Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ave.

Go down 
AutorWiadomość
Avenity Nailah
Królowa
avatar

Liczba postów : 38
Dołączył/a : 04/07/2013

PisanieTemat: Ave.    Pią Sie 23, 2013 9:59 pm

Imię i nazwisko: Avenity Nailah.
Wiek fizyczny/duchowy: 17/732.
Poziom wampiryzmu: szlachetne A.
Organizacja: Pierwotni.
Ranga: królowa.
Magiczne zdolności:

  • Blokada umysłu - jej umysł jest zamknięty na wszelkie możliwe próby odczytywania go. Nikt, dosłownie nikt z możliwością czytania myśli czy wywoływania iluzji nie jest w stanie do jej dotrzeć; jednocześnie, gdy ktoś próbuje to zrobić, Avenity potrafi to odczuć. Jest to jej najmocniej rozwinięta umiejętność (zdolność pasywna).
  • Audiokineza - mroczna pani potrafi w jednej chwili zamienić przyjemne odgłosy ćwierkania ptaków w ryk, który wyrywa bębenki, wpychając się w umysł ofiary i rozszarpując go na strzępy. Innymi słowy - potrafi manipulować falami dźwięku.
  • Wywoływanie iluzji - nic trudnego do wyjaśnienia - wampirzyca potrafi wysyłać do umysłu swej ofiary budzące strach sygnały, które razem tworzą obraz, niekiedy naprawdę przerażający. Zdolność ta powiązana jest z dwiema poprzednimi - potrafi ona bowiem wysyłać iluzję pomieszaną dźwiękiem, a jednocześnie jej umysł cały czas pozostaje zamknięty na wszelkie kontratakujące bodźce.


O Postaci:

Ostatnią rzeczą, jaką widziałeś, były te błękitne oczy. Ta intensywna barwa...
A potem nagle... zapach krwi. Nie był dla Ciebie przyjemny, lecz wiedziałeś, że tym razem to nie Ty i Twoje intencje są tutaj priorytetem. Schowaj się. Schowaj się ze swoim egoizmem - choć raz bądź przystosowany do społeczeństwa jak prawdziwy człowiek...
To zabawne, że myślimy tak tylko w momencie zbliżającej się śmierci.
Zabawne.
Szeroko rozchyliłeś nozdrza, łapiąc dech... po co? By nie umrzeć. By nie zginąć w tym cholernym świecie, choć wiedziałeś, że to i tak nastąpi. To było tak niemiłosiernie denerwujące - nagły chaos, zupełny koniec ładu - to wszystko tak szybko się zniszczyło... obraz zamazał się krwią - szkarłatna, jeszcze ciepła... spłynęła po Twojej szyi, wsiąkła w ubranie.
Zaśmiała się cicho, a jej śmiech był porównywalny do tysiąca złotych dzwonków. Tak piękny, tak słodki, tak dźwięczny, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie słyszałeś... a jednocześnie tak zabójczy. Tak zwodzący. Z drugiej strony powinieneś się cieszyć, że było Ci dane spędzić ostatnie chwile właśnie z nią...
Jakieś te myśli w końcowych chwilach istnienia były dziwne.
Ostatni raz musnęły Cię te jasne, wpadające w miodowy odcień kosmyki długich, falowanych włosów i ostatni raz poczułeś cholerny ból, który rozszedł się po całym Twym ciele. Ten ból... powinien być przyjemny.
- Kukiełka... tak bezbronna, naiwna kukiełka... - zaśmiała się, odrywając swe kły od Twej szyi. Z ust zlizała krew - czyją? Dlaczego jeszcze pytasz...
Z wyrazu jej twarzy można było wyczytać, że byłeś smaczny. Smakowita przekąska, coś, co zasmakuje się tylko raz.
Ostatni. Oh, te słowo Cię prześladowało.
Spojrzałeś na nią z przerażeniem, lecz nie uczyniła nic poza uśmiechem. Dopiero teraz zacząłeś żałować tego wszystkiego, co ostatnio uczyniłeś. Dopiero teraz, patrząc w jej przeklęte oczy...
Co..? Przecież były niebieskie...
Wbrew Twojemu przekonaniu, z sekundy na sekundę coraz bardziej byłeś oblewany spojrzeniem barwy szkarłatu - zmieniły się, zmieniły się wtedy, gdy zdołały zasmakować Twej krwi.
Upuściła Cię i kopnęła, a Ty jedynie posłusznie potoczyłeś się po ziemi, dysząc. Twa własna krew spłynęła z jej ust na Twój policzek, polała się w dół... mały, wartki strumyczek...
Ostatni raz wyczułeś bicie swego serca.
Ostatni.

*~*

Kielich pełen krwi.
Stał przed nią, lśniący, idealny, ze szkarłatnym płynem w środku. Siedziała w swojej komnacie... nie. Nie w swojej. W ICH komnacie.
Gdy sięgnęła swą bladą, niezwykle chudą dłonią w stronę naczynia, gdy je złapała, gdy uniosła je w stronę ust i następnie popiła kilka łyków, poczuła to, co zawsze - ukojenie.
To już nie szaleństwo nią kierowało, to już nie szaleństwo powodowało spustoszenie w jej umyśle z powodu głodu. Kiedyś, te parę setek lat temu, gdy dopiero została przemieniona, była zdolna do tego, by wyjść na ulicę i zamordować tego, kto wydał jej się najbardziej do tego odpowiedni. Tylko dlatego, że miał krzywy ryj. Wtedy, ponad 700 at temu, nie panowała nad sobą za bardzo - zwykle po prostu lubiła się bawić, mało tego... lubiła wyznaczać ludziom moment śmierci. Była młoda i głupia, wychowywana jedynie przez brata, który niemal od zawsze był dziki i nieobliczalny.
Nie pamiętała swoich rodziców, lecz z opowieści Sahira wiedziała, że byli to zwyczajni nieudacznicy, którzy doprowadzili do tego, że oboje musieli wychowywać się na ulicy. Oczywiście wierzyła jego słowom - była mała, niedoświadczona, wręcz ślepa. Brat był jej jedyną bliską osobą, ojcem, matką i opiekunem jednocześnie. Nie miała innego wyjścia, jak słuchać się tego, co mówi i podążać ścieżką, którą sam im wytyczył.
Niemal zawsze traktował ją jak obrazek, jak coś świętego - nie potrafił bez niej żyć, wyrywał sobie włosy z głowy na myśl o tym, że mogłoby się jej coś stać. Lecz Avenity nie zamierzała już na zawsze tkwić pod jego skrzydłami, pragnęła również rozwinąć swoje - jej niezależność z roku na rok ujawniała się coraz to mocniej. Mimo, że czas zatrzymał się dla niej w wieku siedemnastu lat, wtedy, gdy była jeszcze nic nie wartą gówniarą, lata nowego życia coraz to bardziej postarzały jej charakter. Już nie była nieobliczalną dzikuską, mordującą wszystkich tak o, dla zabawy, nie - ewoluowała na całkiem inną osobę: opanowaną, dojrzałą, pełnią ambicji kobietę, wiedzącą, czego chce od życia. Zaczęła zachowywać się inaczej, dojrzalej; zaczęła nawet inaczej wyglądać i się poruszać. Nagle emanowała od niej jakaś zupełnie inna aura, niezwykle pociągająca, w pewien sposób seksowna i chłodna jednocześnie.
Widziała, że Sahir zaczął traktować ją inaczej. I tak byli martwi, i tak nic nie zagrażało ich życiom - przynajmniej nie z naturalnego punktu widzenia...
Czasami wracał z burdelu, a zapach dziwek ciągnął się za nim od drzwi wejściowych - niemal zawsze to wyczuwała i dawała mu do zrozumienia, że wie. On wtedy tylko uśmiechał się do niej lekko, zadziornie, po czym proponował jedynie by sprawiła, by ten zapach zniknął.
Chętnie na to przystawała.
Jej wargi uniosły się delikatnie ku górze na wspomniane wydarzenie. Odstawiła kielich na bok i oblizała swe usta, przejeżdżając językiem po swych ostrych jak brzytwa kłach.

*~*

Przez ponad siedemset lat wiele wyniosła z życia. Większość aktualnie funkcjonujących wampirów nie miała nawet połowy z tych lat, co ona - w tak brudnych czasach, brudniejszych nawet od średniowiecza, nie było z resztą się co dziwić. Co chwila ktoś ginął tylko za to, że dane mu było uczestniczyć w jakiejś burdzie w klubie.
A ona... ona nadal żyła. O ile to można było nazwać życiem.
Zacisnęła swe długie palce na oparciu tronu, po czym beznamiętnym spojrzeniem oblała wampira, który klęczał przed nią, błagając o litość. Zadał się ze śmiertelniczką. Współpracował z nią i chronił, doprowadzając do śmierci jednego ze swych pobratymców.
Oh, jakieś Ty niewarte, życie...
- Zabić - rozległ się głos Sahira, siedzącego obok niej. W jego oczach nie było widać nawet cienia litości. Sprawa ta całkowicie go nie przejęła, niemal jak zawsze. Nigdy nie liczył się z losem innych... chyba, że z jego siostry.
Przerażone, zielone oczy młodzieńca po raz ostatni zwróciły się w jej stronę. Przez chwilę nawet zafascynowała się nim nieco bardziej, jeszcze nigdy bowiem nie widziała tęczówek o podobnej barwie. Nagle jednak poczuła coś dziwnego - coś wyraźnie chciało wdrążyć się w jej umysł, wbić się do niego, wywołać u niej choć odrobinę litości. Chłopak cały czas lustrował ją tym spojrzeniem...
Gdy dotarło do niej to, co właśnie próbował zrobić, wstała, nie kryjąc oburzenia, po czym, patrząc na niego z góry, wyrzekła:
- Podajcie mi miecz.
Sahir zdawał się być lekko zdziwiony jej reakcją, zawsze bowiem pozostawała niewzruszona lub przybierała maskę obojętności na tego typu sytuacje. Jeden z pobliskich wampirów pośpiesznie podał jej swe ostrze, a królowa, nie czekając ani chwili, własnoręcznie urżnęła skazanemu głowę.
Piękne, zielone oczy.

_________________
T e l e f o n

Chodź, zatańczymy dla Nas ten ostatni raz.
Tu na zgliszczach świata, piękna noc uniesie Nas do gwiazd
i zamalujemy wszechświat Nasz bez używania farb,
akompaniamentem tętna rytmu serca nagich prawd.


Ostatnio zmieniony przez Avenity Nailah dnia Sob Sie 24, 2013 8:44 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
http://czarny-blask.forumpl.net
 
Ave.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Informacje :: Księga Istnienia-
Skocz do: