Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Laboratoria

Go down 
AutorWiadomość
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 1:53 pm

Naukowa część instytutu organizacji składa się z wielu odrębnych budynków, pracowni i oddziałów. W jednym z pionów, którego część poświęcona jest między innymi farmakologii i hematologii, znajdują się laboratoria. Jest ich sześć i z reguły obsada każdego z nich zajmuje się innymi dziedzinami, lecz ich kompetencje się przenikają i istnieje pomiędzy nimi stała współpraca - zwłaszcza jeśli chodzi o zlecenia dotyczące projektu sztucznych wampirów.
Pierwsze i drugie laboratorium to duże hale mieszczące najwięcej pracowników i stoisk badawczych, w nich również znajduje się część dokumentacji, której nie przeniesiono jeszcze do pilniej strzeżonych archiwów. Laboratoria trzy-sześć są z kolei bardziej kameralnymi miejscami, gdzie w prywatnych gabinetach naukowcy pracują w ciszy i spokoju.
Jedno łączy je wszystkie, niezależnie od rozmiaru: biel kafli i ścian, sterylność, ulotny zapach chemikaliów i wisząca w powietrzu odpowiedzialność za setki tysięcy probówek i pipet o często przerażającej zawartości.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 2:08 pm

Memengwa pojawiła się w instytucie około piątej rano, dwie godziny przed planowym startem jej zmiany. Nie mogła spać, całą noc miotało nią po wszystkich trzech piętrach domu matki, aż w końcu miała dość przysłuchiwania się monotonnym, sennym oddechom dochodzącym z pokoju obok, ubrała się więc, zostawiła matce kartkę na kuchennym stole i wyjechała, zanim zaczęło świtać.
W bramie sprawdzono jej legitymację, pozostałe drzwi otwierała paskiem magnetycznym swojego identyfikatora. Kiedy usiadła wreszcie w swoim gabinecie z kubkiem czarnej kawy w ręku i bez zapalania światła, uświadomiła sobie, że zapomniała o ponownym odsłuchaniu wczorajszych wiadomości na automatycznej sekretarce. Szlag by ich wszystkich... Tyle ich było, że nie zdołała wszystkiego zapamiętać, było jednak kilka komunikatów, które zdążyły wbić się w jej głowę: musi odnieść teczki do sali na końcu korytarza, skontaktować się z jedną ze Sztucznych, pójść do szefa i poczekać na cholernych agentów z gwardii a przedtem odwiedzić laboratorium.
Westchnęła. Ciemność małego pokoju wyciszała ją i dopiero teraz, po długich godzinach męczarni, Kay zaczęła czuć senność. Odstawiła kawę na biurko i zdrzemnęła się w fotelu.
Tutaj nareszcie czuła się bezpieczna.

Przed dziewiątą, zgodnie z przykazaniem, zamknęła gabinet na klucz i udała się do sąsiedniego budynku, do laboratoriów. Miała szczerą nadzieję, że ktoś rzetelny przedstawi jej wyniki takie, jakie chciała zobaczyć i że w końcu, chociaż raz w ciągu ostatnich dni, coś zadzieje się po jej myśli.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 2:51 pm

Nareszcie było jej dane pojawić się w jej królestwie. Na wstępie otrzymała identyfikator, który zawiesiła na szyi. Powiedziano jej, że kitel jest na miejscu jak również reszta odzieży i jej arsenału. Przy okazji musiała dać odciski swoich palców, aby dzięki temu mogła wejść do laboratorium. Istniało tam nie bez przyczyny podwójne zabezpieczenie. Znajdowało się tam wiele ciekawych rzeczy zarówno dla tych wampirów wrogo nastawionych do rasy ludzkiej jak i tych sztucznych. Gdyby wykradziono jej różne substancje niezbędne do budowy przeróżnych szczepionek i lekarstw dopiero co stworzonych mogłoby być nieciekawie. Po pierwsze nie wszystkie jeszcze były przetestowane, czyli niepewne. Wtedy mogły nastąpić komplikacje. Wirus może się mutować pod wpływem niewygodnych dla niego substancji chemicznych. Nie wiadomo do czego by doszło. Po drugie nawet, gdy potencjalnie nadawały się do testowania nie mógł brać w tym udziału żaden wampirzy, ani ludzki przedstawiciel. To byłby istny kataklizm. A po trzecie nie chciała by jakiś intruz dobrał się do jej tajnych receptur, prywatnych badań, nad którymi ciężko się napracowała w trakcie długo trwających  badań. Kroczyła szybko pustym korytarzem, który wyglądał nieco jak w psychiatryku. Diabolicznie. Za dużo mrocznych historii, za dużo. W dodatku z udziałem laboratoriów oraz szpitali. Szybko jednak zaśmiała się z dezaprobatą.
- Jednak jestem czasem idiotyczna- prychnęła pod nosem przyspieszając. Już chciała się rozejrzeć po swoim małym świecie. Przyłożyła identyfikator w odpowiednim miejscu do urządzenia sprawdzającego po lewej stronie potężnych, nowoczesnych drzwi. Nikt nie dałby rady zniszczyć tego byle czym. System wydał komunikat o poprawnym przebiegu identyfikacji, a później następny z prośbą o analizie jej linii papilarnych. Przyłożyła dłoń do tego samego urządzenia podnosząc uprzednio         plastikową pokrywkę. Nie było odmowy dostępu, toteż komunikator oświadczył, iż identyfikacja przebiegła pomyślnie. Ogromne wrota otwarły się, a ta weszła do środka. Od razu z wieszaka ściągnęła fartuch przyodziewając go. Była pochłonięta podziwianiem sprzętu. To nie to samo, co na studiach. Świetne urządzenia. Aż przygryzła wargę z zadowolenia. Długo by to trwało, gdyby nie szmer. Obróciła głowę w tę stronę. Tym samym ujrzała kobietę o orientalnej urodzie. Uniosła wysoko brew. Co tutaj robiła?
- W czym mogę pomóc?- na początek postanowiła nie być nieprzyjemna jednak entuzjazmu nie dało się wyczuć. Jak zawsze zdystansowana, chłodna, nieco obojętna. Wyczekująco patrzyła na kobietę. Wyglądała na starszą, chociaż w dzisiejszych czasach to nigdy nic nie wiadomo. Podeszła bliżej niej, po czym utkwiła pozornie ciepłe (przez barwę tęczówki), ale nieporuszone spojrzenie w jej oczach.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 3:15 pm

Zamarła w wejściu i nawet gdy zadano jej pytanie, nie odpowiedziała od razu - zmarszczyła tylko gniewnie brwi i, lekceważąc kobietę, rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby szukała w nim kogoś, kto krył się gdzieś w głębi, za plecami Vivianne. Nie trzeba było być geniuszem by domyślić się, że Memengwa raczej nie do nowo zatrudnionej pani laborant miała interes, ba! nawet nie spodziewała się tu ujrzeć młodziutkiego dziewczęcia wystrojonego w ciuch, który, gdyby polegać na stereotypach, zupełnie do niej nie pasował.
- To chyba ja powinnam zadać pani to pytanie - odparła w końcu po chwili milczenia, gdy zrozumiała, że jasnowłosa była w gabinecie sama i jednak nikt nie kulił się pod biurkiem ani nie chował się za fotelem. Kay często bywała w laboratoriach i znała wszystkich pracowników z twarzy, większość z nazwiska, połowę z imienia a niektórych nawet z pseudonimu, za to ta tutaj ślicznotka ani razu nie rzuciła się jej w oczy. A może to była jakaś kochanica Neda (do którego, notabene, Menny przyszła tutaj po wyniki analizy)? Wprowadzanie obcych na teren placówki było trudne ale nie niemożliwe, natomiast Ned był na tyle filuterny i nieprzewidywalny, że przyciągnięcie tu pierwszej lepszej dziewczyny, przedstawienie jej jako swojej żony, ubranie jej w kitel i fantazjowanie podczas oglądania jej pociągającego tańca na środku gabinetu było całkiem, całkiem w jego stylu. Nic nie poradzę na fakt, że wyobraźnia doktor Kay podpowiedziała jej taką scenę, jak również na to, że jej wyraz twarzy natychmiast przybrał odcień takiego chłodu, jakim zionął głos pani Lebiediew.
- Proszę mi pokazać swój identyfikator - zażądała nieznoszącym sprzeciwu głosem, sugerującym najzupełniej jednoznacznie, że Vivianne na naukowca nie wygląda i że jeszcze dość długo będzie traktowana w ten sposób.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 3:46 pm

Zapewne normalnie zareagowała by piorunami na zachowanie kobiety. Tym razem jednak postanowiła być całkowicie spokojna i opanowana. Aż do bólu. Zmierzyła kobietę wymownie nie odzywając się póki co. Wolała wysłuchać tego, co ma do powiedzenia na temat jej pojawienia się w laboratorium. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wygląda bardzo młodo i niepoważnie. Wygląd zewnętrzny akurat jej nie pomagał w braniu swojej osoby całkiem serio. Czyżby miała do czynienia z kierowniczką i koordynatorką w jednym? Uśmiechnęła się przesympatycznie. Nie głupkowato, bo co jak co, lecz nie wyglądała na pozbawioną inteligencji i zaradności kobietę. Wolała ją miło potraktować, a myśleć swoje. Czyżby Kay miała jakiś kryzys wieku średniego? Zachowywała się jakby pierwsze objawy takowego okresu dawały jej się we znaki. Pierwsze jej stwierdzenie puściła mimo uszu.
To dobrze, że tamta zdawała sobie sprawę z tego, że nie lada wyzwaniem byłoby włamywać się do laboratoriów. Przecież posiadał on skomplikowany system zabezpieczeń. Nie był jej znany żaden Ned, toteż dobrze, że nie znała myśli płci pięknej na przeciw. Temperament to ona miała. Ale nie większy od samej Viv. Żeby z nią w tej sferze konkurować trzeba być niezwykle przygotowanym, albo mieć chamstwo, bezczelność i arogancję we krwi.
Beznamiętnie zdjęła z szyi identyfikator i wcisnęła w dłoń Mem. Ominęła ją zgrabnym łukiem podziwiając w spokoju wnętrze naukowe. Przejechała dłonią po blacie zerkając kątem oka na zdystansowaną jak i ona kobietę.
- Jak skończysz powątpiewać w moją profesję to odłóż na biurko lub zostaw w widocznym miejscu . Jak widzę z kwestii stereotypów mało kto się wyłamuje- mruknęła oschle opierając się dłońmi o krawędź ogromnego stołu. Tym samym miała widok na rozdrażnioną, a zarazem zdesperowaną Panią Doktor.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 4:07 pm

Zdesperowaną? Jak bardzo trzeba kuleć na polu inteligencji interpersonalnej, by nie odróżniać desperacji od zimnego profesjonalizmu? Być może nieudany wieczór i ciężka noc odcisnęły się na twarzy Kay szarym cieniem, ale wewnętrznie była spokojna jak powierzchnia jeziora przy bezwietrznej pogodzie. Po prostu zdziwiła się i tyle, a stare przyzwyczajenia nie pozwalały jej na zbędne grzeczności gdy czas leciał.
Po przyjrzeniu się dokładnie zdjęciu na karcie identyfikacyjnej, przeczytaniu nazwiska i zakodowaniu danych na niej wypisanych, Memengwa zawachlowała laminowaną tabliczką w powietrzu, ale tym razem nie wyglądało to jak okazanie braku szacunku.
- Jesteśmy w środku cyklu bardzo ważnych badań. Ściągnięto mnie tu, żebym odebrała wyniki, za dwadzieścia minut mam kontrolę, a zamiast Neda zastaję tu nowicjuszkę, która nie ma pojęcia, co jest pięć, i ja mam nie powątpiewać w profesję. Świetnie - westchnęła. Po chwili podeszła do stołu, przy którym stała Vivianne, zgodnie z prośbą położyła na nim plakietkę i podsunęła delikatnym ruchem bliżej nowej laborantki. Kiedy przemówiła, ton jej głosu nie trącił już wyższością, złagodniał znacznie, lecz nadal zdradzał zmęczenie zmieszane z ogromną niecierpliwością. - Otwórz mi drzwi do kartotek - powiedziała, wskazawszy brodą mniej okazałe od wejściowych wejście do sąsiedniego pokoiku, w którym poustawiane były sięgające od podłogi po sam sufit stalowe szufladki, a w nich rzędy kopert i teczek z wynikami badań. - Sama sobie poszukam tego, co mi potrzeba.


Ostatnio zmieniony przez Memengwa Kay dnia Wto Wrz 10, 2013 4:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 4:23 pm

To jakie wrażenie sprawiała, a jaka faktycznie byłą to dwie różne sprawy. W związku z tym wątpiła by cokolwiek miało tu związek z inteligencją interpersonalną. Nie znała jej w ogóle, dlatego daleko jej był od wniosku, iż jest spokojna jak tafla jeziora. Nawet jeśli była zmęczona z powodu braku snu jasnowłosa nie miała o tym pojęcia. Opierała się na wrażeniu. Trafnym, czy mylnym, ale jednak. Nie miała czasu na zastanawianie się nad najmniej istotnymi rzeczami jak na przykład powód, dla którego jest zirytowana. Skrzyżowała wyprostowane nogi opierając na udach dłonie. Wysłuchała jej niezwykle uważnie ściągając brwi oraz przytakując w międzyczasie. Nie przestawała utrzymywać kontaktu wzrokowego z kobietą. Momentami obserwowała tylko i wyłącznie jej lico.
- Wszystko rozumiem. Nie bagatelizuję niezmiernie ważnych i nieodzownych zadań. Tylko jak sama zdążyłaś zauważyć nie jestem tu ani od początku, ani nawet od dawna. Dosłownie kilka minut temu wstępnie mnie wdrążono w temat oraz zakres moich obowiązków. Ponadto dopiero, co weszłam. I kolejną kwestią, którą pragnęłabym poruszyć jest fakt, że wysnuwasz bardzo pochopne i śmiałe wnioski na temat mojej osoby. Pozwól, że najpierw przyjrzysz się mojej osobie i pracy, a później będziesz twierdziła o czym mam, a o czym nie mam pojęcia. W innym przypadku nie życzę sobie takich uwag na mój temat.- podsumowała krótko, ale spokojnie. Nie zamierzała dać się wyprowadzić z równowagi. Tego jeszcze brakowało. Ledwo zaczęła się cieszyć, a już jej to zabierano. - Nie sądzę byś na początku swojej kariery była doświadczona. Zbierałaś je od początku mając okazję nazywać się nowicjuszem, toteż zejdź z tematu.- mruknęła chwytając identyfikator, a następnie z powrotem umieściła go na szyi. Bez słowa podeszła do oddzielnego pomieszczenia z kartotekami. Z kieszeni kitla wyciągnęła spory pęk kluczy. Otworzyła odpowiednie wyciągając grube, skórzane obicie z równie obfitą zawartością. Zamknęła, a następnie położyła pożądany obiekt na stole wskazując dzieło dłonią.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 4:38 pm

- Gdybyś faktycznie miała pojęcie, co się tutaj dzieje, nie strzępiłabyś języka tylko wzięła się do roboty. A więc wychodzi na moje.
Memengwa założyła ręce na piersiach i obserwowała Vivianne uważnie, gdy ta szła po teczkę wypchaną kodami analiz, gdy wróciła i gdy dostarczyła odpowiednie dane. Cóż, faktycznie nie było to zbyt trudne, dossier oznaczone było dużą przylepną kartką z napisem złożonym z drukowanych liter: WAŻNE! CZWARTEK, 9:00.
- Brawo - Kay pogratulowała trochę kpiąco. Chwyciła akta i, oparłszy się biodrem o biurko, otworzyła skórzaną obwolutę w celu upewnienia się, że Ned uwzględnił wszystko, o co prosiła, a w razie, gdyby tak nie było - by od razu zostawić mu wiadomość, nim Kay wróci do siebie. - Niemniej niezupełnie masz rację. Zaczęłam karierę właśnie ze względu na doświadczenie. Co wiesz o Obiekcie V? - Spytała, nie podnosząc wzroku znad kartek, które wertowała tak zawzięcie, że spomiędzy jej rąk dobiegał niemal nieustanny szelest papieru.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 5:03 pm

- Daruj sobie te przemądrzałe uwagi- rzuciła krótki komentarz nie potrzebujący rozwinięcia. Postanowiła więcej nie dyskutować, bo jaki to miało sens? Co jedna powie to druga odbije i końca nie będzie widać. Potraktowała ją sarkastycznym uśmiechem i lekceważącym spojrzeniem w momencie, gdy ona rzuciła w odezwie swoją mało istotną kpinę. - Dziękuję szanowna pani- dodała ironicznie z czym nie zamierzała się ukrywać. Słuchała dalej jej wywodu na temat swojego doświadczenia i typ podobne. Bardziej zainteresowała ją druga część wypowiedzi Kay.
- Obiekt V można nazwać także projektem. Powstał także z inicjatywy Twojego krewnego. Jak mniemam Maralaha. Ogólnie nazewnictwo obiektu było różne. Pacjent, eksperyment. Jakimkolwiek mianem by tego nie określić chodziło o utworzenie nowego rodzaju człowieka, a uściślając sztucznego wampira, który chroniłby śmiertelników przed ewentualnymi atakami zawirusowanych. Człowiekowi nie dawano wielkich szans na przeżycie. Przeszedł przez szereg komplikacji zanim odzyskał przytomność. Z tego, co mi wiadomo miało to związek z transkryptazą, a konkretnie z jej spowolnieniem za pomocą substancji A12-462. Zaczął się komunikować. Zdziwienie nie było małe ze względu na przepaść między jego wcześniejszym stanem, a formą po odzyskaniu przytomności. Nastąpił przełom. Miało to miejsce dziesięć lat temu o ile się nie mylę. Ich zdolności polegają na tym, że mają znacznie podwyższone współczynniki fizyczne niż zwykli ludzie. Jak zawsze każdy wynalazek ma swój skutek uboczny, tudzież minus. W tym przypadku jest to uszczerbek na jednym ze zmysłów. Na co naukowcy z zakresu farmakologii i ogólnie inżynierii chemicznej starają się znaleźć złote środki. Organizacja ma dużo do zrobienia. Nie tylko w zakresie genetyki czy mikrobiologii. Szczerze mówiąc przydaliby się jeszcze bioinformatycy, zwykli technicy chemiczni oraz biofizycy.- wyjaśniła wszystko w normalnym tempie. Nie chciała za bardzo się spieszyć. Przy okazji dodała kilka swoich własnych uwag. A to tak jak już były przy temacie.
Powrót do góry Go down
H. A. Woronin
Wsparcie
avatar

Liczba postów : 9
Dołączył/a : 08/09/2013
Age : 25

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 5:21 pm

Wysoki, krótko obcięty, na wojskową modłe, mężczyzna swobodnie przemierzał budynek. Tak jakby wcale nie był ślepy. Miał na sobie spodnie od zielonego munduru, ciężkie buty i na tym kończyło się tradycyjne umundurowanie. Zamiast służbowej bluzy, albo chociaż koszulki z małym logo miał czarny T-shirt z kreskówkowym napisem „ Ka-Boom!” rażącym po oczach jaskrawymi, ciepłymi barwami.
- Raz, Dwa, Trzy…
W korytarzu między laboratoriami rozchodziło się ciche odliczanie, któremu wtórował stukot drewnianego kostura. Czemu kostur, a nie tradycyjna biała laseczka? Bo tak wyglądał lepiej, a nie jak kaleka, nad którym trzeba się użalać. No i zawsze można tym badylem przywalić. Nauczył się już tych korytarzy na pamięć, każdego zakrętu i każdych drzwi. Nagle przystanął nasłuchując. W tył zwrot żołnierzu, coś się ciekawego dzieje po drugiej stronie korytarza. Już w trakcie marszu do laboratorium przysłuchiwał się rozmowie. Jeden głos znał i to dobrze. Dziwne by było gdyby po 9 latach go nie kojarzył. Drugi… kobiecy, młoda osoba… nieco rozdrażniona… nie mógł go skojarzyć.
- Nieźle odrobiona praca domowa – kąśliwie skomentował wywód na temat Obiektu V, przechodząc przez drzwi. Oparł się o ścianę obok wejścia kierując twarz w miejsce z którego mniej więcej dochodziły głosy. Najprawdopodobniej pomylił się o kilka stopni w prawo czy w lewo. Wyciągnął rękę z kosturem w bok i lekko uderzył niem parę razy w drzwi.
- Puk, Puk, mogę?
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 5:32 pm

Memengwa stłumiła ziewnięcie, słuchając tego wywodu, niemniej faktycznie Vivianne trochę jej zaimponowała. Nie samą znajomością tematu, bo jeśli ktoś pchał się do pracy we Wschodzącym Słońcu wiedza o historii projektu VUGO była wręcz nieodzowna; natomiast to, co zadowoliło Kay to fakt, że pani Lebiediew łączyła Maralaha z nią, bezpośrednio. Zamknęła teczkę i wsunęła ją sobie pod ramię, natomiast drugą ręką podniosła wiszący na swojej szyi identyfikator, Vivianne najwyraźniej zdążyła już przeczytać widniejącą na nim godność.
Być może nie uwierzycie, ale Kay nie była z natury samochwałą. To, co za chwilę powie, będzie spowodowane przez kilka czynników: po pierwsze, zmęczenie i niewyspanie tworzyły w niej ciężkie do pozbycia się napięcie, po drugie, denerwował ją brak postępów i potrzebowała upewnić się, że wciąż ma siłę na to, by z takim samym jak zawsze uporem brnąć po trupach nawet kiedy cel wisi za mgłą i jest tak bardzo odległy, a po trzecie... co tu kłamać, po trzecie Kay uważała Vivianne za denerwująco gadatliwą. Blondynka swoimi dziecinnymi wywodami marnowała jej czas.
- Brawo po raz drugi - odrzekła. Już nie kpiąco. Spokojnie, chłodno, może nawet cierpliwie. - Ale widać nie wszystkiego uczą w szkołach. - Zakołysała delikatnie swoją plakietką w powietrzu, a za moment puściła ją luźno. Identyfikator zawisł na wysokości piersi. - Gdyby nie ja, mój ojciec babrałby się z tym eksperymentem po dziś dzień. Nie jesteś moją bezpośrednią podwładną, zgoda, ale kiedy przychodzę i proszę o dane z VUGO, dostaję dane z VUGO zanim doliczę do trzech, bez żadnych popisów marnego krasomówstwa ani uświadamiania na temat uprzedzeń. Czczą gadaniną nie zdobędziesz tu szacunku. Zasłużysz na niego swoją pracą, robieniem tego, co do ciebie należy najlepiej jak potrafisz...
Nagle w jej surowy, rzeczowy ton wbiło się stukanie kostura i Menny przerwała określanie swoich reguł (tak, to właśnie miało miejsce, ona nie prosiła, nie upominała, nie tyrała, nie karciła - po prostu stawiała sprawę jasno, oznajmiała fakt dokonany i niezależnie od tego, jakim twardym charakterem mogła poszczycić się Viv, a Kay nie wątpiła, że miała się czym pochwalić - pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Należy je po prostu zaakceptować).
- Proszę proszę - twarz Memengwy w końcu trochę się rozjaśniła i mogłabym przysiąc, że na ustach naukowiec wpełzł prawie niewidoczny cień uśmiechu. - Panie Woronin, dzień dobry. Poznał pan już naszą nową laborantkę? To pani Vivianne Lebiediew, wyjątkowo hardo nastawiona wobec swoich chlebodawców.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 6:03 pm

Kolejna uwaga tym razem od jakiegoś faceta pojawiającego się w wejściu. Póki co oscylowała między naukowcem, czyli jednym z ich kadry, albo właśnie sztucznym wampirem, o których była mowa. Nie odpowiedziała nic. Jedynie krótko skinęła głową na przywitanie jakby to nie miało żadnego większego znaczenia. Ciekawe ile jeszcze ludzi z gromadzi się w tej pracowni. Dla jasnowłosej oczywistym było, że musi posiadać podstawową wiedzę. Jak mogła pracować w powiązaniu z obiektem V skoro nie miałaby zielonego pojęcia o tym? Ujmijmy to tak, że byłoby to wysoce niedorzeczne i po prostu niekompetentne.
Owszem uważała póki co Kay za zimną i wyrachowaną, ale postanowiła głośno jej nie oceniać. Nie sądziła by była samochwałą, chociaż kto ją tam wie. Wykonywała swoje obowiązki tak samo jak Viv. Tyle, że ona zaczynała. Lebiediew nie spoczęłaby z projektem nawet w okolicznościach, które przedstawiła Kay. Święcie przekonana była, że trzeba tutaj młodej krwi przenoszącej zapał i energię nad pracą na starszych. Oni podupadali na przekonaniu o słuszności tego dzieła. Na moment zupełnie się wyłączyła. Na ziemię sprowadziły ją dopiero słowa Pani Doktor jak ją sobie nazwała. Jej również skinęła powiedzmy... Z wdzięczności za brak sarkazmu. Chociaż raz pokazała trochę kultury, prawda? Puściła mimo uszu uwagę o szkole. Takie uwagi spływały po niej jak po kaczce. Co nie oznaczało, że nie słuchała. - Nie widzę potrzeby się nad tym roztkliwiać. Nie miałam oporów przed wręczeniem Ci odpowiednich dokumentów. W momencie gdy o nie poprosiłaś bezzwłocznie otrzymałaś. Co do szacunku - mam tego pełną świadomość- odrzekła równie rzeczowo bez zbędnych emocji. Nie była pokorna. I szczerze mówiąc wątpiła, że prędko się jej nauczy. Tak czy inaczej nie zamierzała tak po prostu dawać władać Mem nad sobą. Mogła robić to z kim chce, z czym chce, ale nie z jej skromną osóbką. Chwalić? Niczym się nie chwaliła, więc o czym mowa. Z jej ust nic podobnego nie wyszło, ot co.
Zwróciła spojrzenie ponownie na Woronina. Rosyjskie nazwisko... Zmrużyła jadowicie oczy niczym bazyliszek lustrując jego posturę oraz twarz. Jedynie moment. W kąciku jej ust zabłąkał się jadowity uśmiech spowodowany wypowiedzią kobiety. - W rzeczy samej. Miło poznać- rzuciła, lecz o wiele bardziej przystępnie. Tak czy inaczej wyraz twarzy został beznamiętny. Jedynie w oczach błąkała się iskra ciekawości, a na ustach ten sam uśmiech do przed chwilą. Ledwo zaczęła życie w okolicy, a już jest ciekawie.
Powrót do góry Go down
H. A. Woronin
Wsparcie
avatar

Liczba postów : 9
Dołączył/a : 08/09/2013
Age : 25

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 6:15 pm

Słowa Memengwy dały mu szansę na dokładniejsze zlokalizowanie obecnych w pomieszczeniu. Wcześniejsze nienaturalne skierowanie głowy zostało skorygowane, teraz wpatrywał się nieobecnymi oczami prosto w Panią Doktor. Wyczuł w jej głosie ten nikły uśmiech. Sam również się uśmiechał, ale nieco szyderczo i z lekceważącym dystansem. Tak jak operacyjny szturmowiec wśród przemądrzałych jajogłowych. Chyba nie za bardzo ta sytuacja, w której się znajdował, odbiegała od przykładu, nieprawdaż?
- Jeszcze nie… - odpowiedział starając się zlokalizować drugą, oddychającą osobę. Ludzi zdecydowanie łatwiej mu było ‘zobaczyć’, jak się skupić to wydają się strasznie głośni, nie to co wampiry, z tymi ostatnimi ciągle miewał problemy
- To dobrze, że hardo. Ktoś wam się w końcu musi stawiać – rzucił patrząc w miejsce, gdzie wydawało mu się, że stała owa rezolutna kobieta, która śmiała powiedział parę słów, które nie przypadły Memengwie do gustu.
- Vivianne Lebiediew –powtórzył jak echo. Miło było usłyszeć swojsko brzmiące nazwisko. Dawno nie miał okazji spotkać kogoś z moskiewskiego kraju. Nawet akcent mu powoli zaczął znikać z niemożności porozmawiania w ojczystym. Mężczyzna zbadał kosturem podłogę przed sobą. Jak na korytarzach mógłby iść bez jego po mocy, to w laboratorium lepiej zachować ostrożność. Skrócił dystans dzielący go od obu kobiet.
- Hazar Aleksandrowicz Woronin, jedna z pierwszych zabawek Pani Doktor – przedstawił się swobodnie, przyjaźnie nawet. Zatrzymał się jakieś półtora metra od laborantek opierając się nonszalancko o kostur. – Tytułować panem mnie nie trzeba. Wrona, wystarczy.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 6:37 pm

- Pana rozgraniczanie zaczyna robić się śmieszne. Niech pan nie zapomina, że ona to jedna z "nas". Jeśli widzi pan w nas wrogów, to pani Lebiediew musi siłą rzeczy zostać stracona na starcie - parsknęła. Mówiła półżartem, półserio, ciężko było wyczuć, w którą stronę przechylała się szala jej słów, bo spojrzenie miała chłodne, bez wyrazu, a uśmiech wciąż blady. - A szkoda, bo ze swoim sileniem się na namiastkę cynizmu pewnie byście do siebie pasowali jako współpracownicy. Pan Woronin - tu zwróciła się do Vivianne, specjalnie i z naciskiem tytułując Hazara - mimo nadmiernego samokrytycyzmu jest jedną z najbardziej cenionych osób w organizacji. Persona zdecydowanie warta uwagi. Obecnie skupiamy się na eliminacji jego defektu, być może kiedy już pani pokaże, na co panią stać, wciągnę panią do programu i będziemy ze sobą ściśle kooperowały.
Och, już widziała zadowolenie na tę wieść, już je czuła całą sobą! Ale wbrew pozorom, nie mówiła tego złośliwie, nie chciała w ten sposób ukąsić. Przecież to czysty "biznes". Kay nie przedkładała osobistych animozji nad obowiązki w pracy, perfekcjonizm jej na to nie pozwalał.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 7:01 pm

Uśmiechnęła się zabawnie pod nosem słysząc komentarz ze strony Kay na słowa mężczyzny. Tak czy inaczej miło było słyszeć, że w końcu ktoś wniósł luźniejszą atmosferę do ich konwersacji. Viv odetchnęła odrzucając od siebie całe wcześniejsze, dziwaczne spięcie. Skoro Woronin należał do obiektów V musiał mieć uszkodzonych któryś ze zmysłów. Nie trzeba było długo się zastanawiać, czy przypatrywać, aby dostrzec, że ewidentnie jego problemem jest wzrok. Tak czy inaczej najchętniej podziękowałaby mu za tę uwagę odnośnie hardości. Tak... On również wpadł na to, że muszą pochodzić  z tego samego kraju. Miał do siebie duży dystans, co stawiało go w dobrym świetle. Przynajmniej w oczach jak to ujęła Pani Doktor cynicznej jasnowłosej.
Po wypowiedzi Memengwy wymownie odchrząknęła.
- Chyba, że chce pan na samym początku pozbyć się potencjalnego kandydata na przywrócenie pana wzroku w stopniu całkowitym lub prawie całkowitym. A dodam, że jest to jak najbardziej możliwe. Oczywiście przy odrobinie współpracy Pani Kay- wyjaśniła słuchając dalej kobiety. Streściła jego osobę w kilku zdaniach, ale to zupełnie wystarczyło na wstępne zapoznanie z jego personą. - Rozumiem. W grę wchodzą dwie opcje. Pierwsza operacja laserowa, chociaż jest mało skuteczna. W niewielkim stopniu. A przecież chcemy przełomu. Słyszała może pani o substancji AAQ? Jeśli byłaby pani zainteresowana większą ilością informacji to chętnie ich udzielę. Tym bardziej, iż istnieje możliwość skorzystania z obecności pana Woronina.- dopowiedziała luźno jakby to, co chciała powiedzieć była jak najbardziej normalną rzeczą. - Do tego wszystkiego jednak potrzebuje kogoś z zakresu medycyny, wszechstronnego w tej dziedzinie kto ma pojęcie o okulistyce, a także chirurgii- wyjaśniła podchodząc do biurka, na którym leżał spory notes z twardym obiciem. Zdjęła długopis z kieszeni na piersi zapisując na kartce sprawnie i szybko kilka ważnych informacji.
- Pracę najchętniej zaczęłaby od zaraz po wstępnych konsultacjach z waszą dwójką. I szanowną Zabawkę również na moment zatrzymam w celach badawczych, chyba, że jakiś spec okulistyczny go przebadał. W takim razie potrzebowałabym wyników i wiedzy na temat jego wzroku- przeniosła spojrzenie najpierw na Kay, zaś później na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
H. A. Woronin
Wsparcie
avatar

Liczba postów : 9
Dołączył/a : 08/09/2013
Age : 25

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 7:31 pm

Przytakiwała głową w trakcie wywodu Memengwy. On miał inną definicję „ich”. „Oni” to byli dla niego ci, którzy zmienili go w pseudo-pijawkę. Póki Vivienne nie będzie go szprycować niewiadomymi specyfikami, nie zamknie w pomieszczeniu bez klamek to nie wpadnie do tej grupy.
- Namiastką cynizmu? Oboje doskonale wiemy, że w tej konkurencji nie ma sposóbu, żeby Panią doścignąć.
Odpowiedział w podobnym tonie jak przedmówczyni. Zdecydowanie miał dzisiaj dobry humor. A te drobne docinki, wprawiły go w jeszcze lepszy nastrój. Dalsze słowa Kay zamiast połechtać jego ego, jak można było się spodziewać, sprawiły, że poczuł się znowu jak egzotyczne zwierzę w klatce.
- Przywrócenie wzorku… - potworzył z niedowierzaniem w głosie. W tym momencie Wrona spoważniał. O niczym innym nie marzył jak o ponownym widzeniu. Choćby tyle, żeby móc rozróżniać wielobarwne plamy. Świat w czerni z przypadkowymi przebłyskami szarości był strasznie depresyjny.
- Ja żołnierz jestem, waszego żargonu nie rozumiem. Mnie to lata jak portowej dziwce majtki, jakim sposobem można mnie naprawić. Ważne, żeby wyszło. Ale jak chcecie zafundować mi podobne atrakcję jak prawie dekadę temu to ja podziękuję - w głosie Sztucznego można było wyczuć wyraźne rozdrażnienie, którego nawet nie starał się ukryć. Można było w tym wszystkim wyczuć nutkę strachu przed badaniami.
- Młoda, ja tu od 9 lat siedzę, kolejki do okulisty nie są tak długie, ze przez taki szmat czasu, żaden mnie nie zbadał. Poszukaj, gdzieś wyniki badań powinny być.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 8:09 pm

- To prawda. Pana Woronina badano już wielokrotnie, podobnie jak inni wyjątkowi członkowie organizacji jest pod stałą... opieką lekarską. - Z braku lepszych słów użyła tych, choć wyraźnie znać po niej było, że nawet jej samej nie pasuje to do kontekstu. Brzmiało to jednak zdecydowanie lepiej niż powiedzieć, iż Sztuczni są pod ciągłą kontrolą całego sztabu, bowiem choć było to prawdą, to Memengwa podchodziła do wielu przypadków bardzo osobiście. Nie mogła się pogodzić z tym, że jej eksperymenty wciąż stawały się przyczyną czyjegoś kalectwa, ale obecny poziom techniki momentami nie pozwalał na więcej. Starała się to rekompensować w inny sposób, zbliżać do swoich podopiecznych, którzy współpracowali ze Wschodzącym Słońcem, tak bardzo, jak to było możliwe, poznawać ich pragnienia i obawy oraz nadzorować stan zdrowia jak i zmiany psychiczne, sporą część czasu poświęcała na śledzenie kart swoich pacjentów, to jest Sztucznych Wampirów. Można powiedzieć, że byli jej dziećmi, a ona dla nich - wyrodną, okrutną matką.
- Co się tyczy AAQ, to od pewnego czasu prowadzimy badania z zastosowaniem tej substancji. Musimy dokładnie prześledzić potencjalne skutki uboczne, nim zaaplikujemy ją ważnemu działaczowi. - Chodziło głównie o to, że związki chemiczne, które już zawarte były w organizmach Sztucznych, mogły zareagować na rozmaite leki w bardzo różny sposób, dlatego fazy testów w przypadku niemal każdego związku trwały trochę dłużej, niż miało się to ze zwykłymi ludźmi.
Choć Wrona nie mógł tego zobaczyć, Kay spojrzała na niego z mieszaniną determinacji i czegoś w rodzaju troski w oczach. A może to tylko takie wrażenie...? Przecież o Memengwie Kay mawiano, że nie przejawiała uczuć wyższych.
- Tak czy siak, jestem otwarta na pani propozycje, pani Lebiediew. Proszę zanotować je wszystkie, w wolnej chwili odbiorę je, prześledzę uważnie i skonfrontuję z przeprowadzonymi już próbami. Czy możemy się wstępnie umówić w ten sposób? - Postukała dłonią o skórzaną obwolutę akt od Neda.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 8:31 pm

Nic dziwnego, że Sztucznym nie za bardzo podobało się to nad czym pracuje organizacja. Jakby nie patrzeć modyfikowali ich DNA tworząc zupełnie inny gatunek. W dodatku odbierano im jakiś zmysł. Z drugiej strony pomyślała o wszystkich ludziach, którzy przy pierwszy lepszym starciu z zawirusowanymi padliby jak muchy. Nie mieli szans. Swoją drogą zastanawiała się czy nie można by popracować nad kodem genetycznym u ludzi, aby wytworzyć u nich swoiste umiejętności i podwyższone współczynniki. Mówiąc umiejętności miała na myśli jakąś moc, którą posiadali zawirusowani. Skoro oni je posiadali z ich łańcuchem musiało być coś nie tak. Tyle, że wpierw należałoby dostać takiego do laboratorium i powołać cały sztab laboratoryjny do badań. Wtedy można by było zacząć ewentualne próby tworzenia kopii. Dostarczać, albo tworzyć im pokarm, który zastępowałby ludzką krew. I działaliby dla nich. Ale na chwilę obecną było to raczej niemożliwe. Może kiedyś, gdy najpierw zrobią inne kroki. Szybko zeszła na ziemię. Realia przygniatały niesamowicie. Póki co byli w kropce. Musieli ruszyć chociaż z przywracaniem zmysłów. Wtedy by mieli punk wyjścia.
Nadrobiła braki w słuchaniu ich wypowiedzi.
- Nie zafundujemy. Bynajmniej nie nasz dział inżynieryjny. A skoro nie nasz to i również nasza koordynatorka na to nie zezwoli. Osobiście dopilnuję skrupulatnych, dokładnych badań i testów nad substancją zanim ją podamy komukolwiek z podopiecznych. Przypuszczam, że obojgu wam trudno uwierzyć w moje ręczenie, lecz nic innego nie pozostaje. Pani Kay wszystkiego dogląda. Znajdzie każdą lukę w mojej edukacji i dopilnuje jej uzupełniania- ostatnie zdanie wypowiedziała z małym kąśliwym rozbawieniem, ale nie było to nic obraźliwego. Nawet po części komplement odnośnie jej profesjonalizmu.
- Oczywiście. AAQ musi być po pierwsze idealnie przebadany. Szczególnie ze względu na fakt, iż to na rynku chemicznym bardzo nowa substancja, nie dająca jeszcze gwarancji. Moim zadaniem, a także przyszłych chemików jest najpierw sprawdzenie jego działania na przeciętnych ludziach, a dopiero potem prowadzić badania nad Sztucznymi. Musimy mieć wszystkie dane odnośnie ich DNA, który jak wiadomo dużo się różni. Wtedy zacznie się modyfikacja AAQ typowo pod Obiekty.- wyjaśniła, chociaż dla Mem było to oczywiste, dlatego kierowała swe słowa bardziej do mężczyzny. Wolała przedstawić sprawę jasno, żeby wiedział jakie są zamiary. Nie lubiła, kiedy pacjenci byli niedoinformowani. Czuła się wtedy jakby ich oszukiwała. Wolała wyczyścić swe sumienie i niczego póki co nie zapewniać.
Skinęła głową.
- Jeszcze dzisiaj wszystkie niezbędne informacje zostaną spisane. Rano pojawią się u pani na biurku.- odpowiedziała, a zarazem wyjaśniła. Tymczasem postanowiła nie wypisywać danych na ten temat. Miała tutaj dwójkę spokrewnioną ściśle z laboratoriami. Nie ukrywała, że te klimaty wręcz uwielbiała. Żyła nauką, swoją dziedziną. Mając okazję pracować przy tak poważnym, światowym projekcie była wniebowzięta. Taka szansa nie zdarza się często. Tu już płaca nie grała roli. Najważniejszy był cel oraz osiągnięcia. A ambicje miała ogromne.
Powrót do góry Go down
H. A. Woronin
Wsparcie
avatar

Liczba postów : 9
Dołączył/a : 08/09/2013
Age : 25

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 9:01 pm

- Wrona – powiedział dobitnie w odpowiedzi na notoryczne powtarzane „Pan”. Drażniło go to słowo, brzęczało nieprzyjemnie w uszach. Było to dla niego strasznie sztuczne. Sztuczne jak on sam, Cholerna podróbka wampira.
- Porucznik. Jak już upieracie się przy tytułach – burknął pod nosem. Właściwie to stopnie nie stracił, po prostu przestał służyć w normalnym, ludzkim wojsku. Teraz to była nic nieznacząca nazwa, ale miał do niej jeszcze sentyment. Opierając się o kostur jednym uchem słuchał rozmowy między kobietami. Pomimo tak długiego obcowania z terminologią oraz wieloletniego kręcenia się po laboratoriach rozumiał co drugi wyraz. Głównym powodem tego był brak koncentracji. Wrona stał z zamkniętymi powiekami czując jak żyłka na skroni zaczyna mu pulsować. Słowa Vivienne nie wydawały się przekonywające, wręcz przeciwnie. Brzmiały jak formułka, która wypowiada dentysta zanim rozpocznie bardzo bolesny zabieg. To wszystko, plus nawracające wspomnienia z czasu Procesu przemiany sprawiły, że Hazar zachował się w sposób mało przewidywalny. Wydał z siebie dźwięk mało przypominający ludzki, raczej jak ranne zwierze. Poderwał kostur do góry i zamachnął się nim tak żeby uszkodzić najbliższą szafkę. W głębi duszy miał nadzieję, że nikt tam nie stał. Usłyszał tylko dźwięk tłuczonego szkła i przewracanych przedmiotów. Nie mógł zobaczyć co zniszczył, a szkoda.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Wto Wrz 10, 2013 9:27 pm

Skurczyła się w sobie, kompletnie zaskoczona postępkiem Woronina. Daleko jej było do reakcji tak gwałtownej, jak kulenie się przy drzwiach czy próba ucieczki (zaleta zimnej krwi), ale ramiona doktor drgnęły wyraźnie.
- Kurwa... Hazar, co ty do cholery wyprawiasz?! - syknęła z niedowierzaniem, zupełnie zapominając o dodaniu grzecznego przedrostka - w końcu kiedy byli na osobności również zwracała się do niego po imieniu - i w ogóle o całej tej grzeczno-profesjonalnej otoczce. Raz na jakiś czas udawało jej się dać światu do zrozumienia, że i ona jest człowiekiem, i ona odczuwa emocje, i ona pije, pali i bluzga, czasami tak siarczyście, że nie powstydziłby się tego ulicznik. - Proszę cię, uspokój się. Nie będzie już ani słowa naukowego bełkotu.
Cofnęła się za drzwi, wychyliła na korytarz i zawołała obsługę, by ktoś przyszedł uprzątnąć odłamki uszkodzonych probówek, natychmiastowo. Sama po chwili zerknęła na zegarek i znów zaklęła, tym razem trochę łagodniej i zdecydowanie szeptem. Powinna już być w drodze na kontrolę, a tymczasem Wrona wyskoczył z problemem...
- Pani Lebiediew, proszę poczekać kilka sekund, salowi już idą, uprzątną ten syf. A pan... Wrona - poprawiła się natychmiast - proszę, pozwól ze mną na moment.
Naprawdę prosiła. Bardzo ładnie, kulturalnie i pod niewypowiedzianą lecz domyślną groźbą trudnych do określenia konsekwencji za niewykonanie "zlecenia", gdyby stało się inaczej.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Sro Wrz 11, 2013 1:28 pm

Zakodowała, aby nie zwracać się do niego per "pan". Skoro tak bardzo go to drażniło to zaprzestanie. Przyglądała mu się badawczo od samego początku. Już po pierwszej wzmiance na temat możliwości korekty jego wzroku stawał się niepewny i rozdrażniony, lecz teraz sięgnęło to zenitu. Nic nie poradziła na to, że jej słowa zabrzmiały mało przekonująco. Chociaż mówiła to pewna siebie. Tak czy inaczej miał uraz od tamtej pory i każde najdrobniejsze badanie, czy zabieg będzie u niego wywoływał niepokój. O dziwo dziewczyna nawet nie drgnęła, gdy ten rozbijał szafkę. Szkoda było jej jedynie szkła. Coś go napadło, ale co ona może na to poradzić? Wolała przyglądać się poczynaniom mężczyzny oraz reakcji Kay. Viv uniosła jedynie wysoko brew. Element zaskoczenia był jego mocną stroną. Ciekawie czy wszyscy Sztuczni zachowywali się tak nie przewidywalnie, impulsywnie i agresywnie.
Zerknęła na zaskoczoną kobietę, która nie oszczędziła sobie przerywnika. Jednak nie była taka wyrachowana i spięta za jaką ją brała. Wiedziała od początku, że nie powinna głośno wysnuwać wniosków. Uśmiechnęła się do siebie zawadiacko kącikiem ust. Cóż za akcje na samym starcie. Doprawdy niesłychane. Otrzymała prośbę od Mem. Aż sama nie mogła w to uwierzyć. Przypuszczała, że tak czy siak to tylko jednorazowe w dodatku spowodowane wybrykiem Haza.
- Taki mam zamiar- odpowiedziała rzucając jeszcze jedno tajemnicze spojrzenie w stronę Wrony, po czym zasiadła przy biurku z notesem. Zaczęła wypisywać wszystkie informacje niezbędne na temat AAQ. Najwyraźniej będzie wszystkie badania w tym zakresie wykonywać sama, a tym samym dwoić się i troić by poszło to sprawnie. Nie było innego wyjścia. Kadry z tego działu nie było za dużo.
Powrót do góry Go down
H. A. Woronin
Wsparcie
avatar

Liczba postów : 9
Dołączył/a : 08/09/2013
Age : 25

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Sro Wrz 11, 2013 6:19 pm

Cofnął rękę z kosturem, wracając do używania go jako podpory przy staniu. Wampir oddychał ciężko 'wpatrując' się w rozwaloną przez siebie szafkę. Pieprzony wzrok, nawet nie możne zobaczyć co rozwalił. Nie może się pozachwycać chwilową, wyimaginowaną, przewagą nad tymi bęcwałami w kitlach.
- Rozpierdalam wam wasze kochane laboratorium - odpowiedział beznamiętnym tonem. Mimochodem przerzucił kij z jednej ręki do drugiej. Tylko po to, żeby sprawić wrażenie, że chce coś jeszcze rozwalić. Pierwsza fala złości skończyła się kiedy szkło przestało dzwonić o podłogę. Chociaż... Sztuczny przekrzywił głowę w bok zastanawiając się czy warto machnąć kosturem jeszcze raz. Uśmiechnął się sam do swoich myśli. Powstrzymały by go? Dwie ludzkie kobiety? Wampira? Co z tego, że Sztucznego. Salowi może się nie wyrobią...
- A bełkoczcie sobie ile chcecie - mruknął rezygnując ze swoich planów dalszego siania bałaganu. Nie czuł potrzeby tłumaczenia się z tego co zrobił. Z resztą za dużo by to trwało, użyłby za dużo przekleństw i za dużo musiałby myśleć nad tym co powiedzieć. Ot zrobił to. Koniec. Wyżył się. Potrzebował chwilowego resetu.
- Tajest, Pani Doktor, już idę - mówiąc to strzelił po żołniersku butami, ale po minie było widać, że zrobił to, żeby wyhiperbolizować posłuszeństwo co do prośby, której tak na prawdę nie chciało mu się spełniać. No ale i tak już narozrabiał, więc można chwilowo wrócić do roli grzecznego wampirka.
Powrót do góry Go down
Memengwa Kay
Specjalista wirusolog
avatar

Liczba postów : 61
Dołączył/a : 04/09/2013

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Sro Wrz 11, 2013 6:52 pm

Jak oni niczego nie rozumieli... naprawdę niewiele pojmowali, ani ta prze-ambitna laborantka, ani nadwrażliwy wojaczek, który powrócił do czasów dziecięctwa i zachowuje się jak zbuntowany siusiumajtek...
Na wszystkich były sposoby. Na wszystkich.
Kay do tej pory uważała, że Woronin był niewidomy i cierpiał na depresję, ale nie był głupi, jednakże z każdym jego napadem - a wracały one falami - badacz coraz bardziej zaczęła się zastanawiać nad słusznością tej tezy. Wydawało jej się, że Hazar, od samego początku uważający, że skoro zgłosił się na ochotnika, to jest tutaj panem sytuacji, zabrnął już w tak ślepy (oj, przepraszam za wyrażenie) zaułek, że teraz mogą już w ogóle do niego nie dotrzeć. Nie dał sobie pomóc. Nie chciał tego. Ubzdurał sobie w swoim głupim łbie niestworzone rzeczy, Memengwa przez wiele lat odnosiła się do niego cierpliwie ponieważ doskonale rozumiała, że mężczyźnie naprawdę trudno pogodzić się z jego ułomnością, miała świadomość jego krzywdy i emocjonalnego pogrążenia. Ale jeśli Wrona sądził, że nie ma cwaniaka nad Sztucznego, to mylił się sromotnie. Nie powstrzymałyby go? Dwie kobiety? Z paralizatorem i fiolkami kolargolu? A uzbrojeni strażnicy upchani w każdym korytarzu...? Nawet z jego hematokinezą zdąży skrzywdzić tylko kilkoro ludzi.
Nie, Woronin nie był głupi. Dlatego właśnie stanowił dla Kay ciężki orzech do zgryzienia. Bardzo, ale to bardzo nie chciała go unieszkodliwiać. Wiele znaczył dla Wschodzącego Słońca. Był cenny... lecz jeśli posunie się do narobienia większego burdelu, to już nie będzie miało znaczenia.
- Cieszę się, że chociaż kpina potrafi cię ściągnąć na ziemię. - Jej ton był niepokojąco beznamiętny, jakby ta wrzawa wcale jej nie dotyczyła. Tak naprawdę, w świetle całego ogromu projektu VUGO Woronin był najmniejszym problemem, ale dzięki jego wybrykowi Kay, wróciwszy do gabinetu, uświadomi sobie coś ważnego i nie przestanie o tym myśleć aż do wieczora.
Postanowiła nie wytrącać Vivianne z toku myślenia i pozwolić jej bawić się w swoje własne, niezależne od już przeprowadzanych w tajemnicy, eksperymentami z AAQ. Dzięki temu na pewien czas Menny będzie miała ją z głowy, a kto wie, może rzeczywiście odkrycia laborantki na coś się przydadzą i uzupełnią w ładnym stopniu istniejące już dane.
- Zatem czekam na raport. Blok C, dwa budynki dalej, piąte piętro, korytarzem do końca i w lewo. Do widzenia, pani Lebiediew. I proszę nie dać się zbajerować Nedowi. Ma słabość do ślicznych kobiet.
To powiedziawszy, wyszła z laboratorium. Minąwszy biegnących do środka sprzątaczy obejrzała się za siebie by sprawdzić, czy Woronin wychodzi za nią, lecz i tak myślami była już kilometry stąd i długie godziny do przodu.
Przy pewnym przystojnym mężczyźnie o oczach barwy lodu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 23
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Laboratoria   Sro Wrz 11, 2013 8:09 pm

Przyglądała się kątem oka mężczyźnie, który zamierzał narobić rabanu. Nie sądziła by wyrządził wiele szkód. Nawet jeśli zamierza doszczętnie zniszczyć ich stanowisko pracy to niestety mu się ni uda. Dokładnie miała to samo na myśli co Kay. Mieli tutaj całe szeregi ochrony, a ponadto przewagę pod postacią chemii, która by go unieszkodliwiła. Chociaż nie ręczyłaby za kolejne uszczerbki na jego zdrowiu. No, ale jeśli chciał ryzykować to musiał się liczyć z ewentualnymi konsekwencjami. Szybko notowała. Nie zamierzała teraz wszystkiego kończyć. Zrobi to w odpowiednim czasie. Wywiązywała się z terminów obowiązkowo. Tymczasem pozwoliła sobie na przerwę korzystając z okazji, iż kobieta opuszcza miejsce. Wysłuchała wszystkiego i tylko skinęła głową.
Zaraz potem odetchnęła z ulgą i przewróciła teatralnie oczami.
- Kurwa, co za dzień- dopowiedziała sobie w głowie jeszcze kilka innych przerywników. Również zerknęła czy Wrona posłusznie wędrują za panią doktor. Poukładała wszystko tak jak powinno według jej wizji być na biurku. Niezwłocznie skonsultowała się z działem technicznym, który niebawem miał przyjść i naprawić to, co zostało zniszczone. Nie zamierzała pracować w syfie. Co w ogóle tę dwójkę opętało? Na domiar złego zdała sobie sprawę ze swojego beznadziejnego położenia. Nie dość, że była zwykłym człowiekiem skazanym na wcześniejszą lub późniejsza śmierć poprzez rozszarpanie lub zagryzienie przez wampira to jeszcze miała na karku kierowniczkę, z którą ledwo dawało się wytrzymać. I jak żyć? Trzeba było się urodzić to przeklętą, cholerną pijawką, mieć full mocy i do widzenia. Sprawy załatwione. Zażerać ludzi, być zawirusowanym. Nastały czasy ciężkie dla ludzi. Niech to szlag. - Jak tak dalej pójdzie to zacznę pierdolić tę robotę- mruknęła do siebie najwyraźniej całkowicie zirytowana. W przeciwnym razie nie przeklinałaby. Przeszła do mniejszego pomieszczenia z kartotekami, po czym sięgnęła do kieszeni spodni po paczkę papierosów. Celowo nie robiła tego w laboratorium, bo czasem by coś wybuchło i po siedzibie. Zapaliła, po czym zaciągnęła się porządnie rozkoszując dymem wypełniającym jej płuca. Naprawdę rzadko można było to zobaczyć. Musiała mieć nie lada zjebany dzień, albo po prostu ciężki. Wypuściła smugę z ust zerkając na nań. Oparła się barkiem o framugę przyglądając się szkłu i zamykającym wrotom do pokoju.
Wypisała nad ranem wszystkie potrzebne informacji, co do środka. Przetarła nieco zmęczone oczy chcąc odgonić od siebie nadchodzący sen. Zdjęła z siebie fartuch, po czym powiesiła na wieszaku przy kolosalnych drzwiach. Przeniosła spojrzenie na mężczyznę. - Do zobaczenia wkrótce- posłała mu nikły uśmiech, a następnie opuściła laboratorium. Szybkim krokiem dostała się do królestwa Kay. W widocznym miejscu położyła własnoręcznie spisane dokumenty z podpisem. Nareszcie miała wolne, dlatego opuściła siedzibę pospiesznie.
[zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Laboratoria   

Powrót do góry Go down
 
Laboratoria
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Laboratoria

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Dżakart :: Siedziba Wschodzącego Słońca-
Skocz do: