Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Laum Rökkur

Go down 
AutorWiadomość
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Laum Rökkur   Pią Wrz 13, 2013 11:07 pm

Imię i nazwisko:


    Powiadają, że imię ma magiczną moc. Że jest czymś niesamowitym i wyjątkowym - wszystko, co nas dotyczy zamykane jest w literkach. Czy to nie pewien absurd? Nie ma znaczenia, jak nazwiemy drugą osobę - chodzi o to, że stereotypy należałoby odrzucić w kąt. Co wam da, że dowiecie się, że pewien mężczyzna nosi miano "Laum Rökkur"
    Tak, oto jestem Ja, jedyny, a może i nie jedyny - powiedzcie, czy to jakaś różnica? Odpowiem za was - nie. Pojedyncze jednostki nic nie znaczą - nie wypierajcie się. Jesteście gówno warci - oto szmaciana prawda tego świata, której nikt się wam nie odważy powiedzieć w twarz. Ja się odważę, bo nie mam nic do stracenia, bo żyję po za systemem, bo jestem tym, kogo ludzie nazywają outsiderami, marginesem społeczeństwa, który owszem, istnieje, ale tak naprawdę nikt nie chce go dojrzeć. Nie potrafi. Bo ogranicza was wyobraźnia. Czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia, że półświatek, który oglądacie na filmach, czytacie w książkach, istnieje? Że za waszymi plecami giną ludzie, bo ktoś na kogoś krzywo spojrzał, albo załatwił lewy towar? Mogę sobie tak ględzić, wiem o tym, was to i tak obejdzie. Ale co mnie to interesuje? Nie mam z Tobą nic wspólnego - pewnie i tak bym Cię nie polubił, więc mi nie zależy. To, że w ogóle o tym wspominam... Uznajcie to za dobrą wolę, przejaw jakiegoś współczucia względem was, wszystkich, którzy mają klapki na oczach. Tak, Ciebie też się to tyczy, więc nie uśmiechaj się głupkowato i nie mów, że to nie o Tobie, bo nie zjadłeś siódmych rozumów. Ja też nie. Z pewnością jednak przeżyłem o wiele więcej, niż niejeden z was w swoim nędznym żywocie. 
    Zapamiętajcie to sobie - nie musicie znać mojego imienia. W końcu jestem nikim, tylko pojedynczą istotką, nic nie znaczącym istnieniem w wielkim nurcie tworzonym przez tłum. 

Wiek fizyczny/duchowy:

    Mogę powiedzieć tylko, że im jesteśmy starsi, tym więcej mamy wolności, a jednocześnie tym wszystko bardziej się chrzani. W sekrecie mógłbym Ci zdradzić, żebyś szanował rodziców, póki ich masz, bo gdybyś ich nie miał, to byś za nimi tęsknił i inne takie bzdury... Ale to gówno prawda i taki kit to wciskany jest grzecznym córeczkom tatusia i słodkim syneczkom mamusi. Cały ten fałsz, jakim was karmią - otwórzcie oczy, rozejrzyjcie się - świat jest do wzięcia, tak wspaniały we wszystkich swych gamach, wystarczy po nie go sięgnąć, a jedynymi jednostkami, które was ograniczają, są rodzice. Ja ich nie mam od urodzenia i darujcie, nie narzekam. Samotność, powiadacie...
    31/uknown

Poziom wampiryzmu: B
Organizacja: Pierwotni
Ranga: Wygnaniec
Magiczne zdolności:

  • Siła krwi - jego krew różni się wielce od pozostałych... Nie tylko w smaku, ale i w działaniu. Spożyta podwyższa fizyczne i parapsychiczne zdolności nawet w mniejszych ilościach - rzecz jasna nie na długo... Efekt ten szybko mija. A co ciekawsze - nie uzależnia. I nie opętuje umysłu.

  • Świat zmarłych - Laum widzi duchy, co w mniejszym stopniu objawiało się już za ludzkiego życia, i potrafi się z nimi komunikować - chyba nic specjalnie skomplikowanego, czyż nie?

  • Teleportacja - Możliwość przeniesienia w przestrzeni samego siebie lub drobnego przedmiotu (typu nóż, kula) na pewną odległość. [1/1]






O Postaci:

"Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni." 
— Johann Wolfgang Goethe 
"Pieprzenie poetów dla usprawiedliwienia swoich zbrodni... Ale w końcu wszyscy żyjemy złudzeniami, czyż nie?" 

Żeby go poznać, trzeba go po prostu spotkać. nie da się wytłumaczyć jego siły, którą niektórzy nazwaliby słabością, wyliczyć jego wszystkich uzależnień, którym poddaje się z lekką ręką, wyczuć, o co chodzi z mrokiem otaczającym jego sylwetkę, nim nie spojrzy się w jego oczy. 
Tak, Laum Rokkur jest jedną z tych postaci, które pozornie nie potrzebują przyjaciół, fałszywych kumpli, nie śmieją się, a życie pojmują z przerażającym pesymizmem, w którym zaklęte jest tyle prawdy, że słabsi psychicznie lepiej niech nawet nie próbują zacząć z nim pogawędki, jeżeli nie mają już naszykowanego sznura do powieszenia się, albo chociaż porządnej żyletki. Jest niezwykle wypaczoną osobą, do której lepiej się nie zgłaszać po spowiedź, jeżeli w pokucie nie chce się poddawać morderczym treningom - obojętnie, w jakim jesteś wieku.  Przy nim naprawdę wierzy się w to, że można sprzedać duszę diabłu, choć pewnie Szatan to go nigdy do piekła nie weźmie, jeszcze będzie miał konkurencję... 
Mimo wszystko jest osobą inteligentną, nawet można go nazwać filozofem, tylko takim mocno... hardcorowym filozofem. Robi to, co chce, nie patrzy na nic i na nikogo - mógłby być uosobienie pojęcia "wolność". Lub "anarchii". Chyba niemożliwym jest, żeby go wyprowadzić z równowagi, z tego jego stanu wiecznego, niemijającego spokoju...
Jest w nim wiecznie utkwiona tajemnica, która przyciąga, niebezpieczeństwo i pewna niezłamana żywotność oraz nieprzejmowanie się światem i konsekwencjami pewnych czynów. Życie dniem dzisiejszym. 

"Tak naprawdę nie jesteśmy do siebie podobni. Oboje spojrzeliśmy w otchłań, ale gdy ona odpowiedziała spojrzeniem... ty mrugnąłeś." 

Lubię tę aurę ciemności, która go otacza. Lubię jego twarz, smutne oczy. Jest dziwnie piękny, niczym noc bez gwiazd. 
— Isabel Abedi "Whisper - Nawiedzony dom"


Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej. 
— Joanne Kathleen Rowling "Harry Potter" 

-"Dobzi Bogowie, Nasze dziecko będzie potworem..!" 
-"Nie, Kalleya, nie będzie... To, że twój mąż jest teraz wampirem, nie oznacza, że wasz syn też będzie..." 
-"Ależ Calycie..! Przecież to..!" 
-"Uspokój się, na miłość Bogów..! To tylko dziecko..!"


Dziecko, które być może wyglądu po tatusiu nie odziedziczyło, ale 
charakterek i pewne cechy fizyczne - a i owszem. 

Ktoś kiedyś napisał list, w którym zawarł opis przedziwnego stworzenia, stworzenia, które niczym upadły anioł pragnęło sięgnąć nieba, ale nie mogło. Białe pióra upstrzone czerwoną posoką sypały się z nieba, a na miejsce śnieżnych lotek pojawiały się smoliście czarne, malując się mocnym kontrastem na tle tej niesamowitej bieli. Jednak to nie było wszystko, anioł upadał dalej. Pióra poszarpały się, bezładnie i szybko wyrastały czarne, lecz nie przypominały już skrzydeł anielskich. Były to skrzydła upadłego anioła. Lśniący w słońcu srebrny róg zalał się czernią. Najpierw od środka, potem stopniowo pokonał jasną barwę. Grzywa powiewająca za aniołem na wietrze zaczęła wypadać. Było to niczym deszcz, śnieżyca, tyle że bez śniegu. Pojedyncze włosy mieniły się barwą tysiąca kolorów, a wokół skapywały krople krwi. Widok był tak jak i piękny, tak przerażający. jakby jakiś chory na umyśle malarz przedstawiał swój wyimaginowany świat, w którym anielskość upadnie w imię demonicznej siły. Kiedy już srebrna wcześniej grzywa przybrała się w heban, nadszedł czas na futro.Lśniące, pokryło się czernią. Było krótkie, promienie słoneczne wygrywało na nim swoją własną, niesłyszalną, ale doskonale widoczną pieśń. Anioł walczył o swą przynależność. I tym razem wygrał. Siła czeluści została powstrzymana w połowie, ogarnęła tylko część brzucha i pierś anielską, pojedynczymi plamami utkwiła na całym ciele, ale to był już koniec. Silny, dobrze zbudowany anioł, upadł na ziemię, by zmyć z siebie ślady szkarłatnej posoki. Nie przegrał swojej duszy w tej walce. Pozostał aniołem. 
To, co działo się na niebie, działo się w środku i człowiek o tym wiedział. Pisał więc, co czuł, opisywał wszystko, co mogłoby pomóc w odnalezieniu się w tym wszystkim. Co ten anioł czuł, czemu to wszystko miało miejsce? Pytania te można by zadawać filozofom. Anioł walczył o samego siebie, walczył o duszę, by nie przejęły jej demony. Człowiek wiedział, że ten anioł musiał być silny, musiał mieć niezłomną wolę by przetrwać taką walkę. Jedynego człowiek nie wiedział. Wydawało mu się, że niebiańskie stworzenie wie o jego obecności, a jego zdolność empatii przeniosła się na niego, by mógł odczuwać to, co on, by mógł powtórzyć to, co teraz widział. Wytrwałość. paniczne dążenie do przetrwania i potężna wola, nie pozwalająca na samozniszczenie. Zmęczenie fizyczne się nie liczyło. Był tylko umysł. Anioł był inteligentny, wiedział, że jeśli przegra, stanie się demonem, zapomni o własnym jestestwie. Dlatego walczył. Kochał to, czym się otaczał. Kochał dobroć, był gotów do poświęceń, wiedział, czego pragnął od życia. Ale ta walka pozostawiła na nim swoje piętno. Nie, nie przestał być spokojny i opanowany, wesoły w momentach, w których mógł sobie na to pozwolić. Nauczył się nienawidzić. Nie była to taka pierwotna forma nienawiści, którą potrafią odczuwać ludzie, czy istoty czeluści piekielnych. Ale poznał jej smak, smak złości i poznał smak porażki. Nauczył się przegrywać, a jednocześnie nigdy nie mógł pogodzić się z przegraną. Był przegrany, ale nie ulegał. Nie spoczywał na laurach, kiedy wygrywał. Swoje osiągnięcia wolał zachować dla siebie. I człowiek o tym wiedział. W końcu anioł podzielił się z nim własnymi odczuciami. 
Przybysz miał kłopoty z odgadnięciem, kim tak naprawdę ta niebiańska istota jest. Mętlik panujący w umyśle istoty utrudniał człowiekowi dojścia prawdy. Jego umysł był tak złożony, skrywający najgłębsze tajemnice, że aż trudno było uwierzyć, że jest ona śmiertelną, choć długowieczna istotą. Anioł na pewno miał rodzinę. Rodzinę, która go kochała, zajmowała nim, wychowywała i poświęcała tyle czasu, na ile mogli sobie tylko pozwolić. Anioł ma też siostrę, siostrę młodszą od niego o kilka lat, więc sam mógł się nią też zajmować. Cudowny obraz miłującej się rodziny. I nie została ona zniszczona przez demony. Wręcz przeciwnie. Żyli spokojnie, na uboczu, w stadzie omijanym z daleka przez te okrutne istoty. Może panował między nimi jakiś nigdy nie ogłoszony i niewypowiedziany pakt. Kto to wie..? Człowiek w każdym bądź razie tego nie wiedział. Było to głęboko skryte w umyśle anioła. Mężczyzna nie mógł zrozumieć tylko jednego, co się stało z jego rodziną, że ta samotna sylwetka na niebie, walcząca o własną duszę, skrywa co do nich głęboki smutek i żal? Rodzina go nie opuściła, nie zostawiła w potrzebie, nie zginęła... Więc co się stało? Nie, to nie było tak... Taki piękny obrazek malował się tylko do pewnego czasu. Człowiek nie rozumiał, dlaczego rodzice ukazali tego anioła tak srogo, tylko za to, że nie chciał zostać partnerem jednej z klaczy, którą dla niego wybrali. Po chwili zrozumiał. To dlatego wyznawcy demonów omijali z daleka to małe stado. Ponieważ raz na jakiś czas oddawano im najsilniejszego ogiera ze stada. Człowiek aż bał się myśleć, co potem wyznawcy robili z takim ogierem. Nie dziwił się, że ten anioł postanowił ich opuścić, uciec, dopóki jeszcze nie przywiązano go siłą do jakiegoś z drzew. W swojej tułaczce musiał być bardzo samotny. Samotnie przemierzać stepy... To bardzo ponura perspektywa. Nie dziwne więc, że był też doskonałym celem, taki umęczony i zrezygnowany, na atak od wewnątrz. Demony chciały po niego sięgnąć. To dlatego teraz walczył. Człowiek z odetchnął głęboko, kiedy te wszystkie wizje go opuściły i zobaczył, jak koń biegnie przed siebie, strącając z futra krople krwi. Wygrał! To było takie wspaniałe... 
Lecz nim ubiegł kilka metrów, przewrócił się i już tylko czerwona krew barwiła samotną sylwetkę. 

-Tatuś nie żyje, synku... 
- Jak to, nie żyje..? Poszedł do nieba..? 
- Nie. 
- Czy tatuś poszedł do piekła? 
- Nie. 
- A czy wróci do nas? 
- Tatuś odszedł w nicość, bo ani Niebo nie bierze morderców, ani Diabli swego nie biorą. 
- Ale przecież tatuś nie był zły... 
- Na wojnie każdy jest zły. 

Z wszystkich niezbitych świadectw ludzkiej nędzy żadna logicznie sensowna droga nie wiedzie do wielkiego niebiańskiego Uzdrowiciela; z faktu, ze jesteśmy chorzy, nie wynika, że możemy być uleczeni. 
Leszek Kołakowski — Jeśli Boga nie ma 


Ziemia była Ziemią i inaczej nie można jej było określić - miejscem wrogim, pełnym niebezpieczeństw... I pełną rzeczy, po które chciało się sięgać i dla nich żyć. Nawet taka mała, marna istotka, jak ten umorusany chłopczyk, pełnymi obłędu, obcymi oczami wpatrujący się w bezdomnego trzymającego w ręku świeże, złociste jabłko. W tym bezruchu i spokoju, jaki bił od siedmiolatka, było coś przyjemnego, coś, co sprawiło, że mężczyzna, zamiast ugryźć owoc, jak się do tego przymierzał, zerknął na malca i poczuł cisnący się na usta uśmiech. Westchnął teatralnie, udając, że nic takiego nie zaszło, że spojrzenie człowieczka nie wywarło na nim żadnego wrażenia. 
- No masz, mały i zmykaj już bawić się zabawkami. 
Uśmiech tego "małego" był wręcz anielski, te oczy, złote, przepełnione miłością...
Laum ujął w rączki owoc, odwrócił się na pięcie i pobiegł zaśmierdniętą ulicą, wzdłuż zaniedbanego bloku, żeby wybiec zza rogu i wpaść na schody prowadzące do piwnic, do których drzwi były uchylone, jak zawsze w dzień, żeby choć trochę przewietrzyć tą menelnię. Taki skarb trzymany w takich bezbronnych, wydawałoby się rączkach... Stukot podartych butów został zagłuszony na ciasnym korytarzu, obleganym przez na wpół-żywe istoty, jakimś stukaniem w ścianie, które nie wiadomo skąd się wzięło i pojedynczymi kaszlnięciami i charknięciami, jakie wydawali z siebie obecni. Dziecko się tym nie przejmowało, z niezwykłą zręcznością przeskakiwało przez tarasujące drogę nogi, z rozwianym włosem i buzią wykrzywioną w tym paskudnym, nieznikającym uśmiechu. W końcu zahaczył o framugę jednych drzwi, żeby półwślizgiem znaleźć się we wnętrzu dość przestronnego pokoju, gdzie prócz dużego, zawalonego gratami biurka, za którym siedziała jakaś kobieta i stolika z dwoma krzesełkami oraz szafy, której prawie nie było widać pod stertą maneli, nie było tutaj niczego ciekawego... No chyba, żeby dokładniej przyjrzeć się tym wszystkim przedmiotom. 
- Oooch, Laum, co tam masz ciekawego..? - Kobieta o długich, złotych włosach posłała chłopcu ciepły uśmiech, mrużąc przy tym anielsko błękitne oczy - istota, której blask tak bił po oczach, że od razu chciało się ja stąd wynieść, jak drogocenny okaz zwierzęcia z wyjątkowo paskudnie utrzymanej klatki, w której się tylko męczyło i nikt nie był w stanie docenić jego piękna. Przerwała to, co robiła dotychczas, żeby wyciągnąć w kierunku syna dłoń i poprosić go tym samym niemo o podanie jej zdobyczy. 
- Nie wolno kraść, wiesz o tym..? - Nie otrzymała odpowiedzi, ale otrzymała zdoycz, od razu więc przyciągnęła ją do serca i zatopiła w niej zęby - aż przeszły ją dreszcze z wrażenia smaku, jaki pozostał na języku - kochała owoce, a tak rzadko mogła sobie na nie pozwolić... Gdyby nie Laum, to nigdy by ich nie jadła - czuła wyrzuty sumienia, że je coś, co jest kradzione, albo zdobyte jakimś innym, dziwnym sposobem, ale nie mogła się powstrzymać... Odkąd została wypędzona ze swego kawałka nieba, nie potrafiła sobie poradzić na tym świecie i zapewnić dobrobytu sobie i synowi, choć tak bardzo się starała... A kochanek po prostu zniknął i próżno go szukać. Już na pewno się nie znajdzie. Ona, głupia, pozwoliła się uwieść bogatemu szlachcicowi i przez Lauma musiała odejść... Nigdy nie żałowała... Patrząc na tego chłopca,  czuła, że czai się w nim dobro, że jest to stworzenie, które jest w stanie wychować tak, jakby chciała, żeby wychowane zostało - w wierze w Boga i trzymaniu się jego przykazań... On już zachowywał się tak, jakby był cały ukształtowany, jakby wszystko w nim było trwale wyryte, dlatego choć starała się wygładzić powierzchnię, odnosiła wrażenie, że jest idealny. Starała się mu więc dać jak najwięcej ciepła, pokazać mu, jak piękne potrafią być ciepłe uczucia i sprawiedliwość, uczciwość, z jaką należy do wszystkich podchodzić. Jedno jej się udawało - i tego najbardziej pragnęła. Utrzymania go w pewności, że jest tylko człowiekiem i nie ma nic wspólnego z magią dookoła siebie. Niech nie wie o swoich mocach. Wtedy nie będzie tak zagrażał innym. Żądano od niej usunięcia ciąży, zabicia malca, obiecano nawet powrót na salony, ale ona tego nie chciała. Jej cała miłość została przelana na Lauma, choć miejsce w niej dla Boga nadal było. 

"Każda prawdziwa historia kończy się śmiercią." - M.W.Stover 
"O kurwa, serio? A ja myślałem, że smętami autora na temat tego, jaka to ta historia piękna nie była..."


Laum stał, przekrzywiwszy główkę na ramię - jego nozdrza pracowały równomiernie, to wciągając powietrze, to je wypuszczając - jego buty, te, które najbardziej sobie upodobał, stały w szkarłatnej kałuży, odbijającej jego sylwetkę przy świetle płonącej latarni - patrzył na nią, oddychając głęboko, jakby zaraz miał dostać jakiegoś napadu furii, który doprowadzi do rozpadu całej rzeczywistości na drobne kawałki. To nie powinno się wydarzyć. To powinien być dzień, jak co dzień, coś co możemy nazwać rutyną - to, na co zazwyczaj narzekamy, a co dla niego było balsamem - dla tak małego dziecka, ledwie 10-latka, ktoś chciałby powiedzieć. Ale 10-latka zaprawionego w życiu mimo marnej cząstki przeżytego wieku - jego doświadczenia były bardziej barwne, niż jednego z dorosłych. 
Jabłko wypadło z małej rączki, spadło na ziemię, rozchlapując szkarłat i potoczyło się w bok, niknąc w ciemnościach, do których nie dosięgało światło, rysując na chodniku czerwoną smugę, niby przeklętą ścieżkę przeznaczenia, na którą właśnie na dobre miało wkroczyć dziecko... 
-La-um..
Brunet poderwał głowę z szeroko otwartymi, płonącymi gorączką oczyma - latarnia zamigotała niepewnie, jakby zaraz miała wybuchnąć, dostosowując się do kłębiących w ciałku uczuć. Jeżeli Szatan wybierał sobie swoje dzieci i specjlanie rzucał im pod nogi kłody, żeby się do niego zwracały, odwracając od Boga, którego oskarżały o niesprawiedliwość, to trzeba mu przyznać, że trafił w dziesiątkę - Laum stał i patrzył na swoją matkę skąpaną we krwi, wyciągającą do niego dłoń ze szczęściem w oczach i o krystalicznych łzach. Opadł na kolana, ujmując tą dłoń i przyciskając do swojej piersi, tam, gdzie powinno bić małe serduszko - nie wiedział, co się z nim dzieje, dlaczego tak się dzieje i co będzie dalej - nie, nie miał w głowie mętliku - to była pustka. Idealna, doskonała otchłań, która ściągnęła go w dół, na dno - dna, gdzie nie ma niczego i nikogo. Już teraz nie było lepszej osoby na świecie, którą można by określić "marginesem społeczeństwa" - takim, jakim on się stał. 
- Mamusiu... Czy ty umierasz..? Pójdziesz do nieba..? 
- Nie. 
- Czy pójdziesz do Piekła..? 
- Nie. 
- A czy wrócisz do mnie? 
- Odejdę w nicość, bo Niebo nie bierze zdrajców, a Diabli swego nie biorą... 
- Ale przecież ty nie jesteś zła... 

Twarz Anielicy po raz ostatni rozjaśnił uśmiech - ostatnie pożegnanie ze światem, z Bogiem i synem, który mimo całego swego przekleństwa i zła, które nosił w maleńkim serduszku został zapełniony dobrocią, którą mu przekazała, a przynajmniej starała się - pozostała jej jeszcze modlitwa do Boga, aby chociaż zaopiekował się jej synkiem, jeżeli ją wyklął... Tylko czy może o to prosić..? Przecież to dziecko było przeklęte tak samo, jak i ona, chociaż jeszcze nic aż tak złego nie zrobiło, co nie miałoby służyć w pewien sposób dobru. 
- Na wojnie wsyzscy są źli. 
Smutna powtórka z rozrywki... 

Nie pójdę do piachu, gdy ktoś mi powie: czas umierać brachu. Nie dam się uśpić śmierci słowom, pójdę do grobu z podniesioną głową. 
— Robert Allen Zimmerman (Bob Dylan) 

Dacie wiarę, jak od zarania dziejów ograniczeni byli wszyscy ludzie..?
Są nadal, to mnie najbardziej bawi...
Potrafimy dużo mówić, ale rozwinąć się nam jest naprawdę ciężko.
Więc stoimy w miejscu, a z Dołu patrzą na nas z szyderstwem oczy istot Upadku, który zbyt dużo zobaczyły i żyć prawa nie miały...
Boże, dlaczego pozwoliłeś Nam tak nisko upaść..?
I pchasz coraz głębiej w bezdenne otchłanie, nie wyciągniesz ręki, o którą tak prosimy...
Zostawiłeś swoje dzieci, wiesz? 
Taka jest brutalna prawda.
Wysłałeś swoje białopióre Anioły, ale sam nie kiwniesz palcem – co, booisz się paluszki ubrudzić, prawda? Nie chcesz przyznawać nawet przed samym sobą porażek, jakich dokonałeś tworząc Nasz świat... I teraz My zbieramy tego plony.
A ja nie chciałem...
Ja tak bardzo nie chciałem...

Z wszystkich niezbitych świadectw ludzkiej nędzy żadna logicznie sensowna droga nie wiedzie do wielkiego niebiańskiego Uzdrowiciela; z faktu, ze jesteśmy chorzy, nie wynika, że możemy być uleczeni. 
Leszek Kołakowski — Jeśli Boga nie ma 
 

"Powiedz sile, która pędzi przed siebie i nie patrzy za siebie - stój. Czy się zatrzyma? Ale powiedz jej - pędź! Wtedy stanie. Nie ma takich słów, które mogłyby oddać złożoność pewnych rzeczy. A może są, tylko nikt nie chce, by zostały wypowiedziane? 
Zastanów się. 
Pomyśl, a będziesz wiedział, a gdy już się dowiesz, będzie ci dane poznanie - trzeba czegoś więcej, niż chcieć. 
Zdradzę wam pewien sekret. 
To wasze pragnienia, nic więcej, doprowadza was do upadku, śmierci, wojen i chorób." 

- Mówił ci już ktoś, jak bardzo jesteś popierdolony..? 
O tak, mówili mu i to naprawdę wiele, wieeele razy... Ale niby dlaczego miałby się tym przejmować. Nadal kucał na dachu budynku, najwyraźniej za nic mając groźbę faktu, że zaraz może spaść z niego i grzmotnąć o ziemię z wysokości 10 pięter. Jego wargi rozciągnięte były w uśmiechu, wzrok pełen spokoju podziwiał stal lśniącą w blasku słońca, która śpiewała mu swą własną, unikalną melodię. Na plecach przyczepioną miał pasem katanę owiniętą czarną wstążką, która razem z długim płaszczem z czarnego materiału powiewała przy dość silnym, ale ciepłym wietrze. 
O tak, był świrem, totalnie pojechaną osobą, której za nic nie można było wpasować w normy społeczne, która zarabiała na mordowaniu i był w tym baaardzo dobry - nikt nie mógł mu tego zabronić, było mu z tym dobrze, był w tym dobry, co już przecież zostało powiedziane. Każdy robi to, w czym cuzje się najlepiej i w czym jest najlepszy - każde z nas w końcu Bozia obdarzyła innymi talentami, czyż nie? 
Z tych powodów nie odpowiedział na zaczepkę stojącego za jego plecami mężczyzny, którego znał już dobrych kilka lat i zawsze świetnie wychodzili na współpracy ze sobą. Nie, nie nazywajcie tego broń Boże przyjaźnią - gdyby on odczuwał coś takiego, chyba byłoby dość... dziwnie. 
Na twarzy Lauma pojawiła się nagle powaga, kiedy opuścił Colta i odwrócił głowę przez ramię, żeby spojrzeć na czarnowłosego. 
- Obrażę się, jeżeli będziesz mnie obrażał. - Odezwał się spokojnie - miał niesamowicie przyjemny, melodyjny, aksamitny głos, który wpadał łatwo w ucho i pieścił zmysły - przebijało przez niego opanowanie i całkowita samokontrola - niebezpieczne udowodnienie tego, że obojętnie, co pokaże na zewnątrz na kamiennej masce, jaką stanowiła jego twarz, w środku zawsze będzie tylko opanowanie. A może nie? Może to tylko kolejna gra? Chłopak, który przyszedł tutaj z nim, nie wiedział tego i szczerze wątpił, żeby kiedykolwiek mu się to udało. 
- Tak, bo to bardzo logiczne, co mówisz... - Mruknął z nieskrywaną ironią. Kolejna rzecz, która nijak nie została przez Lauma zinterpretowana. 
Ten pół anioł, pół Upadły uważał się za wampira, który miał po prostu dryg do niesienia śmierci, jakby była mu ona za pan brat i miał ją wiecznie u swego boku. Traktowanie tego jak zwykły fuks, szczęście, które nie wszystkim jest przypisane. 


Jeżeli coś kochasz, daj mu wolność. Jeżeli wróci do Ciebie, jest Twoje. Jeżeli nie wróci, oznacza to, że nigdy od początku Twoje nie było. 
— Salomon

To były naprawdę...
Przyjemne czasy.

Myślimy, żyjemy, wątpimy i robimy to, co do nas należy, mielibyśmy samych siebie za samowystarczalnych, ale zobacz, ile można wyssać z tej wegetacji, gdy nie upierasz się jak osioł, gdy zrzucasz ograniczniki umysłu i wzroku i tworzysz siatki, obejmujesz więcej jaźnią, niż wszyscy inni - takimi stopniami, powoli się wspinając, dochodzimy na samą górę...
Ty odszedłeś na bok i upadłeś na sam dół...

Nigdy nie istniała równość, ani jedność...
Zawsze byłeś ponad tym...
Za daleko w Niebie...
Powrót do góry Go down
Avenity Nailah
Królowa
avatar

Liczba postów : 38
Dołączył/a : 04/07/2013

PisanieTemat: Re: Laum Rökkur   Pią Wrz 13, 2013 11:44 pm

Akceptuję!

_________________
T e l e f o n

Chodź, zatańczymy dla Nas ten ostatni raz.
Tu na zgliszczach świata, piękna noc uniesie Nas do gwiazd
i zamalujemy wszechświat Nasz bez używania farb,
akompaniamentem tętna rytmu serca nagich prawd.
Powrót do góry Go down
http://czarny-blask.forumpl.net
 
Laum Rökkur
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Informacje :: Księga Istnienia-
Skocz do: