podszedł do jednej z drzew, wyciągając z kieszeni telefon, który wysunął się z palców i upadł na miękką trawę - myśli się plątały, uciekały...
To nie tak miało wyglądać... Polubiłeś ją...
Ból go w końcu ogłuszył i upadł nieprzytomny na ziemię.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 1:33 pm

Dopiero teraz despotyczny umysł Memengwy pozwolił ciału na uzewnętrznienie swoich reakcji - a kiedy tak się stało, potężna fala splecionych i pogmatwanych ze sobą odczuć zalała ją, powodując niemal fizyczny ból. Wszystko działo się naraz, cały stres, napięcie, niepewność oczekiwania i paniczny strach (tak, strach, ten, który do tej pory z takim zawzięciem dusiła i wmawiała sobie, że wcale nie chce ani nie musi go czuć), to wszystko wstrząsnęło nią i kiedy wampir z tak beznamiętnym spokojem spoglądał jej w oczy... myślała, że zemdleje. Odważna, perfidna pani doktor. Prawie przeciekła mu przez palce.
Drżała też, kiedy odszedł od niej, nie robiąc jej krzywdy (o, na pewno jeszcze z tym zdąży, niech no tylko się przebudzi) i kiedy osuwał się na ziemię... Kay gdzieś podświadomie wiedziała, że powinna działać niezwłocznie, że każda sekunda zwiększa ryzyko, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa i nie była w stanie się podnieść.
- Rany, Kay, weź się w garść, idiotko. Spokojnie. Myśl racjonalnie. Przyciśnij ranę na szyi i przytrzymaj ją mocno. Dobrze wiesz, że nie mógł cię zarazić tak krótkim ugryzieniem, to nie odbywa się w ten sposób. - Chwilę trwało, nim do Menny doszło, że nie tylko mówi sama do siebie, ale też robi to na głos i wykonuje swoje własne polecenia machinalnie, jakby wydawał je ktoś inny. Nawet nie próbowała wstać, słabe nogi nie uniosłyby jej, dlatego też zaczęła się czołgać. Czarne spodnie zazieleniły się od wcieranej w ich szorstki materiał trawy. Jeszcze kilka metrów. Jeszcze trochę.
Podpełzłszy do Sahira, była już trochę spokojniejsza. Ręce nie drżały jej aż tak mocno, chyba już mogła przejść do rzeczy.
Najpierw obejrzała mężczyznę. Sprawdziła jego puls, zajrzała mu pod powiekę, delikatnie dotknęła miejsca, w którym ukłuła go igła gotowej do aplikacji ampułki. Skóra pod spodem wydawała się być nabrzmiała, i nic dziwnego: jony srebra miejscowo atakowały patogen krążący w jego żyłach. Boże jedyny... a co, jeśli zaaplikowała zbyt dużą dawkę? Naprawdę ją to zmartwiło. Fascynował ją, fizycznie i psychicznie, nie chciała go zabić, a jedynie unieszkodliwić. Kiedy ją ugryzł, zadziałała zbyt impulsywnie, ale na roztrząsanie tego teraz było już za późno. Musiała pobrać jego krew. W torebce, w osobnej kieszeni, miała jeszcze trzy ampułki, puste, czekające na zawartość tak cenną, jakiej instytut Wschodzącego Słońca jeszcze nie widział. Cenniejszą dla Memengwy, niż złoto. Niż cokolwiek innego.
Jednak zanim przystąpiła do pobierania, coś ją tknęło i sięgnęła po telefon Sahira, żeby upewnić się, czy nie zdążył czegoś przycisnąć i w ten sposób kogoś zaalarmować. Boże... oby tak nie było.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 2:11 pm

I co teraz? Masz jeszcze jakieś zapasowe ampułki ze srebrem w tej torebeczce, jakieś inne środki usypiające? Zadowolisz się próbka krwi, skoro już tak daleko doszłaś i tak wiele naraziłaś? Nie sądzę. Ale jak niby zamierzasz się stąd wydostać? Ktoś po ciebie przyjedzie, zaryzykujesz tak wiele? Sama przecież nigdzie go nie zatargasz...
Na telefonie nie widniało nic - zgaszony wyświetlacz spokojnie spał, nawet nie odblokowany.
Sahir zapadł się w zupełną ciemność, pozbawioną zupełnie snów. Nie umarł, gdzieżby, taka mała dawka dla jednego z legendarnych wampirów, bez przesady... Taka to by mogła zabić, ale poziom D, czy C...
Więc? Co teraz?
Lepiej go zabij na miejscu, nim zacznie na Ciebie polować.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 2:42 pm

Mogłaby to zrobić. Zajęłoby jej to wiele czasu, bo nie miała przy sobie na tyle dużo koloidu, by poważnie naszprycować mężczyznę, ale mogłaby... tyle, że ani emocje, ani rozsądek nie pozwalały jej się na to zdobyć. Kobiecie, z rozkazu której w potwornych męczarniach zginęły setki  ochotników i więźniów! Ale eksperymenty to nie było to samo, co rozmyślne morderstwo. Eksperymenty mieli szansę przeżyć ci, którzy byli wystarczająco silni. Jeśli umierali, trudno, potraktujmy to trochę jak dobór naturalny na miarę naszych zwariowanych czasów. Tutaj w grę wchodził ktoś, kogo poznała, o kim myślała nocami, siedząc w kompletnych ciemnościach. Dała się zauroczyć, tak, to wielce prawdopodobne. Ale nie chodziło wyłącznie o to; co zrobiłaby z ciałem? Nie była w stanie go przeciągnąć, przenieść, już nawet nie wspominam o kopaniu mu dołka, bo samo oczekiwanie po Kay takiego czynu to czysta głupota.
Musiała go tu zostawić. Zadowoli się kilkoma włosami wyrwanymi z głowy i trzema fiolkami krwi, to zdecydowanie powinno wystarczyć do jej prywatnego użytku. Bo w głowie Memengwy już padło postanowienie: nikt, nikt nie dostanie tych próbek i nie dowie się o nich, póki ja sama ich nie zbadam.
Nikt mi nie zabierze sprzed nosa mojego sukcesu, nikt nie będzie pomiatał moją ideą i podjętym przeze mnie ryzykiem. Przecież gdyby cały instytut się o tym dowiedział, Wschodzące Słońce znów przypisałoby sobie cały trud operacji i naplotło w gazetach kłamstw... nie, tym razem nie dam się im wyrolować. Nie pozwolę im wiedzieć więcej ode mnie ani zbliżyć się do wampirów bardziej, niż ja to zrobię...
Bała się, że nie zdąży pobrać krwi do trzeciej ampułki. Dwie nabite leżały już w torebce, opatulone w bezpiecznych pojemnikach, by nie ulec stłuczeniu. Na szczęście organizm wampira wytwarzał teraz reakcję na srebro i krew nie tylko ładnie płynęła, zawierała również podwyższoną ilość leukocytów. To było niemal zbyt piękne, by było prawdziwe. Podejrzanie piękne.
Skończywszy, wstała. Zdjęła kurtkę Sahira i, po trosze z sympatii, ale bardziej dla własnego bezpieczeństwa, okryła go nią w miarę szczelnie. Gdyby uciekła w niej, ciągnąc za sobą jego zapach... ulala, byłaby niezła obława. A do momentu, gdy Nailah się wybudzi ze wstrząsu, ślad Kay może już trochę zwietrzeje.
Zanim odeszła, jeszcze raz sprawdziła jego tętno, po czym stwierdziła, że nie musi mu wstrzyknąć żadnego wspomagacza na wybudzenie. Nie, jeśli chce ujść stąd żywa. Starała się odgonić od siebie zwątpienie we własne szanse i wtedy właśnie przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy - z kieszeni spodni mężczyzny wyciągnęła kluczyki do jego motocykla. Nie, nie nie, nie zamierzała nim uciec, prędzej rozbiłaby się na pierwszym zakręcie, poza tym... zachowajmy jakieś granice przyzwoitości, nie dokładajmy do rozboju jeszcze kradzieży.
Zamachnęła się i rzuciła kluczyki gdzieś w zarośla, tak, by trochę zajęło mu ich odszukanie po zapachu i wtedy już puściła się biegiem wzdłuż strumienia, czasem wskakując do wody po kolana, dla zmylenia tropu. Podobno nadmierna ostrożność prowadzi do paranoi... ale ten, kto w starciu z wampirem opuszcza gardę, jest zwykłym idiotą.
Martwym idiotą.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Jeleni las   Czw Wrz 12, 2013 3:06 pm

Nie wiedział, jak wiele czasu minęło.
Rozpadało się.
Sarny pouciekały do swych schronień, pozostawiając noc pustą i samotną, w której rozprzestrzeniało się wokół echo pohukiwań sowy.
I nic poza tym.
Nie wiedział, ile czasu po wybudzeniu leżał pod drzewem w bezruchu, wpatrując się w jeden punkt, cały obolały, z piętnem porażki, chociaż chyba nie ona była tutaj najgorsza...
Chociaż nie potrafił jeszcze tego nazwać, nazwał to 'brakiem', to, co od jakiegoś czasu zaczęło mu doskwierać, to, co jak powiedział Avenity, było 'spokojem'.
To była samotność.
Rozbijana przez siostrę, zapełniana przez zwierzęta... jednak, choć nieoswojony, Sahir zwierzęciem nie był, a spaczony przeszłością umysł jakoś nie potrafił się przekonać do tego, by zaufać.
I teraz takie rozczarowanie...
Mężczyzna sięgnął w końcu po telefon, pisząc do siostry krótkiego sms: "Członek Wschodzącego Słońca zdobył próbkę mojej krwi, chyba do badań nad Sztucznymi... Nic mi nie jest. Idę na niego polować. Do zobaczenia.". Nie chciał dzwonić. Martwiłaby się pewnie, gdyby usłyszała jego głos, a on nie chciał jej martwić...
Pozbierał się i odnalazł po jakimś czasie swoje kluczyki - po księżycu, który na niebie zdążył się pojawić, wywnioskował, że przynajmniej kilka godzin musiał być nieprzytomny - z 4? 3? Wsiadł na swój motor i na złamanie karku popędził do apartamentowca pani Menny.
Lekarki.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jeleni las   

Powrót do góry Go down
 
Jeleni las
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Dżakart :: Królewska równina-
Skocz do: