Gdy kurtyna Mroku zapada, zaczynamy Maskaradę...
 
IndeksCalendarFAQRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Drewniana chatka

Go down 
AutorWiadomość
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 4:29 pm

Zaraz za opuszczoną stajnią, na lekkim wzniesieniu, można dostrzec samotny, ostały płot, który pomimo wielu lat nie sprzyjającej pogody wciąż stał na straży. Czego? Małego domku letniskowego, to właśnie droga prowadząca przez płot mogła zaprowadzić przybysza. Po dwustu metrach droga rozdziela się na pół, masz do wyboru skręcić w prawo, lub w lewo. Jeśli skręciłeś w lewo- twój pech, nie wiadomo dokąd zabierze Cię owa dróżka, kto wie, może nawet na Dolinę Białego Konia? Jeśli jednak skręciłeś w prawo, po kolejnych dwustu metrach twój wzrok może wypatrzeć tabliczkę z napisem "Posiadłość Państwa Smith"- oczywiście Państwo Smith już od dawna nie żyję, lecz nie oznacza to, iż dom stoi pusty. Mówiąc o domu... Jest to zwykła, drewniana chatka, która niczym nie różni się od innych, możliwe tym, iż wygląda na opuszczoną, chodź nie jest. Posiadłość idealnie wtapia się w otoczenie, przez co na początku trudno wyłapać ją z pośród miliarda zielonych listków w wiośnie, chodź w jesieni, kiedy już owe liście zakończą swój żywot, chata wygląda na ogołoconą. Gdyby przyjrzeć się z bliska, pierwsze co rzuca się w oczy to rozległy garnek, który w kształcie prostokąta ciągnie się od jednego boku domu do drugiego. Po lewej stronie można dostrzec drewniany, bujany fotel jeszcze po starszych właścicielach, zaś po prawej mały stolik wraz z parą krzeseł, najprawdopodobniej na popołudniową herbatkę, jak to można się domyśleć po Anglikach, nad stolikiem zaś szerokie okno. Po środku stoją mosiężne drzwi, które swoim skrzypieniem odstraszają śmiałków, a może raczej to dzwoneczki, które dzwonią jak szalone przy każdym ruchu? Trudno powiedzieć. Z podwórka wchodzisz prosto w ciasny korytarz, wzdłuż niego możesz zauważyć różne obrazy olejne jak i zwyczajowe haczyki na zawieszenie swoich osobistości. Pierwsze drzwi na prawo prowadzę do małego salonika, nie brakuje w nim niczego co potrzebne na co dzień do życia- stolik, sofa, stojąca w rogu lampa, regał z książkami i radio, które pewnie swoim rocznikiem mogłoby przebić nie jednego z nas. Wracamy do przedsionka, pierwsze drzwi na lewo prowadzą do kuchni, która tak jak ganek jest w kształcie prostokąta- zwyczajowo blaty rozciągają się po jednej stronie, zaś po drugiej lodówka wraz z kuchenką i szafkami. Na końcu znajdują się tylne drzwi, jednakże zawsze są zamknięte na cztery spusty, z kuchni, przez okno również rozciąga się widok na tyły posesji. Jeśli jeszcze raz wrócisz do korytarza, na samym końcu swoje miejsce znajdują strome schodki prowadzące na pierwsze piętro. Na piętrze masz do wyboru pójście w lewo lub w prawo. Na prawo są jedynie drzwi od przestronnej łazienki- w tym pokoju jako jedynym są położone podgrzewane kafelki, jak w niektórych bogatszych rezydencjach na środku stoi ogromna wanna, po lewej, pod ścianą rozciąga się lustro na długość ściany. Na przeciwległej do drzwi ścianie znajduje się małe okienko, zaś obok niego toaleta.
Kiedy wyjdziemy z łazienki, na wprost mamy kolejne drzwi po prawo od nich kolejne. Pierwsze prowadzą do sypialni- zwyczajne, podwójne łóżko, komoda i stolik nocny. Drugie pomieszczenie to jej prywatna biblioteka, ze wszystkich czterech stron ogrodzona regałami do sufitu, po środku stoi biurko wykonane z mahoniowego drewna, zapach papieru i tuszu jest tu czymś normalnym. Tak więc podsumowując- jedno piętrowy domek letniskowy, odgrodzony z czterech stron drzewami. Posesja należy do Campbell Alexander.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 5:27 pm

Campbell z ociągiem wspinała się na wzgórze, wciąż czuła jak krew spływa po jej dłoniach. Pieprzone wampiry klasy D, równie dobrze mogłyby rzucić się na wszystko co się rusza, byle zdobyć swoje pożywienie. Westchnęła ciężko wspinając się na płot po czym zeskakując z niego, oczywiście nie obyło się też bel dziury w spodniach po tym małym skoku. Świetnie, kolejna para jeansów do śmieci- burknęła, wywiązując pod nosem wiązankę przekleństw. Spojrzała się za siebie w poszukiwaniu swojego czworonoga, Silence krok w krok podążała za nią- oczywiście nie przeskoczyła płotu, jedynie przeszła przez wcześniej wykopaną przez nią dziurę, no proszę, kto by powiedział, iż border collie umie coś więcej niż zaganianie owiec i dreptanie niczym lis? Uśmiechnęła się delikatnie w jej kierunku po czym znów ruszyła, jednakże obecnie szybszym tempem, nie chciała zostać zauważona przez nikogo, w końcu to tutaj znajdował się jej dom, jej jedyne miejsce spokoju i ciszy. Skręciła w prawo coraz bardziej się rozpędzając, w końcu zaczęła biegnąć truchtem aż w końcu na ostatniej prostej pobiegła sprintem dla małej rozgrzewki mięśni. Po chwili znalazła się na ganku z kluczami w ręku otwierając drzwi, weszła do środka po czym zatrzasnęła za sobą stare drzwi. Jednym ruchem zdjęła z siebie lodowaty płaszcz i niewdzięczne botki, założyła na nogi ciepłe, wełniane skarpetki po czym pognała w kierunku kuchni- tam z kolei naszykowała jedzenie i dla siebie, i dla swojej podopiecznej. Na dobry koniec wygrzała się w wannie po czym w skupieniu oddała się nowej literaturze w swoich zamkniętych czterech ścianach.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 22
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 8:22 pm

Właściwie sama do końca nie wiedziała dlaczego przygnało ją do tego małego domku. Nie dość, że daleko to jeszcze na uporczywym wzniesieniu. W dodatku była przemęczona i najrozsądniejszym wyjściem byłoby udanie się do siebie na spoczynek. Doprawdy czasem zachodziła w głowę jak to możliwe, że w trakcie zmęczenia jest w stanie jeszcze wznosić się na wyżyny swej wytrzymałości. I to dla kogo? Dla jakieś przeciętnej dziewuchy, którą niedawno poznała. No, ale... Musiało coś być w niej szczególnego, że panienka Lebiediew fatygowała się po całym dniu i nocy pracy bez zmrużenia oka. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się pod drzwiami. Długo zastanawiała się czy zapukać. Przecież jest Vivianną, czyli nie powinna do nikogo przychodzić, a raczej na odwrót. Gdzie podziała się jej godność? Jeszcze sobie Bell pomyśli, że ot tak potrzebuje jej towarzystwa. Nic bardziej myl... A może jednak nie. No, bo w sumie jakby nie patrzeć chciała się spotkać i idiotki z niej robić nie wypadało. Meh, co za gówniana sytuacja- zaświtało jej w głowie. Po upływie dziesięciu minut odważyła się krótko zapukać. Może nie dosłyszała? W sumie to byłoby dobrze. Mogłaby czmychnąć w mgnieniu oka. Miała tylko nadzieję, że nie pożałuje swojej decyzji. W końcu zbłaźniłaby się, gdyby nagle zaczęła rozsyłać wokół siebie tęcze i niezwykle uroczą, pozytywną atmosferę. Mimo to prawdą było, że w obecności Alex najlepiej jej się odpoczywało. Nawet jeśli miałoby to oznaczać brak snu.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 8:38 pm

Jeszcze tylko jedno zdanie, ostatnie słowo i... Pukanie przerwało jej spokój, z głębokim westchnięciem odłożyła książkę na blat, zaś ta zagłuszyła ciszę swoją ciężką oprawką uderzającą o drewno. Wstała przeciągając się, czasami zastanawiała się, jak to jest, że potrafi usłyszeć pukanie z pierwszego piętra, ale za każdym razem odpowiedź była taka sama- treningi. Szybkim krokiem wyszła z pokoju trzaskając za sobą drzwi, zeszła po schodach wkładając na siebie swój jedwabny szlafrok, lubiła chodzić nago w swoim własnym domu, ale w razie czego lepiej było ubrać się w coś więcej niż...To, czego przed chwilą nie miała na sobie. Spodziewała się, jaka to dusza zawędrowała w te dalekie zakątki, w końcu nie bez powodu wybrała właśnie to miejsce- nikt, kto nie miał potrzeby tu przyjść, nie przychodził. Zatrzymała się przed drzwiami zbierając w kitkę wciąż mokre włosy, czasami dokuczało jej to, iż są takie długie, że nie mogę wyschnąć po dwudziestu minutach, tak jak niegdyś. Dla upewnienia zajrzała w małe "oczko" w drzwiach po czym z lekkim chichotem otworzyła drzwi. Stanęła w progu opierając się o framugę drzwi.
-Proszę, proszę. Kogo tu przywiało na te pustkowie- rzekła z szerokim uśmiechem, w jej głosie można było wyczytać jedynie radość związaną z wizytą dobrej przyjaciółki, nawet jej oczy się uśmiechały.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 22
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 8:51 pm

Stała tak jak sierotka Marysia z wciąż zażenowaną miną. Widać po niej było wszystkie emocje jak zawsze. Chociaż z drugiej strony jakby się nad tym mocniej zastanowić to działo się tak wyłącznie w przypadku bliskich jej osób. A przypuszczała, że Bell może do takich zaliczyć. W innym przypadku nie fatygowałaby się do niej w odwiedziny. Dobrze, że musiała o przyznać tylko przed samą sobą w duszy. Nie dość, że niechętnie to zachowywała to dla siebie. Nie mogła dopuścić myśli, że mogłaby się tą informacją podzielić z czerwonowłosą. Co to to nie. Wyglądała niczym skazaniec, chociaż dumny jak paw. Przecież miała to do siebie. Prawdopodobnie kobieta na przeciw niej doskonale zdawała sobie sprawę z jej pewnych cech charakterystycznych. Co nie oznaczało, że była dla niej niemiła. To zdarzało się bardzo rzadko. Fakt, że miała trudny dzień i noc, ale humor nawet jej dopisywał. Zdążyła oddalić od siebie myśl związaną z poznaniem swojej kierowniczki. Teraz to nie miało najmniejszego znaczenia. Odwróciła na chwilę wzrok, a ściślej - w ogóle omijała nim właścielkę domku, lecz nie wiadomo dokładnie z jakiego powodu. Jednak po kilku minutach doszła do wniosku, iż to totalnie durne zachowanie godne jakiejś małolaty. Szybko spojrzała na nią zadziornie. Na jej usta wstąpił diaboliczny, jadowity uśmieszek. Dlaczego? Odpowiedź była prosta. Ujrzała Bell pokrytą jedynie cienką warstwą jedwabnego szlafroka. Przez moment nie mogła odwrócić wzroku, ale chyba powinna mieć trochę przyzwoitości. Obie wiedziały, że Viv świętoszkiem nie jest i krótko mówiąc jest zboczona... Mimo wszystko utkwiła jadowito - wesołe spojrzenie w jej patrzałkach. Przewróciła teatralnie oczami i machnęła lekceważąco dłonią. - Oj już nie mów... Zupełnie jakbym nigdy Cię nie odwiedzała, a to nie prawda. Kto inny by przygarnął taką sukę?- stwierdziła rezolutnie, a w jej głosie pobrzmiewało echo rozbawienia. Chwyciła ją pewnym ruchem za żuchwę i ucałowała w usta na powitanie. Zaraz potem zgrabnie ją ominęła i weszła do środka. Pierwsze, co zrobiła to podskoczyła i swobodnie opadła na jej sofę. Wygodnie się ułożyła zsuwając ze stóp buty.
- Jak dobrze być w domu- wyszczerzyła się zawadiacko zarówno do siebie jak i do niej. Tak. Powiedziała to celowo, bo właściwie czuła się u niej jak u siebie. I i nie była w stanie tego zmienić za nic.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 9:19 pm

Zanim zdążyła coś powiedzieć na temat jej zachowania i tego, co myśli o nazywaniu blondynki "suką" jej usta zagrodziły jej drogę. Zwyczajny, krótki całus na przywitanie jak to miały w zwyczaju robić. Westchnęła cicho rozbawiona przepuszczając przy tym dziewczynę, zamknęła za nią drzwi, wraz ze swoją rutyną zamykania ponad pięciu różnych zamków, przezorny zawsze ubezpieczony- jak to miała w zwyczaju mawiać. Silence podniosła swój łebek spod kanapy przyglądając się nowym gościowi, który właśnie wszedł do domu. Na widok znajomej twarzy psina podniosła się wesoło merdając ogonem i szczekając, co było dla Niej nietypowym zachowaniem. Kiedy Vivianne usadowiła się na kanapie suczka również wskoczyła na nią zajmując miejsce w jej stopach i tam również się układając. Campbell szybkim krokiem przeszyła całą długość pokoju włączając telewizor, po czym wraz z pilotem w dłoni zajęła miejsce obok niej, układając jej głowę na swoich kolanach, na dość miękkiej sofie.
-Czy coś się stało, Viv?- zapytała spoglądając na Nią z góry, z tym normalnym dla siebie opiekuńczym tonem, mimo wszystko wolała mieć pewność, iż jej przyjaciółka nie miała żadnych problemów.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 22
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Nie Wrz 15, 2013 9:32 pm

Uwielbiała wręcz dziewczynę. Zawsze się o nią troszczyła i była czasem jak starsza siostra, która za wszelką cenę chce ją chronić. To naprawdę było miłe i własnie przez jej osobowość nigdy nie potrafiła niczemu zaprotestować. Dziwne, że stawała się uległa pod jej wpływem. Właściwie na początku się przeciw temu bardzo buntowała, lecz teraz stawało się to dla niej coraz przyjemniejsze i oczywiste. Jak mogła wskoczyć na nią tylko, dlatego że chciała wiedzieć co się dzieje i jak się ma? Wręcz niedorzeczne. Słyszała jej cichutkie westchnięcie, toteż uśmiechnęła się do siebie zabawnie. Nie musiała długo czekać na kompana Bell. Nie ukrywała zadowolenia z obecności jej zwierzaka. Sprawnym i szybkim ruchem dosięgła psiny obsypując ją stertą pieszczot w postaci głaskania. Po łebku, za uszami, na karku, pod pyskiem. Urocze zwierzę. Na szczęście Alex nie posiadała żadnego kota. W przeciwnym razie musiałaby zrobić z niego chińskie danie.
I to pytanie, które zawisło w powietrzu... Przecież Viv była harda, więc jak mogłaby powiedzieć coś, co obnażałoby jej słabości? Poza tym chyba nic strasznego się nie wydarzyło. Spojrzała na nią wymownie, a jej spojrzenie mówiło "przecież mnie znasz - nawet gdyby było to bym nie powiedziała". Mimo wszystko posłała jej ciepły uśmiech dając tym samym do zrozumienia, że nie ma się o co martwić. Chciała ją uspokoić. Stopą z łatwością dosięgała uda dziewczyny, dlatego bez wahania pomyziała ją dodając otuchy. - Nic się nie stało, przyrzekam!- zasalutowała dwoma palcami. - Bynajmniej nie nic strasznego. Wiesz... Zaczęłam dzisiaj pracę w laboratorium w siedzibie. I akurat miałam to "szczęście", że na samym wstępnie trafiłam na kierowniczkę, a ona nie cierpi zwłok. Wygłosiła kilka kazań i opinii na mój temat, ale tym jak sama wiesz się w ogóle nie przejmuję. To perfekcjonista i pracoholiczka z prawdziwego zdarzenia. Musiałam przedstawić jej projekt z pewnym środkiem, dlatego zarwałam noc. Poznałam jednego sztucznego o pseudonimie Wrona. Znasz chyba, co? Dziwny, nietypowy facet... I nerwowy w dodatku. Ale na szczęście szybko pozbyłam się Kay i nad ranem od razu przyszłam do Ciebie. Jesteś jedyną oazą spokoju w tym zapchlonym mieście- westchnęła, ale co prawda to prawda. I bardzo się cieszyła, że tą ostoją jest właśnie posiadaczka czerwonych włosów oraz domku na wzniesieniu. - A u Ciebie jak? Uważasz na siebie?- rzekła początkowo surowym, matczynym głosem. Zbyt bardzo ją kochała, żeby miało coś jej się stać. Kochała jak siostrę rzecz jasna. No, bo jak inaczej?
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Pon Wrz 16, 2013 4:28 pm

Uniosła delikatnie kąciki ust ku górze przyglądając się zabawie blondynki z psiną, przyciągnęła dłoń do ust wstrzymując się przed cisnącym się śmiechem. Jedno trzeba było przyznać- Vivianne uwielbiała Silence, a Ona uwielbiała Ją, tak jak Campbell zresztą, w tych czasach coraz trudniej było znaleźć godnego zaufania przyjaciela, z którym mógłbyś podzielić się całym swoim światem. Gdy jej oczy skierowały się na Jej osobę dziewczyna zaprzestała chichotania, nie z własnej woli znów narzucając na twarz tą swoją wytrenowaną maskę obojętności, czasem przerażało Ją to, jak szybko potrafi zmienić swoje nastawienie, a wszystko przez tą pieprzoną organizację, która równie dobrze mogłaby wytrenować Ją na maszynę do zabijania bez zbędnych uczuć gdyby nie to, iż pewnego dnia Bell powiedziała "stop". Westchnęła ciężko wypuszczając z płuc ciepłe powietrze, nienawidziła myśleć o przeszłości kiedy była razem ze swoją przyjaciółką, kochała Ją i nie chciała Ją martwić swoją nic nieznaczącą przeszłością, dlatego zdecydowała się nic o niej nie wspominać- zresztą, kto chciałby mówić o tym, iż jest pomyłką? Pokręciła lekko głową, nie, nie była pomyłką, każdy miał prawo żyć, tak jak i Ona. Na szczęście na Ziemię sprowadził Ją głos blondynki, tak więc przestała rozkminiać i wsłuchała się w jej historię. Po dokładnym przeanalizowaniu słów dziewczyny jej twarz wykrzywiła się lekko w grymasie, jak widać nie tylko Ona miała problemy z przełożonymi, chodź trzeba przyznać, iż miała ciężej czerwonowłosa- Ona musiała uczyć się po nocach, zaś Campbell jedynie składać raporty. Zaśmiała się w duszy automatycznie głaszcząc kobietę wciąż leżącą na jej kolanach po jej miękkich włosach, chciała jej pomóc, ale nie wiedziała jak, nigdy nie pocieszała nikogo, zawsze to ktoś próbował pocieszyć Ją, zaś ona zbywała go jednym spojrzeniem. Kiedy przyszła jej kolej wzięła głęboki wdech po czym zaczęła opowiadać.
-Dzisiejsza noc była okropna, miałam zamiar kupić nową książkę i wrócić do domu. Niestety, jak to bywa z moim pechem, po drodze spotkałam tajemniczego wampira...- tu zrobiła pauzę, zamyślając się na moment- Na pewno był wyższej rangi, dodatkowo umiał się teleportować i jestem tego pewna, iż w jakiś sposób dowiedział się o mojej obecności przede mną.- westchnęła robiąc kolejne pauzy- Jak zwykle o mało co nie zginęłam przez swoje debilne szpilki, w ostateczności poszedł Mi na rękę i zniknął przed rozpoczęciem mojej zmiany.- zaprzestała na chwilę spoglądając na Viv po czym zaczęła mówić jeszcze raz -Wczorajszej nocy dwa nowe wampiry obróciły się w proch. Zastanawiam się, kto te wszystkie ścierwa tak szybko przemienia... Wręcz rzuciły się na Mnie, więc musiały być nowo-narodzone...- przygryzła paznokieć u kciuka próbując znaleźć odpowiedź na niewiadomą, która obecnie tak bardzo przeszkadzała jej umysłowi.
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 22
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Pon Wrz 16, 2013 5:07 pm

Prawdą było, że w dzisiejszych czasach ciężko znaleźć kogokolwiek kto sprostałby twoim oczekiwaniom. Tak się jednak składało, że trafiła na Bell, bez której obecnie nie wyobrażała sobie funkcjonowania. Trudno by było zmagać się na co dzień z natłokiem spraw i doprowadzających do szału ludzi, kiedy nie masz nikogo przy kim możesz się zrelaksować. Gdyby kilka tygodni temu nie poznała Alex to nie wiedziała co by się z nią działo. Prawdopodobnie niedługo musiałaby zainwestować w psychotropy. Tak czy inaczej blondynka od zawsze otaczała się murem. Mimo wszystko jeśli nadal by to robiła to nigdy nie poznałaby kogoś takiego jak czerwonowłosa. Swoją drogą jasnowłosa nadal zastanawiała się jak to możliwe, że ktoś zainteresował się nią w jakikolwiek sposób. Przecież zawsze na początku poznawania nowej persony pokazywała pazury, zachowywała dystans, była oschła, ironiczna i generalnie nieprzyjemna. A mimo to wojowniczka uznała, że w Viv jest coś interesującego. Oczywiście cholernie wkurzało Lebiediew na początku to, że czyta z niej niczym z otwartej księgi. Bo przecież zna do teraz jej wszystkie zachowania, cechy, upodobania, uzależnienia, wady. Tak czy inaczej potrafiła to zaakceptować i z tym żyć. Tak samo jak z jej maską obojętności, która czasami się ujawniała. Przy niej starała się nad tym pracować, lecz nie może wyzbyć się wszystkich swoich zachowań w tak krótkim czasie o ile w ogóle. Ale na szczęście Bell świetnie dawała sobie z tym sprawę. I ogromnie się cieszyła, że ma ją przy sobie. 
Słuchała w skupieniu swojej towarzyszki przestając w końcu głaskać Sil. Natomiast zaczęła bawić się końcówkami jej czerwonych kosmyków uważając to za świetną zabawę. Po części tak było. Robiła to sprawnie, a zarazem delikatnie. W jakiś sposób pomagało to jej się odprężyć. Chwilę potem zrobiła minę niczym smutny psiak. - Moja biedna Bellie- westchnęła ciężko. Bo taka była prawda. Ogromnie współczuła jej ciężkiego dnia. Obie wiedziały co to znaczy praca dla organizacji. Jedna wielka masakra. Poza tym wojownicy wcale nie mieli łatwo. Raz, że to bardzo niebezpieczna profesja, a po drugie zawsze musieli trwać w stanie ciągłej gotowości, aby w razie problemów z wampirami mogli działać. Tym samym ryzykowali swoim zdrowiem, a nawet życiem. Ewentualnie utratą człowieczeństwa, lecz nie sądziła by była to satysfakcjonująca dla jakiegokolwiek człowieka alternatywa. - Miałaś już do czynienia z Kay?- zagadnęła, ale zaraz potem zerwała się z jej kolan. Źrenice jej się poszerzyły i spojrzała na nią z niepokojem trzymając krótki dystans między ich twarzami. - Wampir? Wiesz, że skoro potrafi się teleportować to nawet milion Twoich zamków na nic się nie zda...- zagadnęła z niepokojem i podejrzliwością. - Myślisz, że wie, gdzie obecnie się znajdujesz?- skierowała do niej kolejne, według niej niezwykle istotne pytanie. Coraz bardziej opowieść Alex jej się nie podobała. Zmarszczyła brwi lustrując jej lico, ale tak naprawdę zastanawiała się nad czymś mocno. - Chcesz mi powiedzieć, że zamierzał Cię przemieniać, zranił Cię lub jesteś w trakcie przemiany...?- odsunęła się nieco jakby nie dowierzając w żadną z tych wersji. Miała nadzieję, że nie zdołał jej nic zrobić. Bo jeśli tak to wyleje na niego wiadro kwasu. Przyłożyła palec wskazujący do ust zastanawiając się nad następną myślą kobiety. - Może to sam król, chociaż wątpię by tak bezceremonialnie zamienił byle jakiego człowieka w wampira. Oni ostrożnie robią taką selekcję i sobie kogoś wybierają. To raczej ktoś z ich nieposkromionych podwładnych, którzy wszędzie robią rozróbę.- Oparła dłonie na udach dwudziestojednolatki.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Pon Wrz 16, 2013 6:13 pm

Uśmiechnęła się ciepło w jej stronę, jak zawsze jej jedyna gwiazdka próbowała polepszyć jej dzień, co trzeba przyznać, całkiem dobrze jej wychodziło. Zanim zdążyła wyrazić swoją własną opinię nad swoim "biedactwem" i dodać, iż w tym miesiącu samodzielnie, bez pomocy banku, udało jej się opłacić czynsz za co powinna jej pogratulować i nagrodzić, kolejne pytanie jednak szybko i stanowczo zagrodziło jej możliwość odpowiedzi. Zamyśliła się na chwilę nad jej pytaniem, w ciągu swojej trzyletniego stażu w swojej karierze zdążyła imieniem Memengwa Kay, o ile dobrze zapamiętała jej imię. Nie miała jednak przyjemności poznać jej prawdziwej "Ja", w końcu jakie miała możliwości skoro spotykały się jedynie w tak krótkich chwilach, jak mijanie się w korytarzu korporacji.
-Znam Ją tylko z widzenia- odparła z lekkim przekąsem, po chwili jednak zrozumiała, iż owa Pani Doktor najwidoczniej była przełożoną blondynki. Wciąż z tą samą ekspresją na twarzy wysłuchała pytań dziewczyny, które dla Niej były niczym oskarżenia. Osobiście sądziła, iż jeśli miałaby do wyboru śmierć lub zmianę w wampira, już szykowałaby dla siebie pstryczek. Nienawidziła tych wszystkich bestii, które co noc szwendały się po ciemnych zakamarkach w poszukiwaniu krwi, swojego pożywienia, nawet nie zauważając, iż już dawno wyłączyło swoje człowieczeństwo. Wzdrygnęła się na samą myśl siebie zachowującej się jak wampiry klasy E.
-Nie wiem czy za Mną podąża czy nie, nie jestem medium. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, iż jeśli ten wampir potrafi się teleportować, to równie dobrze mogłabym uciekać w nieskończoność, ale nie kraczmy- rzekła posyłając jej wymowne spojrzenie na następne pytanie, czyżby naprawdę wątpiła w jej umiejętności?
-Najprawdopodobniej... Jeden z poddanych, które jest już znudzony służeniu swojemu Panu. Niewdzięczne szumowiny- zaklęła pod nosem przeklinając tym samym po raz kolejny cały ród wampirów.
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Pon Wrz 16, 2013 6:44 pm

Popołudniowe słoneczko oświetlało pięknie cały świat sprawiając, że aż chciało się przystanąć i zdrzemnąć, chociaż na krótki moment, w cieniu, nie myśleć o niczym...
Westchnąłeś, opierając o pień drzewa i spoglądając w górę, skryty pod kapturem bluzy - ciężko było w tych czasach zdziałać cokolwiek, naprawdę - wzajemna niechęć i nienawiść obu ras doszła już do tego stopnia, że wystarczyło tylko pstryknąć, by lont się sam zapalił i zrobił wielki wybuch... Kto jednak miał dostać pierwszy cios? Jak na razie ludzie mieli minimalną przewagę, skoro w ich rękach były próbówki, tylko że ta głupia Memengwa musi jak najszybciej te cholerne badania robić... Cholerna, uparta, dumna krowa... No dobrze, dobrze, co poradzić - pewnie nie żyłaby tyle czasu,gdyby przezorna nie była... Ale teraz najwyraźniej nie docierało do niej, że ukrywanie nic jej nie da, że wampirów jest o wiele więcej, niż ludzi, że są wszędzie i że już na pewno Król i Królowa wiedzą, gdzie jest... Dobrze, dobrze, JESZCZE nie wiedzą... JESZCZE. Słowo-klucz w tym momencie było tak tragicznie dramatyczne, że miałeś ochotę tym razem stanąć twarzą w twarz, złapać ją za ramiona i potrząsnąć... Czyżbyś wraz z wiekiem tracił cierpliwość, towarzyszu? Nie, jednak nie... Bo irytacja cię nie ogarnia, nadal gości w tobie idealny spokój... Nadal nie wadzi ci to, że nazywają cię zdrajcom obie strony, że obie strony na Ciebie polują, nie szkodzi... Naprawdę nie szkodzi... Ważne, żeby ludzkość podniosła się z upadku, w jakim się znajduje, nawet jeśli miałoby być to zwycięstwo bitwy, ale nie wojny... Ostatnią bitwę, w średniowieczu, zwyciężyli, może i teraz się uda?
Kruk na twym ramieniu rozłożył skrzydła i wydarł się głośno, kilka ptaków poderwało się z koron - no, pięknie... Wszyscy zaczynają powoli zbierać się w jednym punkcie, w stolicy... To tutaj teraz maskarada miała trwać? Wcześniej toczyła się wokół Doliny Białego Konia, więc teraz tu? Niech będzie, co za różnica... Tylko naprawdę uważaj, nie śpiesz się... Każdy krok może cię wpędzić do grobu... Wszak masz jeszcze wiele ambicji, by powtrącać swe trzy grosze do tego burdelu.
Delikatnie zdjąłeś ptaka ze swego ramienia, sprawdzając, czy liścik jest dalej do jego nogi przytwierdzony, byłby nie fart, jakby spadł i wypuściłeś go w powietrze - niech leci... I niech doniesie wiadomość do pani wojowniczki, na którą się natknąłeś - przypadek? Nic nie jest przypadkiem, tak powiadają. Tak samo przypadkiem nie mogło być to, że akurat teraz znajdowała się tam pani naukowiec. Zmieniało to tyle, że w liście zawarłeś o kilka więcej informacji... Razem z tym, gdzie w labolatorium Wschodzących znajduje się magiczna próbówka z krwią.
Przykro mi, Memengwo Kay, ale nie mogę czekać, aż ruszysz się do Wschodzących. Czas nas goni.
A raczej wampiry, tak dla uściślenia.
Skryty w cieniu, za pniem, usiadłeś na trawie, zapalając papierosa. Teraz trzeba spokojnie czekać, aż kruk doleci i słuchać, jak panienki zareagują na tą wiadomość...
Czarne ptaszysko uderzyło w okno, lądując niezdarnie na parapecie i drąc się wniebogłosy, co rusz traktując szkło swoim dziobem, by dać o sobie znać panienkom w środku siedzącym, żeby go wpuściły, albo i nawet niech nie wpuszczają - niech po prostu wezmą tą przeklętą karteczkę.
"Memengwa Kay dostała się w posiadanie trzech ampułek z krwią Sahira Nailaha, zapewne wiecie, kto to jest... Jedna z nich jest w laboratorium. Przemówcie pani laborantce do rozumu, że włócząc się po Noire nie schroni się przed bandą wampirów... Ach, i przekażcie jej list, który zostawiłem na jej biurku w centrali Wschodzących. Chyba się tam, co najgorsze, nie wybiera... - Kruk."
Powrót do góry Go down
Vivianne Lebiediew
Naukowiec
avatar

Liczba postów : 16
Dołączył/a : 09/09/2013
Age : 22
Skąd : Rosja

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Sro Wrz 18, 2013 6:00 pm

W takim razie czerwonowłosa źle zinterpretowała słowa jasnowłosej. Ona się po prostu o nią martwiła. Nie w jej gestii było oskarżanie przyjaciółki. Westchnęła z dezaprobatą przykładając sobie otwartą dłoń do czoła na znak politowania. Przy okazji przewinęła teatralnie oczyma spoglądając wymownie na Bell. Nie mogła się powstrzymać od zabawnego wyrazu twarzy. Była taka urocza, kiedy się denerwowała, albo próbowała udawać oschłą i nieporuszoną. Przekręciła głowę w bok niczym psiak ciekawy dalszego ciągu. - Nie twierdzę, że jesteś medium. Znając moje szczęście to już wykrakałam. Tak czy inaczej ja wiem, że jesteś bardzo dobrze wyszkolona i tak dalej, dlatego wybacz mi moją nadopiekuńczość. Trudno mi się jej wyzbyć- mruknęła, chociaż ostatnie zdanie skierowała bardziej do siebie niż do niej. Niestety nie potrafiła na chwilę obecną z tym nic zrobić. Martwiła się o dziewczynę na każdym kroku. - Ale powiem Ci szczerze, że nie zdziwiłabym się, gdyby król na to zezwalał. W końcu to też wampir i swoje za uszami ma. Nigdy nie wiadomo czy nie bawi się swoimi ofiarami. Cholerna zaraza- żachnęła się, lecz nawet nie zdążyła zamyślić, ponieważ dziób czarnego skrzydlatego zabębnił w szkło. Nie dało się tego nie usłyszeć, toteż od razu obróciła się w tamta stronę. Zmarszczyła brwi widząc drobny świstek. Czyżby jakaś informacja? Jeśli miała być szczera to miała dziwne przeczucie, że jest to związane z ich rozmową. Szybkim, sprawnym ruchem sięgnęła za okno odbierając liścik. Przebiegła tekst wzrokiem w mgnieniu oka. Zaraz potem zacisnęła go w dłoni ze zdeterminowaną miną. Zmiętą kartkę rzuciła czerwonowłosej, aby również zajrzała. Ruszyła w stronę okna wyglądając. Może gdzieś w pobliżu czai się nadawca? 
- Zaczyna się. Muszę to dostarczyć Kay. Widzę, że organizacja znowu ma kłopoty. Albo po prostu one się nam nie kończą... Kto to Kruk? Znasz ten pseudonim?- skrzyżowała dłonie pod biustem próbując rozgryźć zagadkę.
Powrót do góry Go down
Campbell Alexander
Wojowniczka
avatar

Liczba postów : 24
Dołączył/a : 07/09/2013
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Sro Wrz 18, 2013 7:12 pm

Jak zwykle zanim zdążyła coś dodać, coś musiało jej w tym przeszkodzić, dzisiejsze losowanie wygrał kruk, który z uporem maniaka próbował dostać się do środka- po co? Zapewne aby dostarczyć pilną wiadomość, którą można było dostrzec przywiązaną do nogi ptaka. Jak widać nawet w tych czasach ludzi wciąż używali podniebnych zwierząt jako posłańców, jednakże to nie to zmartwiło najbardziej Campbell. Kto miałby powód aby wysyłać do Niej listy? Nie miała rodziny, przyjaciół a także nikt nie znał adresu jej zamieszkania, przynajmniej nikt nie powinien. Zerknęła kątem oka na blondynkę, która właśnie zmierzała w stronę okna, najprawdopodobniej w celu odebrania wiadomości. Na próżno panna Alexander próbowała zatrzymać swoją przyjaciółkę i tak jak oczekiwała, przesyłka nie była żadną pomyłką lub też nowym sposobem na przyciągnięcie klientów do pobliskiej restauracji, tak jakby było to możliwe. Westchnęła ciężko oglądając reakcję dziewczyny, mimowolnie wbijając wzrok w liścik, który najprawdopodobniej miał przesądzić ich niedaleki los. Po szybkich oględzinach wykonanych przez Vivianne, Campbell dostała w swoje ręce to przekleństwo. Pomimo paru problemów z rozczytaniem się charakteru pisma nadawcy, udało jej się zrozumieć całą treść zawartą na papierze, co napewno nie napełniało jej radością. Z tego co się dowiedziała, Pani Doktor obrabowała samego Króla Wampirów, ciekawe jakim sposobem, nie ważne jak dobrze to brzmiało Campbell była pewna jednego- Pan Nieszczęśnik napewno nie pozwoli aby Kay dożyła następnego roku, o ile nie następnego miesiąca. Uniosła głowę znad kartki lustrując ciężkim spojrzeniem Viv i jej słowa.
-Organizacja? Gdyby Wschodzące Słońce by się o tym dowiedziało, już dawno temu dostałabym wezwanie do odnalezienia Memengw'y. W końcu to krew Szlachty- burknęła nie wiedząc czy płakać, czy śmiać się... Po głębszym przemyśleniu wolała się śmiać, ale jakoś udało jej się powstrzymać ten nagły wybuch.
-Nikt nie zna tego miejsca oprócz Ciebie i Mnie. Moim jedynym tropem jest nasz wampir z możliwością teleportacji, chodź pewnie nie tylko...- zamyśliła się nad tym przez chwilę po czym jak głupia poderwała się i wbiegła po schodach do swojego pokoju w poszukiwaniu jakiejkolwiek pluskwy, jednakże nadaremno. Jeśli nie za sprawą cudów elektroniki, jak mógł się dowiedzieć o tym miejscu? Miał wyczulony węch, iż mógł iść po jej tropie? A może to sprawka trzeciej osoby? Zmrużyła oczy próbując dostrzec rzeczy niewidoczne dla niej lecz po krótkiej chwili odpuściła, nie mogła zmienić rzeczywistości, nie ważne jak ciężka do zrozumienia była. Nie chcąc stracić ani chwili zwłoki, lazurowooka zaczęła ubierać się w swój strój roboczy, oczywiście tym razem została przy wygodnych butach na płaskiej podeszwie. Uzbrojona w krótkie nożyki, parę dobrze ukrytych pistoletów, i jej faworyta- nożyka do tapicerki zeszła na dół z charakterystyczną metalową walizeczką, zamykaną na kod cyfrowy.Stanęła w progu związując włosy w kucyka, spojrzała w stronę panny Lebiediew, żałowała, że ona także została w to wplątana, lecz taka była ich praca, od początku mówili im, aby były gotowe na wszystko.
-Proszę Cię, odszukaj swoją przełożoną, Ja zajmę się Krukiem - zabrała głos przeładowując jeden z lżejszej broni palnej, nie oczekując odpowiedzi ścisnęła kartkę w dłoni. -Do zobaczenia- rzekła siłując się ze swoim mundurem, mimo wszystko taki arsenał miał swoją wagę. Wyszła na zewnątrz nawet nie oglądając się za siebie, nie mogłaby się powstrzymać przed zabraniem ze sobą Viv, ale musiała. Przygryzła dolną wargę lepiej ujmując uchwyt, byle nie było za późno.

Zt.


Ostatnio zmieniony przez Campbell Alexander dnia Sob Wrz 21, 2013 7:43 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Laum Rökkur
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 26
Dołączył/a : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   Sro Wrz 18, 2013 7:28 pm

Zdjąłeś w końcu rękawiczki, dochodząc do wniosku, że mogłyby się zaśmierdnąć od papierosa, a nie były one tobie tu i teraz potrzebne - potrzebne były do listu, by odcisków palców nie zostawić... I jakież tam brzydkie pismo! Wszak karteczka była wydrukowana na najpopularniejszym papierze, najpopularniejszą czcionką - nie było w niej zupełnie nic specjalnego.
Kruczysko, kiedy tylko wiadomość została mu odebrana, wywrócił oczyskami i zmachał skrzydłami, by wbić się w niebo, skrzecząc donośnie swą, chyba podobającą się temu gatunkowi, pieśń, by zniknąć pośród drzew, zdając raport temu, który go posłał.
Teraz trzeba ludziom sprzedać informację o tym, gdzie znajduje się zapomniana kryjówka wampirów, by znów były kilka kroków przed nimi. Kiedy zginą co do ostatniego będziesz mógł wreszcie z uśmiechem wyjść na słońce i oddasz ramionom śmierci... Ten czas wydawał się taki odległy... A co, jeśli się znowu nie uda?
Przyjąłeś drugą duszę w swoje ciało, jak zawsze chodząc przynajmniej z jedną, by niepowołana persona z nie dajcie bogowie odczytywaniem myśli ci tych myśli nie odczytała - po pierwszym spotkaniu tej czerwonowłosej panienki doszedłeś do wniosku, że może być ona bardzo pomocna przy próbach... poskromienia? Nie, to złe słowo - przy próbach kopnięcia Memengwy Kay w cztery litery, żeby za pracę się wzięła, a nie obijała wędrując po całym kraju...
Kruk padł martwy na trawę - martwe ciała, trzeba zauważyć, o wiele łatwiej było opętać i można było cokolwiek z nimi robić, z żywymi zawsze był problem, dusza drugiej jednostki zazwyczaj walczyła podświadomie o prawo do wyłącznego bytu.
Zniknąłeś z papierosem między wargami.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Drewniana chatka   

Powrót do góry Go down
 
Drewniana chatka
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Chatka Gajowego
» Chatka nad jeziorem
» Chatka maga
» Chatka Świąteczna
» Chata szalonego szamana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarny Blask :: Tam, gdzie odbywa się maskarada... :: Noire :: Przedmieścia-
Skocz do: