Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sahir Nailah

Go down 
AutorWiadomość
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Sahir Nailah   Pią Sie 23, 2013 11:24 pm

Imię i nazwisko: Sahir Nailah
Wiek fizyczny/duchowy: 29/745
Poziom wampiryzmu: A
Organizacja: Dzicy
Ranga: Król
Zdolności:

  • Blokowanie zdolności - poprzez kontakt fizyczny Sahir zablokowuje magię osoby, z którą się zetknie. [5 posty trwania, 2 odpoczynek]
  • Unieruchomienie ofiary - poprzez kontakt wzrokowy postać jest w stanie "zamrozić" przeciwnika, nie dając mu szansy na poruszenie. [czas trwania 3 post, 2 odpoczynek]
  • Zwierzęcy dryg - zdolność pasywna, podniesione współczynniki szybkości i zwinności ciała, oraz ułatwienie porozumienia ze zwierzętami.



O Postaci:

Podobno wszystko, czy jesteśmy, jest rozbitym szkłem...
I podobno Ci, którzy próbowali nas poskładać, skończyli z pociętymi rękoma.

Odwróć się od nich, a jednocześnie patrz im w oczy...
Nie boisz się, och nie - jesteś zwierzęciem... zwierzęta nie odczuwają strachu; zostałeś zapędzony pod mur, więc teraz się broń, masz do tego prawo.
Chociaż wiem, że prawo nic cię nie obchodzi.
Ciało matki? Zostaw je, zbędny ciężar...
Za życia była coś warta - ona odeszła, w zamian dając inną kobietę, którą zająć się musisz.
Twój najcenniejszy skarb, małe zawiniątko, płaczące, w twoich drobnych rączkach.
Cofasz się o krok do przodu - jeszcze trochę i zaczniesz warczeć, bardzo ci do tego blisko...
Ludzie są okrutni...
Destrukcje samych siebie mają we krwi...
A Ty urodziłeś się po to, by im w tej destrukcji pomóc.
Staniesz się ich kwintesencją.
Na razie uciekaj, chłopcze z Darem Życia w ramionach.

~*~

W tym horrorze główne role to Ja i Ty...


Wspomnienia... Chciałbym powiedzieć, że przeciągały się ze słodyczą po twym umyśle, taak... Lub, że boli cię serce, kiedy sobie o nich przypominasz...  
Siedzisz na tronie, leniwie się opierając potylicą o wezgłowie i patrzysz w sufit - owszem, historia spisana w pamięci jest, ale nie wracasz do niej - nie masz po co. Nie jest ona dla ciebie bardziej interesująca od tej muchy, która właśnie pałętała się wokół lampy, przyciągana złudzeniem ognia... Szkoda, że tam się nie pali - wtedy owad wleciałby w sam środek... Jego skrzydełka, tak delikatne, zostałyby starte na proch... I spadłby w otchłań nieistnienia, jak powoli spadają ludzie...
Twe równo wycięte wargi wyginają się ku górze, obnażają zęby, taaak -  to znowu to, ten drzemiący w tobie drapieżnik, który nie ceni tego, co było, dla niego liczy się jedynie to, co jest, a czasem to, co będzie. Może to dlatego tutaj siedzisz, w tej cichej sali, przejeżdżając paznokciami po zarysach drogocennego, misternie rzeźbionego mebla - jako niezrównoważony pan tego wszystkiego, z hektolitrami wylanej na dłonie krwi - niewidocznej dla gołego oka... Chyba wystarczy jednak spojrzeć w Twoje oczy,  jedno lodowato błękitne, niczym tafle niespokojnych wód przykrytych warstwą zmarzliny, a drugie szkarłatne, morze krwi, w którą nie da się zanurkować, nie odbiwszy się od nieruchomej nawierzchni... W nich widać... Co? Co takiego można w nich wyczytać? Powiedzcie mi, bo sam nie potrafię zgadnąć...
Wstajesz, niezadowolony z bezruchu - przecież musisz działać, musisz coś robić, od dziecka musiałeś, nie da się ciebie uwiązać do miejsca, zaś ten stołek, nazywany przez niektórych tronem, jakoś nie jest zbyt wygodny, za to daje chorą satysfakcję - jedynie czekasz na jakieś malutkie potknięcie, by, jak pies gończy, ruszyć w pościg, nasłać na nieszczęśnika całą zgraję - sam wiesz, że ścigać nie możesz... Nie, nie, nie, siostra by ci dała po uszach... Naprężyłeś wszystkie mięśnie, pięknie widoczne przy rozpiętej, czarnej koszuli i niemal bezszelestnym krokiem podszedłeś do okna, wyglądając za nie z ciekawością - są tam drzewa, zielone, otwarta przestrzeń - tam powinieneś być, wśród tej zieleni... Mrużysz oczy - pamiętam, nic dla Ciebie się nie liczy, świat to dla Ciebie szachownica, wszyscy są pionkami, zabaweczkami, którymi obracasz między pazurkami, niekiedy zadrapując, niekiedy zgniatając. Szaleniec? Być może - jak tutaj Cię osądzać, skoro żeś niezrozumiały? Sam siebie pewnie byś nie pojął, gdybyś się zatrzymał chociaż na sekundę - nie robisz tego.
Nie martwi Cię fakt, że ten świat winien mieć psychologa, by stanąć jakoś na tych śmiesznych nóżkach... Więc jakim cudem wspiąłeś się na szczyt?
Ciebie nie rozumieją...
Ty Ich rozumiesz aż za dobrze...

~*~

Źródło mego szczęścia,
Mroczna panna trzymająca mnie za rękę

Wyprowadza z hibernacji.
W pełni sił, wolny od strachu, nigdy nie pytam ''dlaczego?"
- Disturbed

Życie to gra o wyjątkowo wścibskim usposobieniu, choć niektórzy uważają, że wszystko od nas tylko zależy...
W życiu liczy się to, jak wiele masz farta i ile samozaparcia - takie istoty, jak Nailah, dawno odrzuciły istnienie tego pierwszego. Nie istnieje coś takiego jak "szczęście", czy "pech" - wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas, jesteśmy kowalami swego losu, a to  czy pozwolimy w zbroi, którą zamierzamy kuć, namieszać innym, jest kwestią naszych zdolności przewidywania i tego, jakie istoty do swego żywota wpuścimy.
Komu zaufamy.
Komu zawierzymy swe serce, składając je w obcych dłoniach.
Kogo nazwiemy "wrogiem", a kogo "przyjacielem".
On, Wampirzy Pan, wszystko sobie uprościł.
Po co martwić się, że poszczególne osoby wbiją ci kołek w plecy?
Jeśli założysz, że każdy to zrobi, nagle świat staje się o wiele prostszy, tak samo jak reguły rządzące nim; bo wiecie, jest jedna podstawowa zasada, o której zbyt często zapominamy, zwłaszcza ludzie...
Przetrwają tylko najsilniejszy.
Mimo to, jak każdy, i On, urodzony Łowca, ma swoje słabości... A konkretnie jedną, wielką słabość...
Swoją siostrę.
Piękną niczym Anioł, olśniewającą, mądrą i zdolną - jest dla niego ideałem, cudem, który podarowała mu matka, jego poprzedni czarny punkt, w który Los sam wymierzył cios. Była słaba - dlatego po niej nie ronił łez, miejska dżungla ją pożarła zgodnie ze swymi prawami.
Avenity była silna, zaradna i potrafiła zająć się królestwem jak należy, zajmowała całe jego myśli, unosząc je ponad szarą codzienność, w której ostatnimi czasy zbytnio się zatapiał - tak jak wilk w klatce, szarzał zamknięty, coraz częściej gasnąć - chyba to już po prostu ten wiek, tyle przeżytych stuleci uczyniło go nieco bardziej rozważnym...
Ach nie, nie, nie, nie liczcie proszę, że przez to stał się mniej zdziczały, skądże znowu...
Pierwotni kręcili nosami, widząc Dzikiego na najwyższym stołku, Rodzaj A zachodził o głowę, jak ktoś tak nieokrzesany może należeć do nich, ale On się tym nie przejmował - miał cudowną siostrę, która chroniła go przed politycznymi zagrywkami, których on nigdy pojąć nie mógł.

Chcę byś wiedziała jak to na mnie działa, dla Ciebie
Całe wspomnienie wydziaram dla nas ciarkami na ciele
I chciałem napisać Tobie milion piosenek
Tak mi przykro, że mogłem dać tylko orchidee...

~*~

Zapytacie, a może i nie, może cała ta historia obejdzie was mimo ucha, jakim cudem świat może stworzyć takiego potwora..? Jak można mieć tak żelazną wolę, niszczyć na swej drodze wszystko, co znajdzie się pod butami...
Słyszałem, że każdy rodzi się z jakimś charakterem, z pewnymi cechami już wrodzonymi, zaś resztę kształtuje mu życie, wszystkie zdarzenia, które wpływają na naszą psychikę i otoczenie, w jakim się znajdujemy - no cóż, z tym ostatnim problemu nie ma, bo czarnowłosy nigdy poza Avenity kawałka ziemi nie wiedział, więc skupmy się na tym pierwszym, zaczynając od... od początku chyba, prawda?
Urodził się ponad 700 lat temu, w slumsach, śmierdzących i gnijących od ludzkich cierpień i wszetecznego, wewnętrznego syfilisu przezeń roznoszonego - matka..? Tak, kochana, kobiecinka, walcząca o przetrwanie dla siebie i swego pierworodnego - zwykła kurwa, która się sprzedawała na prawo i lewo, by zarobić, aż zaszła w ciążę z byle pierwszym dupkiem z okolicy.
Z burdelu ją wywalono na bruk.
Ojciec?
Wszeteczny skurwysyn nie mający za gros honoru, czy ambicji - nawet mógłbym powiedzieć, że Nailah go nienawidził, ale on go prawie nie widywał... Przychodził czasami popieprzyć mamuśkę i znikał... I tak zniknął też pewnego dnia jego syn, gdy poczciwa kobiecina urodziła mu siostrę i zmarła z wycieńczenia przy porodzie - uciekł i nie oglądał się za siebie - nie było warto, nie zamierzał nad tym nawet za wiele myśleć, skoro miał kogoś, o kogo warto było dbać...
Żył z kradzieży, bronił mordując, a jeśli się poszczęściło mordował kradnąc i to na dodatek za pieniądze...
I przyszła pewnego razu wampirza pani, zadłużając w atletycznie zbudowanym młodzieńcu o dzikich, zimnych oczach i czarnych niczym sama noc włosach...
Chciała nim rządzić.
Zginęła.
Tak jak wszyscy, którzy wadzili Jemu, lub jego Ukochanej Siostrzyczce.
I zginie jeszcze takich wielu.

Nie będziem płakać, nie będziem biadać
Nie będziem na życie targać się
Nie będziem wracać, ani wybaczać,
Ni zapominać
- niewinnym kłamstwem wycierać krew...
Nie będzie Nam, nie będzie brak Siebie.
- Happysad

~*~

Nie ufał innym, więc z innymi na polowania nie chodził.
Nie znał się na polityce, więc nie wtykał w nią głowy.
Zasady w jego państwie były banalnie proste - zaczynały się od zaznaczenia: "Jesteś wampirem", a kończyły na ".. więc nie sympatyzuj z ludźmi."
Oczywiście wchodziły pomiędzy to (być może tego powierzchownie nie widać, ja wiem) pewne subtelności, które dopisała w swej wspaniałości jego siostra, a które zabraniały mimo wszystko bezsensownego mordowania spokojnie żyjących mieszczan - ludzie to pokarm, jak się skończy, wszystko stanie się bardziej problematyczne... Drażniło go to, bo zmuszało do zahamowań, ograniczało jego swobodę, jego pragnienie niszczenia... I tak miotał się, bo przecież był świadom, że Siostra ma racje - owszem, pozostań wierny swej rasie, nie bądź miękki, ale też wiedz, żeś nie zwierzęciem.
Sahir był zwierzęciem i czuł się jak zwierze - dlatego nie lubił innych, obojętnie, czy wampirów, czy ludzi - nie chciał mieć z nimi do czynienia, nie musiał ich twarzy oglądać, więc spędzał najwięcej czasu w lasach, ganiając się z wilkami - ktoś powie: "Królowi nie przystoi!".
Chociaż nie, nikt normalny tego nie powie...
Wtedy ten właśnie król miałby pretekst, żeby zabić - kto by go próbował powstrzymać?  
Wszyscy w Zamku wiedzieli, że z Nim jest coś nie tak, jednak za bardzo się bali, widząc mord w tych lodowo-błękitnych oczach, które lepiej od ludzi rozumiały zwierzęta - ich świat był dla niego jasny, Dzikus, Potwór - mówcie mi jeszcze... Nosił przez te wszystkie lata już wiele imion...
Zatrzymał się, wychynąwszy z linii bujnych drzew, pachnących świeżością deszczu - tak, padało - z nieba spadały na nieosłoniętych przechodniów łzy Aniołów, gdzieś między chmurami skrytych, a które z niebios zstąpić nie chciały - na szczęście Sahir miał swojego prywatnego Anioła, który specjalnie dla niego przyszedł, a który teraz spędzał czas na swych prywatnych uciechach.
Roozochocone ciało biegiem migiem wyłapywało tak nic nie znaczące odgłosy dla niedoświadczonych jak trzaski gałązek, czy nienaturalne szurnięcia po ziemi - gdzieś tam biegło stado wilków, czułeś je całym sobą - instynkt kazał ci biec razem  z nimi... Zawyłeś, jak one zwykły to robić, op czym nadstawiłeś ucha z drapieżnym uśmiechem - chwila ciszy, zastoju - musiały usłyszeć zew i się zatrzymać...
I zaraz nadeszła odpowiedź.
Mówiły: "dołącz do Nas, Bracie!"
Jakże by mógł nie skorzystać?

~*~

Uwięziony w tym szaleństwie, zbyt zaślepiony, by widzieć,
Obudziłem w sobie zwierzęce uczucia.
Przejęły moje zmysły i straciłem kontrolę,

Więc dziś poznam smak Twojej krwi...

Wiesz, że sprawie, że będziesz krzyczeć..?
Wiesz, że sprawię, że będziesz chciała przede mną uciekać...
Ale wiedz, że jest za późno -
Straciłaś swój czas...

Odpręż się, gdy zamykasz dla mnie oczy,
Tak ciepło, gdy cię uwalniam,
W Twoich ramionach, przy Tobie bez walki,
Tym razem cała przyjemność należy do mnie.

Krzycz, aż wszystko ucichnie,
Krzycz, gdy życie, które pozostało, wygasa ,
Krzycz z przyjemności,
Zdemaskuj swoje pragnienie, umierając!

Wszyscy kiedyś straciliśmy kontrolę,
Wszyscy kiedyś dorośliśmy,
Mam nadzieje, że się mylę, ale wiem, że mam rację
Pewnej nocy znów zapoluję.

Pielęgnując te uczucia z przyjemnością
Okryj mnie, niechciana łasko...

Krzycz, aż wszystko ucichnie,
Krzycz, gdy życie, które pozostało wygasa,
Krzycz z przyjemności,
Zdemaskuj swoje pragnienie, umierając...

Niektórzy żyją tłumiąc swoje instynktowne uczucia,
Zaprzeczają temu, jacy jesteśmy, nie obwiniaj mnie o to,
Że Ja tego nie robię.


Krzycz, krzycz, krzycz, tak, jakbym niszczył Twoje ciało!
Krzycz, krzycz, krzycz, tak, jakbym niszczył Twój umysł !

Wiesz, życie to tylko dobry sen...
Koszmar zaczyna się, gdy się budzimy.
Powrót do góry Go down
 
Sahir Nailah
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» [uczeń] Sahir Nailah

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Informacje :: Księga Istnienia-
Skocz do: