Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Apartamentowiec przy 56. Alei

Go down 
AutorWiadomość
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 12:37 pm

Trzydziestotrzypiętrowy wieżowiec mieszkalny we wschodniej części centrum miasta. Potężna konstrukcja sprawiająca wrażenie, jakby cała była zrobiona ze szkła - potężne okna w każdym z mieszkań, na dachu stalowa iglica i mnóstwo anten nadawczych. Gdzieś indziej być może robiłby wrażenie, ale w Dżakarcie...? Budynek jakich wiele.
Na parterze znajduje się potężny hol stylizowany wystrojem na dawne hotele: marmurowe posadzki i kolumny, kontuar, za którym przebywają elegancko ubrani nadzorcy, zabytkowy zegar, mnóstwo kwiatów i egzotycznych roślin w donicach. Ale wystarczy przejść już o piętro wyżej, by wszystko stało się szarobure, pospolite i... jednakowe, jak przystało na potężne miasto.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 12:41 pm

Czarne czółenka, szara spódnica i garsonka, biała koszula z kołnierzem, rajstopy, bardotka – trop złożony z części garderoby porozrzucanych w nierównych odstępach po salonie prowadził do łazienki, skąd dochodził jednostajny szum prysznica. Zagłuszał stojącej pod nim kobiecie odtwarzane od blisko dziesięciu minut nagrania na automatycznej sekretarce. Było ich tak dużo, że Memengwa znudziła się, przestała słuchać i po prostu uciekła do kabiny, nie mogąc znieść przekształconych elektronicznie głosów ludzi, którzy wiecznie czegoś od niej chcieli.
Piiip.
Doktor Kay, tu Owlers z Instytutu Genetyki Molekularnej. Była pani u mnie wczoraj rano, chodzi o te dane z VUGO. Niestety nie mam dobrych wiadomości, nie udało nam się niczego nowego wykryć. Nie ustaliliśmy tego jednogłośnie, ale najwyraźniej genom musi podlegać ciągłym przekształceniom a my na dzień dzisiejszy nie nadążamy za zmianami. Nie mamy aktualnych informacji… więc stoimy w miejscu. Zadzwonię do pani jak tylko poczynimy jakieś postępy. Pozdrawiam.
Piiip.
Doktor Kay? Mamy wyniki z czwartego. Dobrze by było, gdyby jutro wpadła pani je zanalizować. Zapraszam przed dziewiątą, potem mamy urwanie głowy.
Piiip.
Kay, co to ma być za chała, którą odwalili Foster i Sethardaut? Nie dość, że się spóźnili, to jeszcze pełno kardynalnych błędów! Ci zasrani rezydenci. Wyłuskaj trochę czasu i zabierz ode mnie te papiery, nie są nic warte, pomiary trzeba będzie powtórzyć i mam nadzieję, że się tym zajmiesz. Jeśli tych dwóch znów popełni jakiś błąd, wylecą na zbity pysk. Może jutro? Najlepiej około południa. Będą wtedy spece z gwardii, wiesz, ci detektywi, chyba chcieli, żebyś pojechała z nimi do ich siedziby i zrobiła jakiś wykład świeżakom od sądowej. Liczę na ciebie, utrzyj nosa wojskowym psom. Aha, jeszcze jedno. Twoje sobotnie wolne. Wybacz, Mem, nie ma szans, anulowałem je. Odpoczniesz kiedy indziej. Bywaj w zdrowiu!
Piiip.
Heeeeej, pani naukowiec! Gdzie się podziewasz? Nie widziałam cię chyba ze sto lat, strasznie się stęskniłam. Przyjedź do mnie, kochana, Cecil wyjeżdża na delegację, urządzimy sobie babski wieczór, ewentualnie cały weekend. No chooodź, dobrze ci to zrobi, nie możesz cały czas siedzieć w robocie, umrzesz z przepracowania. Napijemy się wina i poplotkujemy, naprawdę mi tego brakuje. Daj znać, kiedy będziesz mogła się wyrwać. Kocham cię! Janeece.
Piiip.
Dzień dobry, pani doktor, ten nowy środek działa prawie doskonale. Czuję się znacznie lepiej, migrena ustąpiła ale z węchem dalej nie tak. Gdybym miała stawić się na badania, wie pani, gdzie mnie szukać.
Piiip.
Córeczko, dlaczego nie odbierasz…? Martwię się…
Memengwa stała pod gorącym strumieniem bez ruchu, z twarzą wystawioną do prysznicowej słuchawki i czekała, aż wszystkie komunikaty przewiną się do końca. Wiedziała, że część z nich była naprawdę ważna i na pewno będzie musiała przesłuchać je jeszcze raz, ale kompletnie nie była teraz w formie, postanowiła odłożyć to na rano.
Wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem nad piersiami i stanęła przy panoramicznym oknie jej mieszkania w trzydziestotrzypiętrowym apartamentowcu w centrum Dżakartu. Całe miasto rozciągało się u jej stóp milionem neonów, lamp i ulicznych światełek, stalowych konstrukcji i szklanych wieżowców. Niebo tutaj nigdy nie przybierało granatowej barwy, metropolia żyła całą noc i roztaczała wokół siebie mdłą, wielokolorową łunę. Na swój sposób kochała to miejsce, tętniło energią i nadawało rytm jej życiu, zdawała się sobie być stworzoną dla tej szklano-elektronicznej dżungli, niestety ironia polegała na tym, że zatraciwszy się w nadawaniu prędkości swojej karierze Memengwa nie miała nawet czasu, by przejść się jego ulicami…
Nie miała partnera ani dzieci, Wschodzące Słońce zdominowało jej życie i wyglądało na to, że nadal będzie nim kierowało w najlepsze. Kobieta spojrzała na aparat telefoniczny mrygający czerwoną lampeczką. Co mówił Owlers? Że nie są na bieżąco z informacjami, tak? Westchnęła. Oczywiście, że nie są. Wampiry wyprzedzają ich zawsze o sto kroków, naukowcy byli praktycznie bezsilni i doktor Kay była jedną z niewielu osób, która nie próbowała się oszukiwać, że było inaczej.
Według niej, jeśli naprawdę chcieli cokolwiek ruszyć z badaniami, należało złapać prawdziwego wampira – nie żadne tam podrzędne, dopiero co przemienione ścierwa, które kompletnie nad sobą nie panują. Oni byli nieudanymi tworami, ich kod genetyczny rozsypywał się w mgnieniu oka i umierali na stołach laboratoryjnych zanim specjaliści zdołali cokolwiek zrobić.
Potrzebny był prawdziwy… Memengwa wiedziała to na pewno.
I wiedziała też, jak bardzo pobożne jest życzenie schwytania takiego. Na szczęście nikt jeszcze nie zabronił jej teoretyzować – ot, przywilej naukowca.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 1:08 pm

Lekko przekrzywił głowę, przypatrując się z fascynacją wystawie za cienką szybą - laleczki, robociki i inne zabawki ruszały się, lampki błyszczały kolorowo, wabiąc wzrok - nozdrza Wampira zaczęły pracować intensywnie, jakby chciały poczuć ich zapach, ale nie mogły - wyczuwał tylko spaliny, ludzkie zapachy przeplatane z krwiopijcami, kurz i brud, a mimo to nadal trzymał dłonie oparte na szkle, nadal niemal właził na tą wystawę twarzą, jak ktoś niespełna rozumu, jak ktoś, kto pierwszy raz takie rzeczy widzi. Mniej więcej tak było. Nie to, że był zupełnie nieobeznany z życiem, skądże znowu, jednak jego zatrzymało się na średniowieczu, na czarnej erze ludzkości, kiedy to wampiry były prześladowane, kiedy wirus dopiero zaczynał się rozwijać - od jakiego czasu, skąd się wziął, nie wie nikt i pewnie nigdy nikt się nie dowie. Przynajmniej Sahira jakoś nie szczególnie to interesowało. Wolał poświęcać czas rzeczom ciekawszym, niż ślęczenie nosem w książkach, które i tak prawdopodobnie jego życia nie zmienią. Co innego Jego siostra... Pewnie bez niej w starym zamku nie byłoby nadal czegoś takiego jak 'prysznice', albo 'ubikacja', jak to śmiesznie nazywano - to, co dawała natura, jakoś wystarczało czarnowłosemu w zupełności, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że nie podobają mu się współczesne udogodnienia, na jakie zezwala szybki postęp techniki. Wynalazcy to naprawdę ciekawe istoty! Najbardziej ciekawe jest to, jakim cudem wpadają na pomysły stworzenia czegoś takiego...
Drgnął lekko, kiedy napotkał własne odbicie - nie lubił go, nie lubił luster. Dwie pary lodowato błękitnych, niemal przeźroczystych ocząt łypnęła na niego z czystym zainteresowaniem niewinnego dziecka - och jakże mylne było to złudzenie... Jemu do dziecka było tak daleko, jak tygrysowi do sarny, naturalna różnica między drapieżnikiem i zwierzyną nie była do przeskoczenia - On się nawet nad tym nie zastanawiał. Dla niego było JASNE, że jest na szczycie łańcucha pokarmowego, dla niego było jasne, że ma siłę i żył tak, jak prawo dżungli mówiło.
Przetrwają najsilniejsi.
I najsilniejsi uchowają władzę.
Odkleił się wreszcie od jakże interesujące sklepu z zabawkami i ruszył dalej - czarna koszula, nieco wymemłana, proste, ciemne dżinsy, czarne adidasy - prezentował się całkowicie normalnie... prawdopodobnie inaczej by było, gdyby ściągnął soczewkę z jednego oka, jednakowoż sam już zauważył, że ludzie zaczynają panikować, kiedy podejrzewają w nim wampira - a teraz, pośród cieni wieczoru, miał ochotę po prostu wśród nich pospacerować i poodkrywać, co też nowego sprowadzili do tego zabawowego miasta, zazwyczaj go odstraszającego i odwodzącego od chęci zwiedzania.
Grupka rozchichotanych dziewcząt zaszła mu drogę, zmuszając do gwałtownego zatrzymania - zapewne by na nie wpadł, gdyby nie jego nadnaturalny refleks; rozglądając wciąż na boki był zbyt rozkojarzony, by zważać na otoczenie, wszystko dlatego... Te dziewczęta, w ogóle go nie dostrzegając, weszły do jakiegoś wielkiego, przeszklonego budynku - niby ich tu wiele, jednak fascynacja fascynacją, a chęć poznania była o wiele silniejsza od niego - wszedł za nimi do środka, rozglądając się po holu, jak z jakiejś książki science fiction, czy jak to tam jego siostra nazywała, żywcem wyjętej. Nawet nie próbował robić dobrej miny do złej gry - wsunął dłonie do kieszeni spodni - znów musiał wyglądać jak down, gdy tak badał centymetr po centymetrze sufit, meble... Kwiatki! Podszedł do jednej z roślin, pochylając - wyglądała zdrowo i niezdrowo zarazem... Musiało być jej ciasno w takiej doniczce...
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 1:38 pm

Memengwa w końcu zdecydowała się sięgnąć po słuchawkę telefonu, ale nie po to, by od nowa zadręczać się głosami nawołującymi do pełnienia obowiązków; nie zamierzała już dziś myśleć ani o Owlersie, ani o czwartym laboratorium, miała też głęboko w d... nosie szefa, który w sobotę zamierzał ściągnąć ją z zasłużonego odpoczynku. Wykręciła numer Janeece. Czekała kilka sygnałów, nim przyjaciółka odezwała się po drugiej stronie.
- Cześć, Jane, to ja. Odebrałam twoją wiadomość... ja też za tobą tęsknię, mordko. Tak, wiem... nic na to nie poradzę, praca to praca... no już, nie unoś się tak. Nie, w weekend nie mogę, przełożony będzie mnie molestował. Ale pomyślałam, że może wyszłybyśmy gdzieś dzisiaj? Jutro co prawda też mam robotę, ale... - Ucichła na moment. - Ach. Dobrze, rozumiem. Nie, nic się nie stało. Po prostu to przełożymy...
Uśmiech na pełnych ustach zrzedł i po jeszcze kilku zamienionych zdaniach Kay zakończyła rozmowę. Nie zamierzała jednak siedzieć w domu, już się na to nastawiła. Coś w niej pękło, potrzebowała się wyrwać i poczuć, jak kilka lat wcześniej, gdy życie toczyło się prawie bez snu i na wszystko był czas. Rany, jak dawno to było...
Kobieta rzuciła ręcznik na kanapę i podniosła bardotkę z podłogi, nakładając ją poszła do sypialni, gdzie czekał na nią komandor po brzegi wyładowany ubraniami, na co dzień wygryzanymi przez roboczy kitel. Ubrała resztę bielizny, czerwoną sukienkę do kolan, narzuciła na nią cienki, leisty czarny sweterek i rozpuściła włosy. W lustrze nadal widziała zmęczoną życiem trzydziestolatkę, ale nie było tak źle, jak sobie zwykła wmawiać.
Po wrzuceniu do kopertówki telefonu i portfela opuściła mieszkanie, a potem sennie cichym korytarzem skierowała się do windy.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 2:11 pm

Podobało mu się tutaj, czuł się trochę jak za starych dobrych czasów - bo proszę cię, Memengwo, mówisz, że coś było dawno..? Ha! W takim razie ciekawe jak ten zachwycający się jednym z egzotycznych kwiatów wampir powinien określać czas swej młodości - dawność dawności nie równa, jak się okazuje, wszystko zależy, z jakiej perspektywy na to spojrzymy. Jednak ten 'brak czasu', hmm... Nad tym można przystanąć, śmiało mówiąc, że większość ludzi 'nie ma czasu'. Nie ma czasu na co? Bo tak naprawdę, zastanawiając się nad tym głębiej, życie należy do nas i mamy prawo z nim zrobił to, co nam się podoba, ignorując zasady, ignorując jakieś zależności, ignorując obowiązki, które narzucili nam inni - niech oni sami je przejmą, skoro im zależy, my nie musimy dbać o interesy tych wokół nas, możemy ograniczyć egzystencję do zaspokajania swych potrzeb... A mimo to dobrowolnie często zakładamy sobie kajdany, ograniczamy się, chcąc się jakoś wpasować w społeczeństwo, by ŻYĆ. Jak Ty, dobra kobieto - praca pochłonęła twoje życie i teraz spójrz, dobrze się nie obejrzałaś, a taki jego kawałek przeminął, nim dobrze się obejrzałaś. Śmiertelnicy są tacy biedni... Mają tak mało lat na zrobienie wszystkiego... Gdyby Nailah się zaczął nad tym zastanawiać, zapewne doszedłby do wniosku, że mógłby się popisać gestem i wybić wszystkich do nogi... Chociaż nie, wybaczcie, i tak by tego nie zrobił - dlatego wampiry były trzymane w ryzach, by wszystkich kruchutkich istnień nie wytępiły. Sahir by się okropnie nudził! W jego pamięci dawno zatarła się pamięć o tym, jak to jest być jednym z nich, przyzwyczaił prędko do bycia tym, który karty rozdaje, zazwyczaj dobierane oczywiście przez Avenity... On popisywał się zbytnią beztroską i niedbałością o politykę, jego prawa były naprawdę banalnie proste... Posłuszeństwo, lub śmierć - odnosi się to zarówno do niego, jak i reszty świata. Jeśli ktoś pokona jego, zaakceptuje porażkę i dostosuje, o ile jego siostra pozostanie nietykalna, jednakowoż jak dotąd, od wielu wieków, nie znalazł się taki, który by go powalił na kolana...
Ludzie w holu zaczęli podejrzanie patrzeć na dorosłego mężczyznę, przyglądającemu się każdej doniczce, jakby były ósmymi cudami świata, obsługa apartamentowca chyba zwątpiła, poruszając niespokojnie - nie wydawał się wszak ten kolega niebezpieczny, jednak z drugiej strony takie dziwactwa tutaj...
- Przepraszam pana... - Odezwał się w końcu jeden z ochroniarzy stojących przy drzwiach, powodując, że mężczyzna wyprostował się i obrócił błyskawicznie, dzikie spojrzenie na ewentualnego wroga kierując, cofając tyłem, w kierunku windy... A ta się akurat otworzyła, powodując nieuniknione najwyraźniej zderzenie tego wieczoru z panią naukowiec...
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 2:25 pm

...iii bam!
Kay była tak zajęta grzebaniem w torebce, że wpakowała się wprost w plecy mężczyzny. Zaskoczona, przez chwilę nie widziała niczego poza jego czarną koszulą. Memengwa odruchowo sięgnęła dłonią do łopatek osobnika, chcąc się odsunąć, ale zażenowanie z powodu wpadki dziwnie spowolniło jej ruchy. Na domiar złego paski kopertówki zsunęły się z jej ramion i torebka upadła na podłogę windy.
- Au... rany, przepraszam pana - Sahir usłyszał znów, tym razem z ust kobiety za swoimi plecami.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 2:44 pm

Drapieżnik otoczony? Ojojoj, to niedobrze, to bardzo źle wróży, sprowadza do dziwnych, nieprzewidzianych przez ludzi, bo niepojętych, zachowań. Tak by było, gdybyś uznawał te istoty za niebezpieczne - no dobrze, niebezpieczne były, ale jeszcze nie były świadome tego, jak skutecznie wampira skrzywdzić, więc nie byli w stanie jakoś bardzo Ci zaszkodzić. Toteż zachował spokój, choć postronnie na to nie wyglądało - wyglądasz raczej jak ktoś będący kłębkiem nerwów - ledwo poczułeś, jak ktoś, ciepłe, miękkie ciało, się od ciebie odbija, a już odsunąłeś się w tył, na nowo obracając o 180 stopni, by znaleźć tym razem przodem do nieznajomej i tyłem do tego mężczyzny w czarnym wdzianku, by kolejny raz usłyszeć ten sam tekst, jeno w zupełnie innym kontekście - podświadomość podpowiadała, że wolałeś ją słyszeć właśnie w tym, nie tak, jak to wymawiał tamten ludzki goryl. Zrobiłeś jeszcze jeden krok w tył, z niemym zainteresowaniem przyglądając tej nowej istotce. Ach, no tak, to, w czym stała, chyba się nazywało windom!
- Niezdara. - Prychnął, uśmiechając się, nieco ironicznie, rozbawiony - pozę miał iście szarmancką, prezentując sobą zupełny brak przejęcia tym, co pomyślą inni, niosąc ze sobą siłę, wyraźnie od niego bijącą, a jednocześnie zupełnie niewymuszoną - nawet w jego spojrzeniu, w tej parze przenikliwym, zamrażających oczu było to... coś czuć.
Zjechał oczyma na torebkę niewiasty, która upadła, jednak nie schylił się, żeby ją podnieść, czy też jej pomóc - skądże znowu, niby dlaczego miałby to robić..?
Kilka wampirów, które przewinęły się przez hol, obeszły go z daleka, z wyraźnym przestrachem w oczach - swój swego wyczuje, swój wie, kto tu jest Panem. Tylko ci ludzie wciąż byli jacyś tacy ułomni i nie mogli się ciągle rozwinąć - biedni... Mógłby im chyba nawet współczuć, gdyby posiadał tak marne uczucia - na szczęście był ich całkowicie pozbawiony.
Ochroniarz cofnął się, widząc, że zachodzi jakaś interakcja między tym dziwakiem, a mieszkanką apartamentu - nie bardzo wiedział, czy teraz winien się wtrącać, czy może raczej pozostać na uboczu - na dobry początek wybierał to drugie, lepiej chwilę jeszcze poobserwować, dać się sytuacji rozwinąć - okazało się wszak, że czarnowłosy potrafi mówić, więc chyba aż taki upośledzony nie jest... A może to... wampir? Bogu winny ochroniarz nawet nie chciał brać tej możliwości pod uwagę. Tak, właśnie - LUDZIE. Woleli udawać, że chodzą jedynie między swoimi, tylko dzięki temu chyba jeszcze trzymali swe umysły w ryzach i nie dali się pożreć panice. Drugiemu ich największemu wrogowi zaraz po krwiopijcach.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 3:07 pm

Już miała się schylać po torebkę, kiedy mężczyzna się odezwał. Ho, i to jak odezwał! Cholerny ważniak.
- Przyganiał kocioł garnkowi - fuknęła, podnosząc na niego wzrok. I wówczas zamarła.
Facet uśmiechał się w taki sposób, że nie do końca wiedziała, czy powinna się na niego burmuszyć w dalszym ciągu, czy dać się urzec, odpuścić i po prostu go wyminąć, by pójść swoją drogą. Kay wodziła wzrokiem po jego twarzy, nie było możliwości, by niezwykle intensywny kolor oczu nie zwrócił jej uwagi. To "coś", co podobno w nim było - rzeczywiście działało. I to ostro, lecz bynajmniej nie na poziomie ludzko-wampirzym, gdyż nawet jeśli Memengwa wiedziała o wampirach znacznie więcej niż statystyczny cywil, wciąż była tylko człowiekiem.
Za to była kobietą. I to taką, którą szarmanckość czasami ujmowała.
Los nie dał jej wiele czasu na zlustrowanie nieznajomego, bo winda zrobiła dźwięczne DING! i drzwi zaczęły się zasuwać.
- Kurwa... stój! - warknęła do maszyny, wskakując z powrotem do środka. - Proszę zatrzymać drzwi! - rzuciła błagalnie w stronę Sahira. Musiała pozbierać z podłogi rzeczy, które wysypały się z torebki, a naprawdę nie miała ochoty jechać z powrotem czternaście pięter w górę.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 3:21 pm

Och, och, jaka odważna pani, no proszę - to jedynie sprowokowało, by w jego zimnych tęczówkach zabłyszczało kilka więcej iskierek, które trudno było zakwalifikować do 'drapieżnych' i 'figlarnych', więc zawieszały gdzieś pomiędzy, dając idealną kombinację do jego uczuć - nigdy nie był jakiś szczególnie dobry w udawaniu, w ukrywaniu uczuć, zawsze je ukazywał, ujawniał, wiedząc, że nie ma sensu się z nimi męczyć - nie miał najmniejszej na to ochoty. Skoro jest zły, był zły, skoro miał dobry humor, jak teraz, to miał dobry humor - i po co tworzyć wokół siebie iluzję tego, że jest inaczej? Nigdy takiego rozumowania nie pojmował. Zresztą, umówmy się, zbyt prosty był, by grać takie teatrzyki. Heh, prosty, też mi dobry żart... Dzikus, którego tworzyło w całość miliardy maleńkich układanek, a jednocześnie którego prowadziły najczystsze instynkty - to chyba właśnie sprawiało, że rzadko kto potrafił pojąć, już pomijając, że nie próbowali...
- To twoja wina, że wysiadłaś z windy akurat wtedy, kiedy się cofnąłem. - Odpowiedział spokojnie, gładko, nawet przez chwilę nie myśląc nad tym, co powiedzieć winien. Przedrzeźniał się, czy naprawdę tak myślał? - I znowu odpowiedź byłaby banalna, gdyby nie fakt, że ludzka psychika zbyt często próbowała doszukiwać się w rzeczach tego, czego w nich nie było...
Oczy się spotkały, czarnowłosy zdawał się nawet nie mrugać - prześwietlał kobietę na wylot, nie mając przed tym żadnych uprzedzeń - wydawała mu się ładna... Miłe ukoronowanie dzisiejszych przeszukiwań tej ludzko-wampirzej dżungli.
Zrobił jeden, może ze dwa, albo trzy, większe kroki do windy i wsunął pomiędzy zasuwające się drzwi dłonie, blokując je - winda znów zadzwoniła tą śmieszną melodyjkę, wyjątkowo ładną, jak na ucho Sahira, była taka gładka, jak jedwab, muskała czuły słuch jak muśnięcia motylich skrzydeł. Od razu pomyślał, że musi zapytać Avenity, czy mogą zainstalować taką windę w zamku... Drzwi rozsunęły się - mężczyzna niedbale opadł łopatkami na jedną ze stron, z których się wysuwały, zaplatając lekko ręce na klatce piersiowej i przymyknął oczy z wyraźnym samozadowoleniem na twarzy.
- Mówiłem... niezdara. - Powtórzył cierpliwie, najwyraźniej już sobie o tej niewieście opinię wyrabiając. - Zawsze mówisz do windy?
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 3:40 pm

Kay prawie mu uwierzyła i prawie zaczęło jej się robić głupio. Nie wierzyła w bogów, ale najwyraźniej jakaś siła wyższa chciała dać jej znać, że nie powinna dziś wychodzić z domu. I co jeszcze? Może w ogóle nie powinna nigdzie wychodzić? Zamieszkać w laboratorium, budzić się w otoczeniu sterylnie białych kafli i zasypiać otulona zapachem chemicznych katalizatorów? Przecież już prawie prowadziła ten tryb życia, nie byłoby to dla niej wielką zmianą, a przynajmniej takie głupie pomysły, jak wychodzenie na miasto by napić się i z kimś porozmawiać, nie przychodziłby jej do głowy. Za towarzyszy miałaby karaluchy z dna szybu wentylacyjnego, woźnych z kanciapy i nocne sprzątaczki, nie musiałaby się ośmieszać przed nikim czarującym.
- Czasem mam dzień dobroci dla techniki - odpowiedziała, nerwowo wrzucając do kopertówki klucze, szminkę, flakonik perfum i spory rozkładany scyzoryk. W jej przyjemnie niskim głosie, tak jak w ruchach, również przejawiało się napięcie.
Kobieta w końcu zasunęła zamek klapy torebki i wstała z kucek, szybko poprawiła podwiniętą sukienkę, wygładziła włosy. - Dziękuję. - Uśmiechnęła się nieznacznie do bruneta, zamierzając tym razem ominąć go szerokim łukiem przy wychodzeniu z windy, by nawet go nie musnąć. Chciała jak najszybciej zniknąć z holu i usiąść spokojnie w jakimś lokalu, zanim naprawdę uwierzy, że jakakolwiek rozrywka i relaks nie są jej pisane i powinna wrócić do mieszkania by tkwić w nim samotnie jak księżniczka piczniejąca w wieży. - I przepraszam za kłopot, już mnie nie ma...
Tylko czy potrafiłaby minąć go i nie obejrzeć się za siebie po paru krokach?
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 4:02 pm

Szminka, perfumy, klucze, portfel, takie rzeczy codziennego użytku - tylko ten scyzoryk nie był raczej kobiecy... Czy patrzył na to, co robi? Oczywiście - spod na wpół przymkniętych powiek spoglądał na napięte mięśnie kobiety, jej ruchy, podwijającą się sukienkę obnażającą kuszące uda - hmmm, chyba mógłby się nawet pokusić na spędzenie z nią wieczoru... a przynajmniej na razie, skoro i tak nie miał nic ambitniejszego do roboty. Wydawała się bardzo apetycznie pachnieć, choć zapach ten ukrywała pod perfumami - nie lubił perfum. Przesiąknięte były chemikaliami, które drażniły jego czuły węch, poza tym maskowały to, co jego zdaniem powinno się było czuć zawsze - woń naturalną. Tylko co ludzie mogli o tym niby wiedzieć... Ona chyba też nie rozumiała...
- Wyzywają ją od kurtyzan..? Rzeczywiście dobry dzień... - Kiedy go już minęła, wychodząc na korytarz, również i on z windy wyszedł - reszta mieszkańców tegoż przybytku najwyraźniej się zaczynała niecierpliwić... Nie minął nawet ułamek sekundy, gdy znalazł się przy jej boku, gdy zaplótł jej rękę ze swoją, najwyraźniej nie mając nawet zamiaru się pytać bezimiennej, czy ma ochotę mu potowarzyszyć - upatrzył sobie ją, wpadła na nią, tak więc pech (a może szczęście) sprawił, iż na jego towarzystwo została skazana... Na jak długo to się dopiero okaże...
- Hmm..? Wydawało mi się, że tylko wampiry potrafią znikać... - Znów ten sam gest, trochę ptasi, można by rzec, przechylenia głowę na ramię w zastanowieniu. - Najwyraźniej niewiasty prędko się uczą. - Uśmiechnął się drapieżnie, spoglądając na nią kątem oka, z góry siłą rzeczy - Sahir nie należał do niskich mężczyzn. - Jednak najpierw chyba na twoim miejscu popracowałbym nad koordynacją... Mam nadzieję, że chociaż na prostej drodze się nie wywracasz, inaczej byłbym zmuszony prowadzić cię tak całą drogę, dokądkolwiek by ona nie powiodła.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 4:25 pm

Memengwa odczekała, aż wyszli na zewnątrz i dopiero wtedy uprzejmie wysunęła rękę z tego poufałego uścisku. Lata pracy w charakterze prawie że urzędniczym nauczyły ją utrzymywać chłodny dystans wobec ludzi, na dodatek była już trochę za stara na to, by na takie gesty pąsowieć jak trzynastoletnia dzierlatka. No, przynajmniej gdy była trzeźwa... Czemu nie wyrwała więc dłoni od razu? Proste. Widziała, jak znani jej nierzadko z nazwiska ochroniarze podejrzliwie spoglądają na czarnowłosego, a Kay wolała, by nie wywiązała się tam żadna awantura, wszystko jedno, czyim zwycięstwem miałaby się zakończyć. Naprawdę nie chciała, by łączono ją z jakimikolwiek awanturami. W budynku mieszkało ponad tysiąc osób, nawet nie wszyscy sąsiedzi z jej piętra kojarzyli ją z twarzy, ale Kay naprawdę nie zależało na rozgłosie. To chyba logiczne, biorąc pod uwagę to, czym się zajmowała i jaką tajemnicą były objęte jej badania.
- Widzę, że strasznie się do tego palisz, niezależnie od mojej koordynacji... - Uśmiechnęła się trochę zadziornie, spojrzeniem delikatnie prowokując do dalszej wymiany żarcików i kąśliwości, z drugiej jednak strony odsuwając się odrobinę i splatając ręce na piersiach. Demonstrowała sprzeczną postawę, musiała wybadać nowego towarzysza nie tracąc czujności.
Szli chodnikiem wzdłuż ruchliwej i wciąż głośnej 56., pod czujnym okiem latarni, pulsujących jaskrawo szyldów i rozbawionych młodych ludzi, którzy dopiero o tej porze zaczynali prawdziwe życie. Prawie jak wampiry. Tyle, że część z nich na pewno będzie na tyle nieostrożna, że stanie się ofiarami krwiopijców. - Nie pomyliłeś aby kierunków? Zdaje mi się, że usilnie chciałeś dostać się do windy, a teraz chcesz mnie oprowadzać po mieście? Jeszcze pomyślę, że zjawiłeś się tam specjalnie, żeby mnie wybawić tego wieczoru - roześmiała się.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 4:36 pm

- Skądże znowu, po prostu mniej wysiłku kosztuje to, niż zbieranie takiej z ziemi. - Odpowiedział, nie mając nic przeciwko dystansowi, który zwiększyła między nimi, kiedy tylko wyszli z hotelu - obejrzał się na szklane drzwi, zapisując sobie w fotogenicznej pamięci obrazy tych kwiatów, żeby potem wypytać o nią swoją mądrą siostrę. Mógłby spróbować poszukać w tym, co ludzie nazywają 'internetem', ale tego wynalazku akurat nie lubił - za łatwo było mu się tam zgubić, a ponad to nie dało się tam niczego dotknąć, co to za przyjemność? Niech sobie komputery istnieją, ale raczej z dala od niego - on wolał się bawić w świecie rzeczywistym, który dawał mu przynajmniej satysfakcję namacalną z jakichś osiągnięć.
- Nie korzystam z wind. - Odparł zgodnie z prawdą - do, owszem, ta muzyczka była fajna, ale przestrzeń w tym zmyślnym urządzeniu jak dla niego była stanowczo za mała, klaustrofobiczna wręcz. - Gdybym chciał się zamykać w klatce znalazłbym jakąś wygodniejszą. - Jego psychika zwyczajnie kiepsko znosiła ciasne, zamknięte pomieszczenia - on musiał mieć wokół siebie wiele miejsca, lasy, puszcze, pola, łąki... Dzicz. - Wybawić od czego? Od nudy codziennego życia? - Zapytał z rozbawieniem, znów na nią spoglądając, jakby była wyjątkowo ciekawym, wprawiającym w pozytywny nastrój obiektem godnym, by na nim zawiesić męskie oko. - Chodzenie po nocach jest raczej niebezpieczne.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 4:59 pm

- Nie wiem, skąd się urwałeś... - Wpatrzyła się w niego z uwagą i przez chwilę szła tak, ani na sekundę nie spuszczając z mężczyzny oka. A wyszła przecież specjalnie po to, by mieć w czym przebierać! By cieszyć oko rozmaitością kształtów, mnogością twarzy, charakterów i zachowań. Tymczasem wystarczyło tylko wyściubić nos z pokoju i już zdobyła towarzysza, z którym wyszła z apartamentu, jakby znali się od lat. - To jest Dżakart. To miasto dawno ujarzmiło noc.
Oczywiście Sahir miał rację, na ulicach aż roiło się od członków gangów, narkotykowych karteli, kurew, przemytników, złodziei i zwykłych szczeniaków, którym straszliwie nudziło się w życiu, dlatego po pijaku byli zdolni do wszystkiego, bo niczego więcej już nie mogli stracić. Ale tak było niemal w każdym mieście. To były "uroki" cywilizacji. Anonimowość zapewniała jako takie bezpieczeństwo, póki nie interesowałeś się sprawami innych, inni też nie interesowali się tobą. Chyba, że byli wampirami. Ale o tym... o tym na razie nie chcieliśmy ani myśleć, ani rozmawiać. Niech nieznajomy sądzi o Kay co tylko zechce - i tak byli tylko "przyjaciółmi" na dwa kwadranse i wkrótce się rozstaną, jego opinia na dłuższą metę nie grała wielkiej roli - dziś Memengwa chciała udawać, że cała ta afera z wirusem w ogóle jej nie obchodzi, że wszystkie problemy można zamieść pod dywan. Wszystkie. Nawet te, które tak naprawdę stanowiły główny ośrodek, wokół którego kręciło się całe jej życie.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 5:15 pm

Skąd się urwał..? No skąd? Jakim cudem żeś postawił swą stopę w tym zapyziałym, stanowczo do ciebie nie pasującym mieście? Wzniósł oczy ku niebu niemal całkowicie przysłoniętemu wieżowcami i nieco skrzywił, nie mogąc dostrzec gwiazd - uroki tego wszystkiego były właśnie takie - albo świeże powietrze, cisza i pustka, albo wszyscy wszędzie, jeden na drugim, choć lawirowałeś między przechodniami tak, że oni nawet milimetrem szaty się o ciebie nie ocierali - zupełnie podświadomie. Nie musiałeś na nich patrzeć - obserwować trzeba zwierzęta, by czytać z mowy ich ciała, ludzi nie trzeba - idą po prostu przed siebie i często nawet nie patrzą - dzisiaj i tobie się to parę razy zdarzyło, takie zbyt wielkie zamknięcie w swoim świecie i jednocześnie odcięcie od rzeczywistości.
- Większość by powiedziała, że z dziczy. - Oznajmił w końcu, znajdując stosunkowo optymalną odpowiedź na to pytanie i zagadkowo uśmiechając. - A Ty skąd się urwałaś? - Odpłacił pięknym za nadobne, nawet ciekaw odpowiedzi i tego, co mogłaby mu powiedzieć. - Nic i nikt nie jest w stanie ujarzmić nocy... Chyba że ja. - Jego uśmiech zdradzał pewność siebie - nie pychę, nie dumę, tylko wciąż tą samą, niebezpieczną i silną zarazem aurę wokół niego krążącą - tak, nawet chód miał taki, sposób poruszania się pantery, która mimo nie napinania mięśni prezentuje się doskonale ze swą całą, żelazną sylwetką, ze swymi kocimi ruchami, ze świadomością, że ona jest tutaj Panem.
Władcą Nocy, któremu nie można odmawiać, by nie skończyć w krainie Hadesa.
- Zdradzisz mi może co to za fikuśne rośliny uwięzili w tamtym holu? - Będziesz musiał takie zasadzić w ogrodzie... Były piękne!
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 8:59 pm

"On mógłby ujarzmić noc..." W umyśle Memengwy zapaliło się coś w rodzaju ostrzegawczej lampeczki. Mogło być tak, że mężczyzna był po prostu śmiały i flirtował z nią w ten sposób, byli przecież dorośli, a rozmowy dorosłych zazwyczaj przesiąkały do suchej nitki łóżkowymi podtekstami i kto wie, kto wie czy Kay nie wolałaby, żeby tak właśnie było... niestety, coś ją tknęło. Hmm, pewnie to dlatego, że nie miała o sobie zbyt wysokiego mniemania jeśli chodziło o cieplejsze kontakty z płcią przeciwną - tak, może to było to? Może...? Może.
Zadał jej dwa pytania, zastanawiała się zatem przez moment, na które odpowiedzieć najpierw. Może weźmy to o roślinach.
- Które? Pełno tam tego... to najbliżej windy to chyba bromelia, pytałam o nią kiedyś dozorcę... ale dla mnie i tak wszystko to "palmy". - Uśmiechnęła się krzywo. W swoim mieszkaniu nie hodowała żadnych roślin, nie miała do tego ani ręki, ani czasu. Chociaż sądziła, że to niemożliwe, kiedyś udało jej się nawet wysuszyć kaktus i odtąd kwiaty podziwiała wyłącznie dwa razy dziennie, to jest przechodząc przez hol w drodze do- i z instytutu.
Właśnie minęli rozłożone na chodniku kartony, tańczący na nich dwaj Mulaci kojarzyli się Kay z paralitykami. Przystanęła nawet na chwilę i przyjrzała się ich "kreatywnej" choreografii.
- Ja też jestem z dziczy. Tylko tej miejskiej.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 9:28 pm

Och i słusznie, i słusznie - instynkt samozachowawczy działa - powinnaś go wykorzystać i uciekać... Dopóki był ku temu czas i okazja. W tłumie wampira o wiele łatwiej zgubić, o ile za szybko by się nie zorientował, co też jego towarzyszka by knuła - za dużo tu hałasu, kolorów, blasków, za dużo zapachów i za ciężko biec - przynajmniej tak, żeby zaraz wszyscy wokół nie wrzeszczeli, że wampir jest wśród nich, bo to by już było problematyczne. Poradzić sobie z ludźmi nieuzbrojonymi to nie problem - poradzić sobie z całą ekipą milicji i cholera wie, co jeszcze, no cóż, to już stanowiło lekki dyskomfort i fizyczny i psychiczny. Pod warunkiem, że udałoby się wampirowi z tych szponów wtedy wyrwać, bo to też jest kwestia konieczna do rozpatrzenia. Tymczasem drapieżnik wciąż cię obserwuję, droga pani, każdy twój ruch, gest, każde mignięcie światełka w oczach, które mogło go poinformować o zmianie nastawienia - a akurat intuicję miał iście... zwierzęcą, hehe...
- Palmy... - Powtórzył z roztargnieniem, zapisując sobie to dziwnie brzmiące słowo w pamięci, chyba gdzieś je już słyszał, może nawet widział gdzieś obrazek, czy zdjęcie tych roślin - no nic, wypyta osoby bardziej kompetentne w tym temacie od niego, on sobie głowy pierdołami zaprzątać nie musiał, dość niecnie wykorzystując swoją pozycję w takich wypadkach.
Ciekawe swoją drogą co byś zrobiła, gdybyś wiedziała, że masz przy sobie jednego z najstarszych aktualnie wampirów..? Samego ich władcę, istotę, która ma najczystszą krew z tych wszystkich podrzędnych? Bardzo, bardzo ciekawe... A on wcale nie miał na myśli łóżkowych igraszek. Stwierdził dla niego oczywisty fakt. Jeżeli już ktokolwiek miałby panować nad nocą, to tylko On. Dopóki ktoś mu nie zabierze ostatniego tchu, powalając na łopatki.
- Lubisz tą 'miejską dzicz'? Wydaje się, że nigdzie nie można się czuć tak samotnie, jak właśnie w niej. - To, co powiedział, lekko nie pasowało do tonu - rzucił swoim spostrzeżeniem, które przyszło już dawno temu całkiem naturalnie, bynajmniej nie dlatego, że sam czuł się samotny. Widział, co się dzieje z ludźmi w niej. W głuszy nigdy żadne zwierze samotnym nie było - tylko jeśli było zbyt słabe i odłączało się od stada, ale wtedy zostawało szybko pożerane i jej trud się kończył. Po prostu natura, poukładana i zrównoważona. Zaś to, co teraz wokół niego się działo? Chaos, czysty, drażniący, spychający w głąb siebie chaos.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 10:17 pm

Nie do końca było tak, jak myślał. W tym chaosie też była metoda. Tutaj, podobnie jak w naturze, przetrwać mogli tylko najsilniejsi, najbardziej pomysłowi, najbardziej cwani, najbardziej przedsiębiorczy i najbardziej brutalni... tak samo jak w naturze, tutaj też bywało, że to drapieżnik stawał się ofiarą. Byli wykorzystujący i wykorzystywani, napastujący i napastowani. Walczący o władzę - i walczący o przeżycie. Czy to nie brzmiało znajomo?
- Może masz rację - odparła. Ciemnoskóry chłopak skończył podrygiwać, uśmiechnął się do niej i wystawił "piątkę" do przybicia, kobieta odwzajemniła ten gest i wtedy ruszyła w dalszą drogę, uprzednio sprawdziła jeszcze, czy rozmówca dalej jej towarzyszy. - Ja jednak nie narzekam. Okoliczności takie jak ta dziś zdarzają mi się wyjątkowo rzadko... - Pewnie to i dobrze. Chyba nie polubiłaby wpadania na kogoś przy windzie gdyby zdarzało się to częściej, poza tym te słowa miały podwójne znaczenie na wypadek, gdyby "kolega" był pospolitym rzezimieszkiem i zasadzał się na samotną kobietę. Możecie się śmiać, ale bądźmy realistami! Chyba możliwość bycia okradzionym przychodzi do głowy wcześniej, niż możliwość bycia pożywką dla wampira. Ostrożność i przezorność to nie to samo co paranoja. - Masz jakieś plany na ten wieczór...? Czy będziesz się błąkał po dżungli, której tak nie lubisz?
Zachowywała się niewinnie. Badała go, oczywiście, ale nie wyglądało to podejrzanie, lecz całkiem naturalnie.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 10:41 pm

Gdy się zatrzymali przy dziwnie ruszającym się mężczyźnie, Sahirowi przyszło do głowy porównanie z przedagonalnymi ruchami, kiedy już stworzenie wyziera ducha, zaatakowane znienacka, kiedy nawet nie zdążyło wpoić sobie do świadomości tego, że umiera, a już było trupem - wtedy niektóre też się tak trzęsły - ale ten gość był jak najbardziej żywy, w dodatku wszystko wskazywało na to, że przechodniom się to podoba. Taniec - tak to nazywano, taniec... Po co to komu? Tak samo dziwne jak komputer, zresztą wiele zachowań budziły w nim często niechęć, jeśli po prostu nie odrzucały - jednak większość po prostu dziwiła, ponieważ nie potrafił ich sobie sensownie wytłumaczyć. Można by się pokusić o nazwanie go niedorozwiniętym i nie było to tak strasznie mylne - czarnowłosy nie miał szansy na rozwój, urodził się właśnie w takiej miastowej dżungli, właśnie tam musiał walczyć o życie swoje i swojej siostry, oddając jej wszystko, co miał, byle jej się dobrze żyło. Jego ukochana, Jego Boginii...
Nie skinął nawet głową, by potwierdzić te pozyskane informacje - przystanął nieco dłużej przy tancerzu, niż powinien, ale warto było - taki pocieszny człowieczek, no... Wampiry też tańczyły, ale Ty naprawdę nigdy tym zainteresowany nie byłeś, jakimiś pląsami takimi dziwnymi...
Dołączyłeś prędko do swojej rozmówczyni - znowu rozpraszało go wszystko wokół, znowu podziwiał to, czego w sumie rzeczywiście nie lubił - to nie przeszkadzało wcale w tym, żeby wydawało się ładnym i wodzącym na pokuszenie.
- Moim planem było błąkanie się po dżungli i postraszyć trochę noc... - Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając w oczy kobiety. - I przez przypadek wpadłem na panią... Sahir Nailah, miło mi panią poznać. - Wyciągnął dłoń w jej kierunku, jak to wszyscy cywilizowani mieli w zwyczaju... I nie wahał ani przez chwilę przedstawić swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, jakoś nie biorąc pod uwagę faktu, że może mieć do czynienia z kimś, kto pochodzi z Wschodzącego Słońca i komu miano Władcy Nocy obić się o uszy musiało...
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 11:06 pm

Dopiero teraz Kay drgnęła, natomiast niekoniecznie w sposób, w jaki zrobiłaby to osoba pragnąca coś ukryć. Nie było żadnych błysków w oczach, żadnych niekontrolowanych ruchów mięśni twarzy - tylko jej ładnie ukształtowane, ciemne brwi powędrowały do góry.
- Piękne imię - przyznała z niekłamanym podziwem wymalowanym na twarzy. Patrzyła mu prosto w oczy, chyba trochę bezczelnie, ale co mogła poradzić? Przyciągały. Były zbyt jasne jak na oceaniczną toń, a i tak miało się ochotę w nich zatracić. - Sahir... Brzmi tak egzotycznie. Chyba jednak nie kłamałeś o tej dziczy, kto by pomyślał... - uśmiechnęła się do niego promiennie, z subtelną, nienachalną kokieterią. Potem uścisnęła delikatnie jego rękę, troszkę za bardzo oficjalnie, tak już miała w zwyczaju, i przedstawiła się po swojemu: - Znajomi mówią mi Menny. Mnie również jest miło, ale byłoby jeszcze milej, gdybyś... zgodził się na drinka parę przecznic stąd.
Pozwoliła sobie jeszcze chwilę trzymać jego palce w swoich, jakby to miało mu ułatwić decyzję. Niekoniecznie musiało podziałać... ale co sobie podotyka, to jej.
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 05, 2013 11:29 pm

- Nie mam powodów, by kłamać. - Powiedział z rozbawieniem, rzeczywiście takowych nie widząc - wszak to tak samo jak z ukrywaniem emocji... Był szczery do bólu i to raczej nie należało do wad... chyba że ktoś wolał żyć pięknym kłamstwem, bo i tacy bywali - w sumie ludzie w naturze mieli oszukiwanie samych siebie i wszystkich wokół - to chyba przez rozwój... to chyba dlatego, że był to ich swoisty mechanizm obronny przed samym sobą i wszystkimi wokół.
Telefon w jego kieszeni zaczął wibrować i drzeć przy okazji niemiłosiernie, co w tym tłumie i w tym hałasie aż tak dobrze słyszalne nie było - zatrzymał się i cofnął swoją dłoń z jej palców, sięgając po to kolejne drażniące, ale ułatwiające życie urządzenie.
- Ta? - Jego ton jawnie wskazywał na to, że w krótkim "ta" kryło się: 'po chuj dzwonisz, skoro nie chcę cię słyszeć?', roztargnione, wyraźnie trafiony nie w czas telefon, przeszkadzający temu, który zmuszony był odebrać w rozmowie... Odszedł kilka kroków, zakładając dłoń na zgięcie w łokciu, stojąc jednak do Menny przodem w wystarczającej odległości, mówiąc w odpowiedniej tonacji, by ta nie słyszała, co mówi.
- Niestety praca wzywa... Wybacz... - Mruknął, wyraźnie niezadowolony z faktu, że już zostawał stąd wypędzany. - Wpadnę na ciebie w windzie za  parę dni. - Ukłonił się dwornie. - Tylko nie upuść znowu torebki! - Rzucił, kiedy już odchodził, unosząc w pożegnalnym geście dłoń.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Pią Wrz 06, 2013 12:03 am

- Postaram się na ciebie nie władować... - uśmiechnęła się na poły smutnawo z powodu odrzuconej propozycji. Nieudany podryw, cóż, bywa i tak.
Te kłamstwa... życie nimi doktor Kay wcale nie wydawało się przyjemne. Niestety, wybrała taką ścieżkę w życiu, ze musiała pogodzić się z sekretami, zarówno tymi, które sama zmuszona była roztaczać wokół siebie jak i z tymi, które inni utrzymywali przed nią. Tak funkcjonowało się we Wschodzącym Słońcu, rola naukowiec była zbyt ważna, by mogła sobie pozwolić na zignorowanie tajemnicy zawodowej i na ujawnienie wszystkich swoich kart. Chodziło o bezpieczeństwo, o jej życie i zdrowie, nie o samą przyjemność kłamania. Traktowała to jako rzemiosło. Część pracy, czasami zupełnie nieodzowną... Nic osobistego.
Memengwa, rzeczywiście przez bliskich zwana Menny (w tym wypadku nie oszukiwała) stała w miejscu, dopóki Sahir nie zniknął jej na dobre z pola widzenia i jeszcze kilka chwil dłużej, tak dla pewności. Wtedy skręciła w prawo, doszła do końca wąskiej, śmierdzącej uliczki pomiędzy blokami i ponownie wybrała prawo - w ten mylący sposób zawróciła. Kierowała się z powrotem do apartamentowca.
Serce waliło jej jak młotem, prawie zagłuszało głośny stukot wysokich obcasów na betonie. Doktor Kay niemalże biegła, w myślach mając tylko jedno dźwięczące echem słowo: Nailah. Już kilka razy słyszała to nazwisko, w bardzo rożnych sytuacjach, lecz zawsze w jednym, tym samym kontekście. Chryste, co za ulga, że ten cholerny telefon zadzwonił właśnie w tym momencie! Gdyby udali się razem do pubu, Kay mogłaby się w końcu zdradzić z emocjami... W jej głowie panował teraz taki mętlik, że nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Dzwonić do szefa, złożyć raport i zlecić sprawdzenie kartoteki? Czy zostawić tę sprawę nierozdmuchaną we własnych rękach? Może w ogóle nie powinna wracać do mieszkania? Co jeśli Sahir wcale nie wpadł na nią przypadkiem? Wtedy mogłoby się okazać, że dom już jest obserwowany i obstawiony i ze schronienia w każdej chwili może przerodzić się w pułapkę. Co robić, co robić, co robić...?
Kay wyjęła komórkę i drżącymi palcami wybrała z listy kontaktów numer matki. Była ona jedną z bardzo niewielu osób, które absolutnie nie były związane z organizacją ani z instytutem badawczym. I jedyną na tyle bliską, by móc szukać u niej schronienia do czasu uporządkowania myśli czy rozeznania się w sytuacji.
- Mamo...? Przepraszam, że dzwonię tak późno. Przyjedź po mnie na pięćdziesiątą piątą, za apartamentowcem. Po prostu przyjedź. Później wyjaśnię, a teraz proszę, proszę cię, pospiesz się...

[z/t]
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 12, 2013 9:27 pm

Po dwóch godzinach przedzierania się przez pola, lasek i przedmieścia, obierając różne metody transportu, włączając w to podróż wątpliwego zaufania autostopem i rundę po mieście wieczornym autobusem, Memengwa dotarła do apartamentowca. Przemoczona, z utytłanymi do kolan nogawkami wyglądała jak siedem nieszczęść, nie było sposobu, by nie zwróciła na siebie uwagi, mimo że hol pokonała spokojnie, nie biegnąc, a jadąc na górę wcisnęła się w sam kąt windy i starała się zakryć nogi sporą torbą. Wystarczyło jednak, że wysiadła na pustym korytarzu czternastego piętra, by puściła się biegiem do swojego mieszkania. Wpadła do niego jak burza, od razu kierując swoje kroki do sypialni, z rozmachem otworzyła przesuwane drzwi potężnego komandora i z dolnej półki wyciągnęła walizkę na kółkach oraz miękką torbę podróżną. Z torbą popędziła do łazienki. Omiotła pomieszczenie prędkim spojrzeniem, od razu robiąc rachunek, co musi koniecznie zabrać, a co może pozostać w mieszkaniu i poczekać na sprzątnięcie przez służbę za dwa dni. Wrzuciła do saku szczotkę do włosów, do zębów, kusy szlafrok z inicjałami na metce i mały ręcznik, z apteczki jednym ruchem zgarnęła wszystkie leki. Resztę kosmetyków i artykułów chemicznych zostawiła na swoich miejscach i pobiegła z powrotem do sypialni.
Teraz w ruch poszła walizka, Kay włożyła do niej całą bieliznę, kilka ulubionych ubrań z wieszaków i mundurki, które nosiła w pracy. Nie zapomniała o odpięciu metalowej wizytówki z żakietu a także o małym pudełku z pamiątkami, które leżało na górnej półce. Z szuflady komody wyjęła wszystkie dokumenty, zarówno te z jej prawdziwym nazwiskiem, jak i z fałszywymi, które to otrzymała od Wschodzącego Słońca zupełnie jakby była ważnym agentem i jakby doskonale przewidzieli, że nadejdzie moment, w którym naukowiec będzie musiała się kryć. Wszelkie wizytówki, karty bankomatowe (i tak pewnie ich już nie użyje), prywatną korespondencję, rachunki, teczkę z dokumentacją instytutu – wszystko powędrowało do torby, niestety stale zyskującej na wadze. Jeszcze kilka takich niezbędnych „drobiazgów” i Menny nie będzie w stanie wyjść z domu z tak nieporęcznym bagażem.
Szybciej, szybciej. Pościeli nie musiała ruszać. Butów również nie. Pochwyciła z szafki nocnej tylko dwie leżące na niej książki medyczne i, zgasiwszy światło, wyszła do salonu.
Tutaj niestety musiała zastanowić się poważniej, ponieważ chociaż Kay unikała przepychu i jej mieszkanie wyglądało raczej surowo, to jednak stało tu kilka przedmiotów, które były pamiątkami po rodzinie, oraz trzy ramki ze zdjęciami, na których uwieczniono ją z matką, ojcem oraz współpracownikami. Problem w tym, że nie mogła ze sobą targać każdego najmniejszego badziewia, wiedziała, że to by ją spowolniło, a poza tym nie była przecież aż tak sentymentalna. Nietrudno było jej zatem znaleźć sposób na to wszystko: wylała alkohol na drwa w kominku i po chwili buchnął w nim płomień, on strawił małe drewniane figurki, pluszaka i fotografie, przeglądając się z pomarańczowym błyskiem gorących języków w rozbitych na podłodze szkiełkach ramek. Kay postanowiła, że spali również wiszące na ścianie dyplomy. Kiedyś były dla niej bardzo ważne, świadczyły o jej niebagatelnych umiejętnościach, ale w tym momencie, gdy w jej torebce spoczywały fiolki z najbardziej szlachetną z wampirzych krwi, jedyne świadectwo prawdziwości tego nierealnego, zupełnie irracjonalnego młynu, w jaki się wpakowała, dwie karteluszki nagle wydały jej się tak błahe, jak listki papieru toaletowego, tego gorszego gatunku, drapiącego pośladki. Przecież już wkrótce zdobędzie nowe zaszczyty. Te gratulacje rodem z podstawówki całe Wschodzące Słońce będzie mogło sobie wsadzić w tyłki – oczywiście jeśli z dyplomów zostanie coś więcej, niż szary popiół pomiędzy trocinami.
Starała się myśleć o wszystkim, lecz świadoma upływającego czasu czuła się, jakby niewidzialna pętla zaciskała się na jej szyi z każdą sekundą. Co jeszcze, co jeszcze? Telefon. Doskoczyła do aparatu, z którego codziennie odsłuchiwała wiadomości automatycznej sekretarki. Rozkładanym scyzorykiem przecięła kabel telekomunikacyjny a sam telefon roztrzaskała o ziemię. Telewizora nie miała. Żadnych kart abonenta cyfrowej telewizji. Miejsce dla laptopa znalazło się w walizce.
Jeśli ktoś – chyba nie muszę dobitnie precyzować, kto – dotrze do mieszkania badaczki, nie powinien był znaleźć o niej żadnych danych, niczego poza wskazówkami, że lubiła mieć w szafie eleganckie ubrania, których już więcej nie założy, że na fugach jej łazienki nie znajdziesz nawet grama nieczystości, oraz, że lubiła wieczorem pić wermut, ale robiła to w samotności, nie mając w domu nawet zwierzaka, który dotrzymałby jej towarzystwa. A pewnie pasowałby do niej głęboko mruczący kot…

Memengwa Kay, ubrana w ciemnozieloną bluzę, brudne na nogawkach jeansy i kapelusz z szerokim rondem wyszła z windy w holu mając dwie torby na ramieniu, zaś za sobą z trudem ciągnąc walizkę. Portier, który stał za kontuarem, od razu zrozumiał, co się dzieje. Kay spojrzała na niego przez krótką chwilę, to wystarczyło, by zobaczyć niepokój na jego poczciwej, starszawej już twarzy.
- Dziękuję za cudowną gościnę – odezwała się sztucznie pogodnym tonem, na co mężczyzna ukłonił się i odrzekł uroczyście:
- Żegnam, panno "Mario Wong".
Ślad za Memengwą urwał się przy krawężniku naprzeciwko wyjścia z wieżowca, zniszczyły go benzynowe opary taksówki, do której wsiadła.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Sahir Nailah
Król
avatar

Liczba postów : 106
Dołączył/a : 04/07/2013
Age : 23

PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   Czw Wrz 12, 2013 9:55 pm

Bolało.
Wszystko bolało, każdy mięsień - mimo to pędził z prędkością, jaka z pewnością dozwolona nie było, przez deszcz, pomiędzy autami, drapieżnik na polowaniu, któremu zabrano coś bardzo cennego... W ogóle nie potrafił się tym przejąć. Nie sobie ma ta krew, proszę bardzo, wampirom i tak nic nie zagrozi z tak małej ilości płynu do badań, przynajmniej w to nie wierzył. A wiele wziąć tego nie mogła, skoro nie czuł się jakoś szczególnie bardzo osłabiony.
Włosy zdążyły poprzyklejać się do twarzy, tak jak ubrania - jej zapach niknął na jezdni, więc musiała dalej złapać stopa, lub ktoś po nią przyjechał - nie był pewien, w każdym razie pojechanie najpierw do jej domu było chyba najrozsądniejszą rzeczą... W końcu gdzie szukać zakończenia tej jakże krótkiej znajomości jeśli nie tam, gdzie się ją zaczęło? Tylko na co ty liczysz, hm? Jesteś wampirem, w dodatku ją ugryzłeś, w dodatku jesteś ich panem... Nawet przy twojej głupocie wiedziałeś, że musiała być kimś, kto pracuje dla Wschodzącego Słońca - bo niby na co komu krew wampirów? Co, zaćpać się? Taki też by raczej nie brał jej tylko trochę, pewnie by go całego osuszył, bo już słyszał o takich świrach, co to handlowali tym cennym, płynnym życiem...
Zaparkował tam, gdzie stał jeszcze kilka godzin wcześniej - brałeś pod uwagę, że może uciec, ale że walnie cię płynnym srebrem..? Naiwny, naiwny..! Oszukała twoją intuicję, oszukała całego ciebie! To wszystko, ta cała gra... Skrzywiłeś się mimowolnie, łącząc w tym grymasie zdziwienie i rozczarowanie zarazem.
Podszedłeś do lady, grzecznie zagadując pana, czy czasem nie było tutaj tak, a tak wyglądającej kobiety, z którą dzisiaj wychodził... cóż, on też nie prezentował się lepiej, niż Menny wcześniej - również obłocony, przemoknięty do suchej nitki - dupy nie urywało.
- Ta pani już u nas nie mieszka.
To też cię nie zdziwiło, prawda?
Postukałeś palcami w blat, bez słowa odwróciłeś się i wyszedłeś znów na zewnątrz. Niech pada. Masz to gdzieś.
Usiadłeś na ławce naprzeciwko apartamentowca, obserwując.
Sahir był naprawdę prosto zbudowany.
Tak ja umysł dziecka, tak i jego, idiotycznie wierzył, że ona się tutaj zjawi.
Nie wiem ile godzin tak marzł, czy przeleciała doba, nim wreszcie zmęczenie i pragnienie krwi kazało mu się stąd ruszyć...
Ale wracał tutaj.
I wracać będzie.
Dopóki jej nie znajdzie.
Niestety deszcz rozmywał wszystkie ślady.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartamentowiec przy 56. Alei   

Powrót do góry Go down
 
Apartamentowiec przy 56. Alei
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Apartamentowiec Shadowa
» Stolik przy oknie
» Lvl up i ewolucje
» Łazienka przy barze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Dżakart :: Miasto-
Skocz do: